Internet według Doroty, czyli subiektywny przewodnik po ciekawych stronach WWW
RSS
czwartek, 29 stycznia 2009
Obrót o 360 stopni

Z serwisu 360portugal.com

Już kiedyś o wirtualnych panoramach tu było. Ale nie o tym serwisie: 360cities.net, no więc dorzucam.
Panoramy można sobie tu wybierać z listy - według krajów i miast, a także fotografów. To konkretne miejsca atrakcyjne turystycznie oraz np. siedziby firm. W Krakowie można zwiedzać m.in. Rynek Główny i podwawelski rewir Smoka Wawelskiego (aczkolwiek listę otwiera panoramiczna prezentacja gabinetu stomatologicznego - gdyby ktoś chciał sobie fotel i przyrządy do wiercenia pooglądać z bezpiecznej odległości).
No ale Kraków jest pod ręką, lepiej więc połazić po innych miastach: po Damaszku w Syrii, Buenos Aires w Argentynie i kilkudziesięciu innych miejscach.
Kto woli Portugalię, to może skoczyć do innego serwisu z wirtualnymi panoramami - 360portugal.com. Wybór i przekrój miejsc do oglądania jest tu większy - są zamki, twierdze (niezwykła Tomar na przykład), krajobrazy, stanowiska archeologiczne (Conimbriga np.) i wiele innych ciekawych miejsc.

I jeszcze jedno znalezisko, tym razem polskie i do czytania raczej niż do oglądania: Osoboteka, internetowy „system bibliografii osobowej”. To po prostu indeks alfabetyczny - wybierasz z niego nazwisko i dostajesz listę stron, na których się ono pojawia. Taki słownik bibliograficzny, tyle że zbierający materiały z internetu.

niedziela, 18 stycznia 2009
Cień Frankensteina

Rysunek - Dick Wright, 2001

Monstrum zabijające ludzi? Budzący litość wytwór nieodpowiedzialnego naukowca? Różnie można Frankensteina pojmować i różnie go pokazywać. Dowodem świetny serwis FrankensteinFilms.com, omawiający zarówno ekranizacje, jak i rozmaite sposoby odczytania legendy (jak na tym rysunku powyżej - gdzie jest komentarzem do współczesnej debaty o klonowaniu).
Więc co jest takiego w tej postaci, że od 200 lat wciąż nie daje o sobie zapomnieć?
Na początku była książka: "Frankenstein, czyli nowy Prometeusz". Mary Shelley napisała ją w 1817 roku (miała wtedy zaledwie 20 lat). Pomysł zrodził się rok wcześniej, podczas letniego wypoczynku nad jeziorem Genewskim, m.in. w towarzystwie przyszłego męża (Percy Bysshe Shelley) i lorda Byrona (tego romantycznego od "Giaura"). Całe towarzystwo umilało sobie pobyt opowieściami o duchach.
W powieści Shelley duchy jednak nie straszą. Zamiast nich jest student filozofii naturalnej, Victor Frankenstein (jego nazwisko często przypisuje się właśnie potworowi) oraz istota, którą powołuje do życia - wielki stwór pozszywany z kawałków ludzkich ciał. Naukowiec i jego dzieło - dzieło, które się mu jednak nie spodobało. Było odrażające, ale czuło się samotne i od swojego twórcy zażądało towarzyszki życia. Naukowiec nie spełnił prośby i poniósł karę - jego własna narzeczona ginie z ręki monstrum. Ostateczna rozgrywka między nimi toczy się w lodach Arktyki (jej świadkiem jest jeden z narratorów powieści, polarnik Robert Walton). Tam ginie Frankeinstein i tam w lodach znika stwór.
Jak to wszystko daje się odczytać?
W podtytule było: "nowy Prometeusz". Tamten, mitologiczny, ulepił człowieka z gliny. Wykradł ogień z Olimpu i podarował go ludziom. Frankeinstein też miał dobre intencje - chciał wydrzeć tajemnicę życia; pokonać śmierć i choroby. Obaj w pewnym sensie popełnili świętokradztwo i zostali ukarani.
Ale jest tu też przekonanie o wielkich możliwościach nauki (no bo eksperyment się w końcu przecież udał). Tyle że kiedy Wiktorowi wreszcie udaje się powołać do życia stwora, odrzuca go. Nie bierze odpowiedzialności - jak ci naukowcy, którzy nie widzą związku między powstającymi w ich sterylnych laboratoriach maszynami do zabijania i samym zabijaniem.
Obietnica i przestroga. Nauka może wiele. Ale za wydarcie kolejnej tajemnicy - czy to dotyczy np. atomu czy genu - zawsze trzeba zapłacić. Zawsze.
Coś mi się wydaje, że opowieść o Frankensteinie ma kolosalną przyszłość.
czwartek, 08 stycznia 2009
Kiedy Sahara była zielona

