Internet według Doroty, czyli subiektywny przewodnik po ciekawych stronach WWW
RSS
piątek, 25 listopada 2005
Wojna zilustrowana

Wojenna okładka amerykańskiego „Leslie’e Magazine”

Opis wojny w podręczniku historii zawyczaj sprowadza się do chronologicznego przedstawienia przebiegu walk na frontach, stoczonych bitew, stanu uzbrojenia i rachunku strat. The Great War in a Different Light proponuje nieco inne spojrzenie na Wielką Wojnę (czyli pierwszą wojnę światową, o której kiedyś już tu pisałam). Zamiast suchych zestawień i dat podsuwa drukowane na łamach ówczesnych gazet relacje korespondentów wojennych i uczestników walk, do tego mnóstwo ilustracji i zdjęć, kolekcje pocztówek z patriotycznym przesłaniem (na przykład francuskich lub niemieckich), okładki magazynów, książeczki dla dzieci (którym przecież też trzeba było wyjaśnić, kto jest w tej wojnie „dobry” a kto „zły”). Wszystko po to, aby zobaczyć wojnę oczami ludzi z tamtej epoki, spojrzeć na nią poprzez te same relacje i obrazy, które oni oglądali w niemieckich, brytyjskich, włoskich czy austriackich gazetach: “It is worth taking a look at the Great War behind the scenes, at the everyday life of the combatants and the home front. It is interesting to read news articles and books that people of that period read, to look at the photos and illustrations that appeared in the media”.
Polskie epizody wojenne też tu można wyszukać, w obszarze „Eastern Approaches”, czyli w dziale o froncie wschodnim. Są np. relacje o oblężeniu Przemyśla, walkach w Warszawie, o letniej ofensywie z 1915 roku w Galicji czy froncie w okolicy Lwowa i w Karpatach. Autorem tej ostatniej relacji jest amerykański korespondent wojenny Arthur Ruhl, który prócz frontowych zmagań starał się też opisać „różnorodność ras i temperamentów kryjących się pod szaroniebieskimi mundurami” c.k. armii (i co go najwyraźniej w tej formacji zadziwiało: „Things in universal use, like post-cards and paper money, often have their words printed in nine languages, and an Austro-Hungarian officer may have to know three or four in order to give the necessary orders to his men. And his men cannot fight for the fatherland as the Germans do; they must rally round a more or less abstract idea of nationality. And one of the surprises of the war, doubtless, to many people, has been that its strain, instead of disintegrating, appears to have beaten this loose mass together”).
Tagi: historia
11:43, dogin
Link Komentarze (1) »
wtorek, 22 listopada 2005
W podziemiach

Paryż, wejście do metra przy stacji Abbesses (Metro bits)

Ogólna zasada działania metra jest wszędzie taka sama (kolejka sunąca podziemnymi tunelami), różnice tkwią w szczegółach: w układzie linii odpowiadającym układowi miasta; w wystroju stacji. I o tym właśnie opowiada Metro bits.
Różnorodność i kulturową odmienność widać zwłaszcza w dziale o architekturze. Z jednej strony - futurystyczne obrazy metra tokijskiego, z drugiej - monumentalne i kapiące od dekoracji sale (bo to bardziej sale muzealne przypomina niż zwykłe stacje) metra moskiewskiego. W Atenach też jest muzealnie, ale z innego powodu: w podziemiach można spotkać repliki rzeźb z Partenonu; w Wiedniu archeologiczne znaleziska odkryte w czasie kopania tunelu.
Każde metro ma swój znak graficzny, swoje logo. Odmienne od innych, niepowtarzalne: proszę spojrzeć, ile powstało wariacji na temat litery M (albo U – jak niemieckie U-bahn czy brytyjskie Underground).
Inaczej wyglądają też w różnych miastach nadawane przez głośniki zapowiedzi o zamykaniu drzwi i następnych stacjach.
I dla przypomnienia: metro Londynu (bo to można powiedzieć klasyka metra) oraz Phenianu.
Tagi: ciekawe
12:50, dogin
Link Komentarze (3) »
sobota, 19 listopada 2005
Niewolnicy

Ogłoszenie o aukcji niewolników, 1823 (The Atlantic Slave Trade and Slave Life in the Americas: A Visual Record)

