Internet według Doroty, czyli subiektywny przewodnik po ciekawych stronach WWW
RSS
niedziela, 29 stycznia 2006
Lot nad Warszawą


Kilka tygodni przed wybuchem Powstania Warszawskiego niemiecki samolot zwiadowczy Focke-Wulf Fw 189 Eule wykonał lot nad miastem, a znajdujący się na pokładzie fotograf uwiecznił rozciągające się w dole widoki. Obfotografował centrum Warszawy: ulice, kamienice, kościoły, parki, mosty na Wiśle, nawet samochody i małe punkciki – przechodniów. W kadrze znalazło się Stare i Nowe Miasto, Plac Krasińskich, Łazienki, Plac Trzech Krzyży i inne tereny (zaznaczone na okupacyjnej mapie). Powstał w ten sposób niezwykle cenny dokument, portret dawnego świata.
Zrobiono z tych fotografii wystawę, najpierw prawdziwą, potem także internetową, zatytułowaną Warszawa – ostatnie spojrzenie.
Ostatnie, bo za chwilę wszystkie te ulice i domy miały się zamienić w dymiącą ruinę. A samoloty nie latały już po to by cokolwiek "uwieczniać", ale by zrzucać na nie bomby.
Tagi: historia
01:03, dogin
Link Komentarze (2) »
środa, 25 stycznia 2006
Traktat o śniegu
 
Spadło z nieba (SnowCrystals)

- Pod mikroskopem odkryłem, że płatki śniegu to cud piękności, i aż wstyd, że takie piękno nie jest oglądane i podziwiane przez innych. Każdy płatek miał mistrzowski i niepowtarzalny wzór. Kiedy płatek się roztapiał, ten wzór ginął na zawsze – zanotował w 1925 roku pan Wilson A. Bentley z miasteczka Jerycho w stanie Vermont.
Pan Bentley postanowił to roztapiające się piękno utrwalić. Zaczął pionierskie eksperymenty z mikroskopem i aparatem fotograficznym. Przypisuje mu się wykonanie pierwszych zdjęć pojedynczych płatków (dokonał tego w 1885 roku). Fotografował przez całe życie, utrwalił ok. 5000 wzorów. Nie znalazł dwóch takich samych.
Trochę jego fotografii można znaleźć na stronie Snowflake Bentley Museum (proszę poklikać w gablotki, powiększą się). I na tej wystawce z wybranymi okazami niegdysiejszych śniegów.
I dla porównania śniegi współczesne, na stronie, której oddaję hołd przy każdej nadarzającej się okazji. Czyli na Snowcrystals Kennetha G. Libbrechta, fizyka z kalifornijskiej politechniki. O kryształkach i śnieżnych płatkach jest tu właściwie wszystko, od historii badań począwszy (bo już astronom Johannes Kepler nad płatkami się głowił, nawet traktat o nich w 1611 roku napisał; i Kartezjusz niedługo po nim snuł domysły na temat ich niezwykłych kształtów) a na naukowej teorii skończywszy. I napatrzeć się można na zadziwiające kształty, w tutejszych galeriach (to prawie jak galerie sztuki, „snowflakes are temporary works of art” - pisze Libbrecht).
sobota, 21 stycznia 2006
Blues na ścianie

Wspinaczka w Grampians – fot. Simon Carter

Kto ma lęk wysokości, może sobie oglądanie tej australijskiej strony darować. Bo Onsight Photography Simona Cartera jest w całości poświęcona wdrapywaniu się na pionowe skalne ściany i zwisaniu nad malowniczymi przepaściami.
Owe przepaście i ściany Carter znalazł w Australii i na innych kontynentach (wymienionych w galerii). Zrobił tysiące fotografii (w kolekcji ma ok. 30 000, tu pokazuje tylko część). Na każdym jakaś ludzka mrówka mozolnie wpełza po pionowej skale, wisi albo skacze na linie. Daleko w dole lub na horyzoncie widać spienione morze albo skalne doliny.

A dla ukojenia nerwów po tych ekstremalnych sportach: blues w wykonaniu Blind Blake’a, „Diddie Wa Diddie” w mp3 (włączyć głośniki proszę). Gdyby ktoś chciał kontynuować terapię, to odsyłam do bluesowego bloga sqeezemylemon.
środa, 18 stycznia 2006
Rzesza niemiecka

Nazistowska „Świątynia honoru“ w Monachium (z archiwum Geoffa Waldena)

Te same miejsca dawniej i dziś – to zasada, wedle której Geoff Walden skonstruował stronę Third Reich in Ruins. To „dawniej” dotyczy lat 1933-45 w hitlerowskich Niemczech: miejsca sportretowane na starych fotografiach i pocztówkach Walden zestawił ze współczesnymi widokami. Posiłkował się prywatnym archiwum swojego ojca, lotnika stacjonującego tuż po wojnie w bazie na terenie Niemiec; wykorzystał też wiele archiwalnych publikacji.
Szedł różnymi tropami. Pokazywał miejsca w których hitlerowcy urządzali swoje spędy i odprawiali podszyte germańską mitologią obrządki (Thingplatz); ilustrował podziemne konstrukcje militarne (np. w Turyngii), dawne i obecne widoki Berlina czy upstrzonego swastykami Monachium. I obozy zagłady: w Buchenwaldzie czy bawarskim Flossenburgu.
Walden niektórych ojcowskich zdjęć nie potrafił umiejscowić na mapie – w Lost Sites prosi o pomoc w rozwikłaniu tej zagadki.
sobota, 14 stycznia 2006
Kabel, który połączył kontynenty

Na finiszu (The Atlantic Cable)