Naskalna żyrafa (fot z: The Giraffe Carvings of the Tenere Desert)

Wszystko było inaczej. Tam, gdzie dzisiaj jest piasek i gołe skały, było zielono, rosły drzewa; pod nimi przechadzały się zwierzęta. Tam - w sercu Sahary, na pustyni Tenere w w afrykańskim Nigrze.
Odkryto tam (w miejscu znanym pod nazwą Dabous) niezwykłe naskalne rysunki sprzed 7-9 tys. lat. Przedstawiały zwierzęta - antylopy, nosorożce; szczególnie imponująco prezentowały się dwa wizerunki żyraf. Jeden z takich rysunków ma prawie 5,4 m wysokości, całe ciało żyrafy pokrywają wykute z pietyzmem cętki. Dlaczego akurat żyrafa tak przykuła uwagę ludzi z epoki kamienia? Co ich tak w niej zafascynowało - to, że jest jakby poskładana z paru innych zwierząt? Że ma pysk wielbłąda i cętki geparda, lustruje wielkimi oczami okolicę z wysokości, o której inne bardziej przyziemne zwierzaki mogą tylko pomarzyć, zaatakowana potrafi się bronić i galopować? - zastanawiają się w serwisie o znalezisku, The Giraffe Carvings of the Tenere Desert.
Zwierzęta, ludzie - takich wizerunków znaleziono na skałach jeszcze setki. Kto je sportretował? Kto żył na zielonej wówczas Saharze tysiące lat przed spotykanymi tam dzisiaj Tuaregami?
I tu następne odkrycie. Paul Sereno, paleontolog z uniwersytetu w Chicago, w 2000 roku w piaskach Tenere poszukiwał kości dinozaurów. Znalazł szkielety ludzkie. I to dużo. Relacja z tej i kolejnych wypraw, z opisami znalezisk z Gobero (jak nazywają to miejsce Tuaregowie), jest tu, w People of The Green Sahara. Wykopane z piachu szkielety przypisane zostały do zamieszkujących tą krainę - od ok. 10 tys do 5 tys. lat temu - ludów, kolejno: Kiffian (żyrafy mogą byćich dziełem) i Tenerian (podaję angielskie nazwy - nie znam polskich odpowiedników). Polecam galerię znalezisk i coś, co szczególnie zaintrygowało pracujących tam archeologów - grób z trzema osobami: kobietą (leżącą na prawym boku) i dwójką dzieci (twarzami do niej). Mają splecione ręce, obejmują się. W grobie odkryto też cztery groty strzał i pozostałości kwiatów. Co się stało: czy to matka z dziećmi? Zmarli na jakąś chorobę, utonęli w wodach jeziora? - nie wiadomo.
Znakomitą dokumentację fotograficzną wypraw w piaski Tenere zrobił Mark Hettwer. Na jego zdjęciach są i znaleziska (od dinozaurów po szkielety ludzkie), i naukowcy przy pracy, i wspomniane naskalne rysunki żyraf. W dużym powiększeniu można je zobaczyć w galerii The Boston Globe.
Na przemian: żywi ludzie (jak ten chłopiec gnający bydło koło terenu wykopalisk) i szkielety.
A ciekawe: co tam będzie za tysiące lat? Co znajdą w tym piachu? Pozostałości po archeologach?