Internet według Doroty, czyli subiektywny przewodnik po ciekawych stronach WWW
RSS
piątek, 24 lutego 2006
Droga do Burano
 
"Sjesta" - fot. Silvano Candeo

Tym razem coś dla oka: galeria fotograficzna Silvano Candeo z Padwy. Kolorowa do nieprzytomności, w sam raz na nasze szarobure, pozimowe dni.
Od razu rzuca się w oczy Wenecja w karnawałowym przebraniu, maski i stroje, ludzie na tle weneckiej architektury. Jasne, warto to pooglądać, ale ja polecam szczególnie dwie poboczne ścieżki z tej galerii, ze zdjęciami położonej nieopodal wyspy Burano, słynącej od wieków z wyrobu koronek (tutejsze muzeum szczyci się posiadaniem 68 tysięcy wzorów). Te ścieżki zwą się: a walk in Burano oraz Burano island.
Wyspa Burano jest niewielka, za to tak kolorowa, jak żadne inne miejsce na świecie. I kto tam był ten wie, że zdjęcia nie kłamią, rzeczywiście na te domy farb nie żałowano, i że słońce jeszcze te barwne radosne fasady rozświetla, a wiszące wszędzie pranie dodatkowo ozdabia.
A podobno cel był prozaiczny: malowano je tak po to, aby rybacy mogli wypatrzeć w mgłach laguny drogę do domu.
niedziela, 19 lutego 2006
Pod Stalingradem

„Snajper strzela z daleka, ale zawsze celnie” – radziecki plakat z czasów bitwy stalingradzkiej (Stalingrad – Battlefield info)

Wyprawy na rozległe rosyjskie stepy zawsze kończyły się źle. Przekonał się o tym boleśnie Napoleon, przekonał się też Hitler. Zwłaszcza pod Stalingradem.
The Battle for Stalingrad stara się pokazać tą gigantyczną bitwę (zakończoną 2 lutego 1943 roku) z perspektywy obu walczących stron. Jest tu podział jak na froncie: część serwisu okupuje Armia Czerwona, część armia niemiecka gen. Paulusa. W obu strefach jest sporo materiałów o przebiegu walk, mapy, zdjęcia lotnicze miasta i okolic, teksty rozkazów. I inne ciekawe dokumenty: fragmenty stron wojennych gazet oraz ulotki propagandowe w języku rosyjskim i niemieckim, które sobie walczące strony zrzucały na głowy i w których wzajemnie zachęcały się do poddania („Jesteście okrążeni! Ale macie wyjście: przejdźcie na niemiecką stronę i uratujcie swoje życie dla Ojczyzny!” – głosił tekst w wersji dla czerwonoarmiejców. Zachęty nie poskutkowały, w końcu to Niemcy musieli się poddać, pokonani przez Rosjan i przez mróz).
Jeszcze więcej takich archiwaliów zawiera Stalingrad – Battlefield info. Gromadzi zdjęcia z lotów rozpoznawczych, wojenne plakaty, pieśni oraz fotografie z frontu. Te ostatnie z kolekcji rosyjskich i niemieckich, z obrazami zrujnowanego miasta, walk i wojennych okrucieństw.
Tagi: historia
16:45, dogin
Link Komentarze (5) »
czwartek, 16 lutego 2006
Lenin wiecznie nieżywy

Ten obrazek mógłby nosić tytuł: „Lenin wypierający się ojcostwa” (fot. Anders Thorsell)

