Internet według Doroty, czyli subiektywny przewodnik po ciekawych stronach WWW
RSS
piątek, 25 lutego 2005
Wielki wódz patrzy

Taki młody, a już komunista (fot. z Koryo Tours)

„Wielki Wódz Kim Ir Sen wśród robotników”, sielskie malowidło przedstawiające miejsce narodzenia jego syna Kim Dzong Ila, portrety obu wodzów – takie obrazki zdobią stacje i wagony metra w stolicy Korei Północnej. Aby pasażerom było jeszcze milej, z głośników lecą żwawe rewolucyjne pieśni i utwory sławiące niepospolite cechy Przywódcy. Parę takich nagrań można posłuchać w Pyongyang Metro - serwisie odsłaniającym trochę sekretów tej podziemnej struktury Phenianu: budowanej przez wojsko i więźniów, pełniącej funkcje militarne i zawierającej tajne nitki połączeń dostępne tylko dla władz (czyli tych „równiejszych” towarzyszy).
Jeszcze więcej propagandowej karmy dla oczu ma Pyongyang Art Studio, galeria wystawiająca tradycyjną sztukę koreańską i plakaty socrealistyczne (koniecznie w takim zestawieniu, bo Wielki Wódz uważał, że sztuka musi być i ludowa, i rewolucyjna. Inni przywódcy zresztą też). No więc jest ludowo i rewolucyjnie: łopoczą sztandary, traktorzystki z medalami na piersi i słuchawkami na uszach orzą pole, żołnierz amerykański wije się nadziany na bagnety lub ginie trzaśnięty wielką i niewątpliwie ludową pięścią.
Lud powinien się uważnie wpatrywać w tą pięść. A nuż kiedyś zrozumie, że może nią trzasnąc także władzę.
środa, 23 lutego 2005
Premiero Zapatero

„Nie wie co to strach. Nie wie co to niebezpieczeństwo. Nie wie NIC”. James Bond? Bond COŚ jednak wiedział, ten który nie wie nic to upozowany na agenta 007 (a dokładniej na jego prześmiewcze wcielenie, Johny'ego Englisha) hiszpański premier Jose Luís Rodríguez Zapatero. Takich kpiarskich wizerunków krąży po internecie sporo, ich wylęgarnią są liczne „antyzapaterowskie” serwisy hiszpańskie, na przykład Grupo Risa.
W tutejszej galerii Zapatero występuje jako marionetka Zpinocho (Pinokio z długim nosem, a ten nos to wiadomo kiedy rośnie...), głupkowaty Jaś Fasola, jako Che Guevara z kanonicznego obrazka, umięśniony i uzbrojony jak trzeba Rambo. Dostaje się także jego partii: np. w parodii reklamy nowej komórki Nokia ( Simplemente idiota, opatrzonej zastrzeżeniem: Solo compatibile con gobiernos Socialistas - co oznacza, że jest kompatybilna tylko z rządami socjalistów).
Taki hiszpański folklor polityczny, ot co.
sobota, 19 lutego 2005
Wyobraźnia Północy

Nie taki diabeł straszny... czasami (malowidło z kościoła w Gerlev, ok 1400).