Internet zniszczył pojęcie przestrzeni. Skaczemy po serwerach, jesteśmy raz w Ameryce, raz w Azji, i nawet nie mamy świadomości, że to Azja i Ameryka.
I dlatego warto zrobić wycieczkę w przeszłość, do początków międzykontynentalnej komunikacji. Do czasów, kiedy przestrzeń jeszcze coś znaczyła, była „przeszkodą do pokonania”, bardzo realną, fizyczną. Wycieczkę śladem The Atlantic Cable - telegraficznego kabla transatlantyckiego.
To „dzieło życia” pana Cyrusa W. Fielda (wystarczy spojrzeć na zamieszczone tu portrety – fotografował się z globusem i oplatającym go kablem). Pierwsze przymiarki do połączenia kontynentów robił już w I połowie XIX wieku, w 1858 roku umożliwił królowej Wiktorii wysłanie transatlantyckiej wiadomości do amerykańskiego prezydenta Jamesa Buchanana, jednak po trzech tygodniach linia przestała działać. Ostatecznie zrealizował ten projekt w 1866 roku.
Nawet przy dzisiejszych środkach i dzisiejszej technice byłoby to kłopotliwe przedsięwzięcie, a co dopiero półtora wieku temu! Można się o tym przekonać przeglądając litografie z książki The Atlantic Telegraph W. H. Russella i czytając autentyczne listy uczestników tych ekspedycji. Widać jasno, ile ludzkiego wysiłku trzeba było, żeby ten tłusty wąż rozciągnął się w poprzek Atlantyku.
Nic dziwnego, że kiedy już się rozciągnął, nazwano go ósmym cudem świata.
Tagi: ciekawe
02:14, dogin
Link Komentarze (2) »
niedziela, 08 stycznia 2006
Sycylijska opowieść

Zamek Donnafugata (Regione Siciliana)

Co się kojarzy z Sycylią? Tak bez zastanowienia: wulkan Etna i mafia. A po zastanowieniu i poczytaniu tego i owego otwiera się cały łańcuszek skojarzeń: historycznych, kulturowych, gastronomicznych nawet.
Ciekawie o nich opowiadają w Best of Sicily. O przeszłości wyspy na przykład, i ludach które się tam przewijały. Była ich cała rzesza, swoje przyczółki zakładali tu Fenicjanie, Grecy, Rzymianie, Arabowie, Normanowie (potomkowie Wikingów, którzy zapędzili się aż na Morze Śródziemne i na wyspie założyli swoje państwo), Longobardowie, Albańczycy, Hiszpanie i wielu innych. Całe to międzynarodowe towarzystwo pozostawiło po sobie bardziej lub mniej trwałe ślady w sycylijskiej kulturze i architekturze, że już o spotykanych na wyspie typach urody nie wspomnę. Ten ostatni efekt wielowiekowego mieszania genów omówiony jest szerzej w dziale o genetyce i antropologii, i zilustrowany wizerunkami sycylijskich modelek i aktorek: od brunetki do blondynki (wspomnienie po plemionach germańskich i Wikingach; w słownictwie zresztą też pozostały ślady, „normanna” znaczy rudowłosa).
Idąc dalej, można postudiować dziedzictwo kulinarne wyspy i tamtejsze gatunki win. Ale najciekawiej jest moim zdaniem w działach pokazujących Sycylię „od podszewki”, a nie jako turystyczną ciekawostkę. W Sicilian City Life na przykład, traktującej o miejskim życiu i „Sycylii niewidzialnej”, którą można poczuć mieszkając tam (a nie zwiedzając na objazdowej wycieczce).
I tu trzeba spotkać się z Mafią. Z mafią jako zjawiskiem, jako częścią sycylijskiej kultury. Bo to nie tylko bandyci strzelający na ulicach do polityków i prokuratorów, to cały system rodzinnych i klanowych zależności, stanowiących kluczowy element owej „Sycylii niewidzialnej”. Tropiąc jej początki trzeba cofnąc się trzy wieki wstecz, kiedy to arystokraci zaczęli zamieszkiwać w Palermo i innych miastach, a w ich posiadłościach władali zarządcy, „gabelloti”. Owi gabelloti z czasem wykupywali majątki, a że często domagali się od poddanych pracy i opłat ponad miarę, w lokalnych społecznościach zaczęli pojawiać się „obrońcy uciskanych” (czyli późniejsi mafiosi). Tak się zaczęło, z czasem mafia rozpełzła się po kraju, obrosła w rytuały (omerta – zmowa milczenia i inne tak charakterystyczne dla tajnych stowarzyszeń cechy), weszła do wielkiej polityki i biznesu (gdzie siedzi do dziś).
"It's more than an island!" (to więcej niż wyspa) - napisali w pierwszym zdaniu "Best of Sicily". Faktycznie, dużo więcej.
niedziela, 01 stycznia 2006
Stare Tokio


Dla miłośników orientalnych archiwaliów: Old Tokyo, czyli kolekcja starych japońskich pocztówek („e-hagaki”). Z portretami tokijskich ulic, budynków, parków i mostów, z wizerunkami mieszkańców, obrazami przedmieść. I z zestawem map z różnych okresów (najstarsza pochodzi z 1898 roku).
Ciekawe nie tylko ze względu na temat, ale i na sposób wykonania pocztówek. Łączyły one bowiem pochodzącą z Zachodu technikę fotograficzną (którą Japończycy poznali za pośrednictwem holenderskich kupców) z estetyką i techniką wykorzystywaną w japońskiej sztuce malarskiej i drzeworytniczej (ukiyo-e).
Tagi: miasta
16:11, dogin
Link Komentarze (2) »