Internet według Doroty, czyli subiektywny przewodnik po ciekawych stronach WWW
RSS
piątek, 26 lutego 2010
Tajemnicze rysunki z Nazca

Małpa z płaskowyżu Nazca

Stojąc tuż przy nich na ziemi, nie sposób ich objąć wzrokiem. Można po nich chodzić nie mając pojęcia, że te wyżłobione linie są częścią gigantycznego rysunku, jaki z niewiadomych powodów dawni mieszkańcy pozostawiły na płaskowyżu Nazca w Peru.
Rysunki (a właściwie geoglify) powstały metodą zadziwiająco prostą: wytyczono linie, usuwając ciemne kamienie i odsłaniając jasne podłoże. Tak "narysowano" cały tabun figur, wśród których znalazła się m.in.: małpa, kondor, pelikan, koliber, pies, papuga, jaszczurka, pająk (z 40-metrowymi odnóżami), lamy, rekin, drzewo, spirala i inne - które można sobie bardziej szczegółowo postudiować w Nazca Symbols (oraz w innych działach serwisu Nazca Mystery)
Jakie było ich przeznaczenie? Czy były szkicownikiem dla artystów z kultury Nazca (datowanej na czas m. 300 pne a 800 ne)., specjalizujących się w w dużych, bardzo dużych formach? Czy raczej - jak udowadnia część badaczy - miały związek z religią lub z obserwacjami astronomicznymi?
Linie to zresztą niejedyny powód do zadumy nad umiejętnościami ludów z płaskowyżu Nazca. Równie imponujące są ich osiągnięcia np. w dziedzinie inżynierii wodnej: w rejonie Cantayo zbudowali  przemyślny, podziemny system kanałów, dzięki któremu zaopatrywali pobliskie osady w wodę.

Ciekawe, co by dziś konstruowali ludzie z kultury Nazca, gdyby do naszych czasów dotrwali?
sobota, 13 lutego 2010
Wojenna fotohistoria


Wojna pierwsza i druga, PRL i ZSRR, architektura i ludzie - wymieniam tylko skromny kawałek tego, co zgromadził serwis Fotohistoria.pl. Generalnie - są to zdjęcia z XX wieku, obrazujące różne wydarzenia historyczne, ale i tzw. szarą codzienność. Pochodzące ze zbiorów instytucji ale i z prywatnych kolekcji.
Wśród nich: albumy ze zbiorów Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego.
Polacy w Iranie (obóz wojskowy, ale i cmentarze wśród piachów, z gąszczem krzyży); Szlak bojowy Armii Andersa (z żołnierzami wychylającymi się z wozów bojowych nazwanych swojsko: Krakowiak czy Kujawiak); lotnicy w Anglii szkolący się na pogromców messerschmitów.
Wśród zdjęć - taki oto humorystyczny obrazek z 1943 r, z Teheranu (zdjęcie powyżej): gen. Władysław Anders odbiera raport od kierowniczki Pomocniczej Służby Kobiet, Rojanowej - wszyscy stoją na baczność, a pod ich nogami bezwstydnie przeciąga się jedyny cywil w tym gronie - duży biały pies.
Są i wcześniejsze fotografie, w albumie Formowanie oddziałów Armii Andersa. A na nich: ludzie w kufajkach, z przemrożonymi twarzmi, przy namiotach i barakach stojących w śniegach. I wychudzone dzieci. Tu widać, skąd się ta armia wzięła: z zesłańców, którzy na Syberii rąbali lasy i fedrowali w kopalniach, dopóki radziecka władza łaskawie nie wypuściła ich z łagrów i więzień. Samego wodza armii - generała Andersa - wypuściła z więzienia na Łubiance, gdzie przesiedział wiele miesięcy, przesłuchiwany i namawiany na współpracę z radziecką władzą.
By na samych zdjęciach nie poprzestać: serwis o deportacjach do ZSRR. Czyli wyjaśnienie, skąd się ci Polacy na Syberii wzięli, ilu ich wywieziono, w jakich warunkach mieszkali i jak ginęli.

W moim podręczniku do historii w podstawówce nie było o nich ani słowa. O samej armii było może parę słów - że powstała i sobie poszła w świat, zamiast u boku sojusznika na Berlin iść.
Pamięć też można eksterminować.