Średniowiecze miało wiele twarzy. Inne wyobrażenia rodziły się w głowach ludzi z południa Europy, inaczej postrzegali i ilustrowali świat ci z Północy.
To drugie obrazuje strona z malowidłami ze średniowiecznych kościołów duńskich, Kalkmalerier i danske kirker. Jest ona co prawda w języku duńskim i chodzi się po niej trochę po omacku, ale warto się potrudzić (radzę wybrać Kirkeindeks czyli spis kościołów lub systematisk indeks - spis tematyczny). Można tu pooglądać sceny biblijne, wizerunki świętych, legendarne istoty (np. jednorożca), symbole i otaczające je fantazyjne ozdobniki. Podobnie jest w Medieval Images, tyle że zasięg tej strony jest szerszy (obejmuje całą Skandynawię) a i przykłady są bardziej różnorodne (nie tylko malowidła, ale także rzeźby i ołtarze).
I jeszcze jedno arcyciekawe miejsce: Den Synliggjorte Djaevel, czyli duńskie obrazy bestii piekielnych. Tu dopiero wyobraźnia pracuje: na zdjęciach kłębią się diabły straszliwe, potwory kuszące lub pożerające grzeszników, istoty włochate, w kopytka lub pazury uzbrojone, smoki skrzydlate, bestie przez świętego Michała włócznią przeszywane. A gdzieniegdzie są i te mniej straszne, śmieszne bestyjki, które wyglądają jak pawiany w zoo, huśtają się na gałęziach, pokazują język, uśmiechają się od ucha do ucha. Niby niestraszne, ale to może jeszcze gorzej: bo z czego one się tak mogą cieszyć? No pomyślcie z czego?
czwartek, 17 lutego 2005
Na co choruje świat
Organizacja Lekarze Bez Granic co roku publikuje zestawienie największych katastrof humanitarnych, o których świat wie mało albo wcale. Niedawno pojawiła się kolejna, siódma edycja. Wedle tego co w niej napisano największe współczesne tragedie rozgrywają się w północnej Ugandzie (wojna), Demokratycznej Republice Konga (wojna), Kolumbii (wojna), Somalii (wojna), Czeczenii (wojna), Liberii (skutki zakończonej wojny), Etiopii (głód, choroby), Północnej Korei (głód, represje), Burundi (skutki wojny, choroby). Ostatnia katastrofa to triumfalny pochód gruźlicy, która „zabija jedną osobę co 15 sekund”.
Podsumowując: największe współczesne tragedie to wojny, choroby, głód. To zupełnie jak tysiąc czy dwa tysiące lat temu. Rozwinęła się nam cywilizacja, nieprawdaż?
Tagi: ciekawe
18:42, dogin
Link Komentarze (1) »
środa, 16 lutego 2005
Autobus czerwony (i nie tylko)

Jeśli piętrowy, to w Londynie (fot.z First in London)

Czerwone, zielone, szare i jakie tam jeszcze są na świecie – wszystkie garażują w wirtualnym królestwie autobusów, Bus Station. Poustawiane według krajów i regionów, od europejskich po te dla nas egzotyczne.
Dodatkowo można przestudiować ciekawe zestawienia: autobusy w reklamie oraz w filmie: filmowe wcielenia to np. rozpędzony autokar w „Speed: niebezpieczna szybkość” z Sandrą Bullock za kierownicą; prowadzony przez Jamesa Bonda na Jamajce piętrowy autobus, spłaszczony po przejechaniu pod niskim mostkem („Żyj i pozwól umrzeć”) lub pojazd wypełniony po brzegi rozplotkowanymi gospodyniami domowymi w „Wyścigu szczurów”.
Tagi: ciekawe
13:33, dogin
Link Komentarze (2) »
niedziela, 13 lutego 2005
Ektoplazma jest fotogeniczna

Portret małżonków z duchem ich lekarza rodzinnego. Fot. Robert Boursnell, 1893

Dawniej to i duchy były inne: nie uciekały przed obiektywem aparatu, bez oporów pozowały do zdjęć. Oto dowód: wystawa Do you believe? na stronie amerykańskiego muzeum fotografii.
Ramię w ramię stoją (lub siedzą) żywi i umarli: raz jest to niezidentyfikowana postać, kiedy indziej wyraźne oblicze kogoś z rodziny. Czasem jedna istota eteryczna nie wystarcza: pan J.R. Mercer na przykład sfotografował się z duchem pierwszej małżonki, duchem matki, z tekstem ich przesłania oraz z kwiatami-zjawami. Pewne małżeństwo w sile wieku pozowało do zdjęcia z duchem ich lekarza rodzinnego (zdjęcie wyżej), zmarłego około 1880 roku. Duchy znanych postaci też się pojawiają. Na tym zdjęciu w dość nieprzyjemny sposób zmaterializowała się ektoplazma: otóż wycieka ona z nosa medium, pani Mary Marshall, i na dodatek zawiera różne fragmenty z tamtego świata, w tym wyraźne oblicze Arthura Conan Doyle’a (tego od Sherlocka Holmesa).
Przy każdym zdjęciu jest nieco informacji o fotograficznej kuchni, czyli o dawniejszych sposobach "robienia ducha" na kliszy (co mi przypomniało moje własne eksperymenty z użyciem powiększalnika marki Krokus, kiedy to robiłam rozmytego „ducha” machając palcami podczas naświetlania papieru. No ale szkoły robienia ducha są różne).
A prócz duchów warto obejrzeć inne wystawy tego samego muzeum: dagerotypy z wizerunkami kobiet, portrety japońskiej kultury, galerie zmanipulowanych zdjęć o rekordowych osiągnięciach i inne.
czwartek, 10 lutego 2005
Sny Dalego