W Irkucku, Murmańsku, Witebsku, Krasnojarsku – wszędzie tam stały (i najprawdopodobniej wciąż jeszcze sterczą) pomniki Lenina. Wódz stoi w różnych pozycjach: opiera się o mównicę, podnosi do góry rękę wskazując dalekosiężne cele albo przybiera postawę luzaka z rękami w kieszeniach, rozchyla poły płaszcza, spoziera groźnie z wysokości postumentu. Nie ma tu przypadku, każdy gest ma coś wyrażać w pomnikowej „mowie ciała”.
Szwed Anders Thorsell zebrał zdjęcia tych reliktów w Lenin Statues of the World. Najwięcej eksponatów w tej galerii pochodzi oczywiście z Rosji i krajów byłego ZSRR, są jednak też przykłady z innych krajów, np. z teksańskiego Dallas.
Thorsell przeoczył jednak istotną informację: że w jego własnym kraju zażywa emerytury Lenin z krakowskiej Nowej Huty, zakupiony przez szwedzkiego kolekcjonera. Ponoć stoi u niego w ogródku, a raczej w ogrodzie, bo wódz potrzebował przestrzeni: dość pokaźnych rozmiarów był, i na dodatek nie stał ale dziarsko kroczył (na nodze oryginalnej oraz na protezie, którą mu dorobiono po nieudanej próbie wysadzenia pomnika w powietrze w 1979 roku).
Nieznany jest za to los popiersia które stało przed Hutą im. Lenina. Było znacznie skromniejszych rozmiarów - główka tylko, którą na wiosnę ekipy czyszczące pracowicie szorowały po łysinie (bo zieleniała i ogólnie brudziła się, obłaziła. Wódz nieestetyczny był).
Tagi: ciekawe
02:10, dogin
Link Komentarze (3) »
piątek, 10 lutego 2006
Rikszą po Bangladeszu

Londyński Tower Bridge na rikszy, fot. Mary F. Dunham

Pisałam kiedyś o ozdabianych fantazyjnie pakistańskich autobusach. A teraz będzie coś pokrewnego: riksze z Bangladeszu, ciekawie opisane na stronie antropologa Joanny Kirkpatrick, The Ricksha Arts of Bangladesh.
Trójkołowe pojazdy ze zdjęć wyglądają jak obwoźne galerie sztuki ludowej, mienią się kolorami, są szczelnie pokryte zawiłymi ornamentami i wizerunkami znanych postaci. Są tu różowe serca, gwiazdy, sielskie widoczki, kobiety, kwiaty, bohaterowie telenowel i postacie z mitologii, zabytkowe budowle. Gdzieniegdzie pojawia się głowa bin Ladena. Mimo pozornego chaosu można w tym znaleźć pewne prawidłowości: jak się okazuje są trzy style malowania, odpowiednie dla trzech regionów Bangladeszu: Dhaka, Chittagong i Rajshahi.
Dziś już te tradycyjne rowerowe riksze są wypierane przez pojazdy motorowe. Pewnie i one pokryją się malunkami, technika zmienia się szybciej niż tradycja. I dobrze.
sobota, 04 lutego 2006
Sztuka kamuflażu
 
Maskowanie w Beninie (Camouflage uniforms of the world)

O co chodzi w wojskowym kamuflażu? O to, żeby wtopić się w teren. Być niewidocznym, nie dać się zauważyć. To stosunkowo niedawny wynalazek (mający początek w pierwszej wojny światowej), idący w parze z nową, jakby nie patrzeć bardziej tchórzliwą i podstępną, taktyką walki. Bo dawniej, przed wiekami, wojsko wychodziło w pole w jak najbardziej pstrokatych strojach, kolorowych, powiewało barwnymi proporcami i sztandarami, robiło wszystko aby być jak najbardziej widocznym. O nadejściu armii trąbiono na kilometry. Wojska spotykały się w umówionym miejscu, stawały naprzeciwko siebie, i w polu okazywało się kto jest silniejszy.
A teraz nie, trzeba wroga zaskoczyć, podejść, kamuflować się. Stąd te oliwkowe wojskowe mundury, panterki w ciapki i inne „stroje bojowe” do wojennej zabawy w podchody. Wydawało mi się że te ciapki są na każdym mudurze takie same, ale wdepnęłam na dwie strony: Kamouflage.net oraz duńską Camouflage uniforms of the world i tu się okazało, że maskujące ciapki występują w rozmaitych odcieniach, kształtach, kompozycjach. Że inaczej maskują się żołnierze w Australii a inaczej w Chinach czy w Finlandii, że deseń zależy najwyraźniej od miejsca, bo np. a pustynnych obszarach dominują brązy, gdzie indziej zielenie, i że ostry czerwony kolor też maskuje (a przynajmniej w Malezji, może dlatego że tam lateryt występuje), że zdarzają się oryginalne wzory i rysunki (np. z Beninu - tu wśród ciapek można wypatrzeć i bawoła, i lwa).
Gdybym ja była projektantką wojskowej mody, szukałabym inspiracji wśród skał. A konkretnie wśród granitów. Oto dlaczego: Rob’s Granite Page, z przyładami zadziwiających deseni z Teksasu i z innych miejsc.
Tylko że granity się nie maskują, takie po prostu są.