Dante według Dalego: ilustracja do „Boskiej Komedii”.

Sflaczałe tarcze zegarów, odrealnione pejzaże, istoty kroczące na pająkowatych kończynach i inne senne widziadła – tego na obrazach Salvadora Dalego jest pod dostatkiem. Nie brakuje ich w internetowej galerii obrazów (ponad 1500 jego prac) albo na polskiej stronie o ”sekretnym życiu” Dalego. Pokazują tu m.in. słynną ”Uporczywość pamięci” ze zwisającymi z gałęzi drzewa zegarami; Kuszenie świętego Antoniego z procesją fantazyjnych obiektów kuszących, ten obraz o nieprzyzwoicie długim tytule („Sen spowodowany lotem pszczoły wokół jabłka granatu na jedną sekundę przed przebudzeniem”) albo podbudowany mistyką wizerunek Chrystusa św. Jana od Krzyża.
W Espace Dali tych najsłynniejszych obrazów nie ma, są za to mniej znane rysunki i drzeworyty. To ilustracje do utworów z różnych epok: do Boskiej Komedii Dantego Alighieri (kolejno: Piekło, Czyściec, Raj), łacińskiej Biblii (Biblia Sacra), średniowiecznego poematu o Tristanie i Izoldzie i innych tekstów.
wtorek, 08 lutego 2005
Jałta

Trzej panowie w Jałcie: Churchill, Roosevelt, Stalin (Cold War).

„Nie miejcie żalu do Churchilla,
Nie on wszak za tym wszystkim stał,
Wszak po to tylko był triumwirat,
By Stalin dostał to, co chciał”

To z ”Jałty” Jacka Kaczmarskiego. W lutym 1945, na jałtańskiej konferencji Stalin faktycznie dostał to co chciał. Ciekawe dokumenty pokazujące, jak się o to starał i jakich argumentów używał zawierają odtajnione archiwa amerykańskie.
Pierwszy dokument pochodzi z 6 lutego. Trzej panowie dyskutują m.in. o wschodniej granicy (Roosevelt sugerował oddanie nam roponośnych terenów na pd-zachód od Lwowa), i o statusie Polski. Stalin występuje w roli orędownika naszej wolności i niezależności: „It is necessary that Poland be free, independent and powerful. It is not only a question of honor but of life and death for the Soviet State. That is why Russia today is against the Czarist policy of abolition of Poland. We have completely changed this inhuman policy and started a policy of friendship and independence for Poland” (jak zapisano w dokumencie). Wyjaśnia, że też chciałby widzieć rząd polski złożony z przedstawicieli różych sił, no ale te siły się nawzajem nie lubią i on nic na to nie może poradzić.
Równie troskliwy był podczas rozmów spisanych w drugim dokumencie. Dopytywał się na przykład, co się stanie ze środkami będącymi w posiadaniu rządu londyńskiego po ewentualnym zatwierdzeniu przez aliantów rządu formowanego w kraju. Towarzyszący mu minister Mołotow (dawny kolega Ribbentropa) też się starał jak mógł: przekonywał że rząd z Lublina jest bardzo popularny („enjoys great prestige and popularity in the country” – jak zapisano) a ludzie go tworzący mieli duży udział w wyzwalaniu Polski, podczas gdy „panowie Mikołajczyk, Grabski i Witos nie byli bezpośrednio związani z tymi wydarzeniami”. Stalin, który jak wiadomo żadną dziedziną wiedzy się nie brzydził podparł się nawet uwagą o psychologii kraju okupowanego: twierdził, że sympatia Polaków jest po stronie tych którzy zostali a nie tych którzy opuścili kraj. A poza tym ludzie kochają też wyzwolicieli czyli Armię Czerwoną, i te sympatie przenoszą na krajowy rząd.
Churchill rzucił tam uwagę, że w razie cofnięcia poparcia dla rządu londyńskiego i uznania krajowego będzie to odebrane jak zdrada (“It would be regarded as an act of betrayal of Poland” – odnotowano). Wyprorokował, tyle że nie poszło wyłącznie o rząd. Za zdradę uznano całą Jałtę.
sobota, 05 lutego 2005
Albert Wielki

Albert Einstein, lat 14, z siostrą Mają (zdjęcie: The Albert Einstein Archives, The Jewish National & University Library, The Hebrew University of Jerusalem, AIP).

Sto lat temu Albert Einstein opublikował trzy artykuły naukowe, które kompletnie odmieniły fizykę. Jeden dotyczył teorii względności, kolejne zjawiska fotoelektrycznego i teorii ruchów Browna. Z tego powodu rok 2005 został ogłoszony Światowym Rokiem Fizyki, w planie jest szereg imprez poświęconych teorii zrodzonych w głowie pana Einsteina.
Ja się teoriami zajmować nie będę, za to proponuję spacerek po internetowych serwisach poświęconych fizykowi i tamtejszych ciekawostkach. W Einstein Archives Online, gromadzących zeskanowane rękopisy jego prac naukowych i zapisków prywatnych, można wyszperać dwa ciekawe dokumenty: list z wzorem E=mc² oraz bardzo pokreślony tekst, w którym Einstein wyjaśnia podstawy teorii względności (oba pokazywane są osobno w galerii).
A.Einstein: Image and Impact to szczegółówa biografia: rodzice i dom rodziny, epizody z dzieciństwa (np. fascynacja kompasem magnetycznym, która „dopadła” 5-letniego Alberta), szkoła, kształtowanie się jego naukowych teorii, poglądy polityczne itd. Sporo tu mało znanych zdjęć (np. Einstein w pióropuszu indiańskim) i nagrań (oto jak wyjaśnia prawo równoważności masy i energii). Są i ciekawe cytaty, jak ten o potrzebie dziwienia się światu: „The most beautiful experience we can have is the mysterious. It is the fundamental emotion that stands at the cradle of true art and true science. Whoever does not know it and can no longer wonder, no longer marvel, is as good as dead, and his eyes are dimmed”.
O Einsteinie krąży wiele legend. Jedna z nich mówi, że w szkole z matematyki mu nie szło. „Einstein A to Z” prostuje że to nieprawda. Einstein nie miał też romansu z Marilyn Monroe (choć różne miłosne przygody miewał, gdyż małżeństwo też najwyraźniej traktował zgodnie z teorią względności). Kolejne sprostowania dotyczą ubrań (bo ponoć chodził wciąż w tym samym) oraz genezy słynnego zdjęcia Einsteina pokazującego język (pokazał na imprezie urodzinowej, bo się wkurzył na reporterów pstrykających mu zdjęcia).
środa, 02 lutego 2005
Góry z góry
Przydatna ciekawostka: regionalny portal Wrota Małopolski w dziale z mapami udostępnia dwa ich rodzaje: klasyczne topograficzne oraz mapy fotograficzne, wykonane na podstawie zdjęć lotniczych. Szczególnie te drugie są interesujące, bo można się poprzyglądać z góry małopolskim miastom (dostępny jest indeks według gmin) i nawet poszczególnym budynkom w ich obrębie: klikając w zdjęcie dostajemy coraz szczegółowszy obraz (udało mi się nawet wypatrzeć mój blok). Na deser jest jeszcze obraz powstały ze scalonych zdjęć lotniczych Tatr, czyli góry widziane z góry.