Captive Passage to strona o transatlantyckich szlakach handlowych. Takich, na których kursowały statki z niewolnikami – schwytanymi w Afryce i wysłanymi do „Nowego Świata”, do pracy na plantacjach.
Brytyjczycy i Francuzi sprowadzali niewolników do Ameryki Północnej i na Karaiby, Portugalczycy do Brazylii, swoje posiadłości zaopatrywali również Holendrzy. To samo robili Arabowie, którzy „swoich” afrykańskich niewolników schwytanych na kontynencie wysyłali do krajów Bliskiego Wschodu (jeden z głównych arabskich ośrodków handlu niewolnikami i kością słoniową mieścił się na wyspie Zanzibar).
Wiele statków w czasie tej podróży zatonęło, poszły na dno wraz z upchanymi pod pokładem (i zakutymi w łańcuchy) ludźmi.
Na handlu niewolnikami wyrosło wiele fortun, np. majątek nowojorskiego potentata Philipa Livingstona. Podpis tego zacnie wyglądającego pana widnieje na amerykańskiej Deklaracji Niepodległości, jego pieniądze zarobione na handlu niewolnikami wsparły finansowo słynną uczelnię, Yale University.
O tym, że było to traktowane jak zwykła „działalność handlowa”, świadczą zachowane ogłoszenia z dawnych lat. Można je znaleźć w kolekcji dotyczącej transportu, handlu i życia niewolników w obu Amerykach.
Parę przykładów: ogłoszenie o świeżym transporcie 170-ciu młodych, zdrowych niewolników z Gwinei; informacja o aukcji publicznej, na której będzie można kupić wyszkolonych już ludzi („Hannibal, około 30 lat, znakomity służący o dobrym charakterze”) lub dłuższa lista „wartościowych niewolników” wystawionych na sprzedaż przez dotychczasowego właściciela (a wśród nich: Mary Ann, 7 lat, mówi po francusku i po angielsku, uczynna i inteligentna). Albo ogłoszenie, w którym niejaki Thomas Griggs z Charlestown prosi o kontakt posiadaczy niewolników, i oferuje „najwyższą cenę” za „mężczyzn, kobiety i dzieci”.
Tak po prostu. Jakby chodziło o skup jabłek czy bananów.
Tagi: historia
15:36, dogin
Link Komentarze (5) »
środa, 16 listopada 2005
Chiny w czerwieni

Pochód - prowincja Heilongjiang sierpień 1968, fot. Li Zhensheng

Chiński fotoreporter Li Zhensheng był jednym z tych, którzy z aparatem w ręku towarzyszyli czerwonym rewolucjonistom Mao Tse-tunga. W przeciwieństwie do innych nie zadowalał się jednak uwiecznianiem tego, co rewolucjoniści pozwalali i aprobowali, i co służyło oficjalnej propagandzie. I w przeciwieństwie do innych nie oddał władzom negatywów, ukrył je i przechował do naszych czasów.
Z tych zdjęć powstała wystawa Red-Color News Soldier. Ułożona chronologicznie (od 1964 do śmierci Mao w 1976), ze szczegółowymi opisami (Li zapisywał skrupulatnie nazwiska fotografowanych osób, daty itp.). Są na tych zdjęciach pochody, sceny publicznego poniżania zadenuncjowanych „kułaków” i „wrogów ludu”, egzekucje.
Warto wiedzieć jak to naprawdę wyglądało bo, jak pisze autor wprowadzenia do tej wystawy, Robert Pledge, chińska „rewolucja kulturalna” i jej przywódca była w przeszłości przedmiotem fascynacji Zachodu, a wizerunki Mao towarzyszyły rewolcie z końca lat 60-tych i inspirowały awangardowych artystów:
“For a long time in the Western world, Mao Zedong and the Cultural Revolution were perceived with amazement and fascination; only very rarely were they viewed with horror. In the late 1960s and early 1970s, rioting students around the world were inspired by the finger-pointing, slogan-shouting style of the Red Guards, and Andy Warhol in New York was producing his renowned silk-screen paintings of Chairman Mao. Even today, all the chaos of that period can seem somewhat romantic and idealistic in comparison with contemporary Chinese society”.
poniedziałek, 14 listopada 2005
Do hymnu!
Taka ciekawostka: National Anthems, czyli serwis z hymnami państw ze wszystkich stron świata. Można wysłuchać wersje instrumentalne lub (w niektórych przypadkach) także śpiewane. Teksty też są, ale w wersjach oryginalnych, bez tłumaczeń.
Dodatkowo w tym samym serwisie – okładki paszportów do pooglądania, np dokumenty z Burkina Faso, Japonii czy z Salwadoru.
I drugi serwis, Historical Atlas of the Twentieth Century, z przydatnymi mapami historycznymi ilustrującymi wszystko co nadaje się do pokazania w takiej postaci: od typów rządzów (wojskowe junty, demokracje, monarchie) po wojny i inne wydarzenia o światowym znaczeniu. W nawiązaniu do poprzedniego wpisu o koloniach - pochodząca stąd mapa imperiów kolonialnych (w tym osobno brytyjskiego oraz francuskiego).
Tagi: ciekawe
18:58, dogin
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 listopada 2005
Wolność, równość, kolonializm

Kolonialny frank madagaskarski (Ronald Wise).

Nic się nie dzieje bez przyczyny. Ostatnie zamieszki we Francji też nie wzięły się „z powietrza”, lecz wynikają z jej kolonialnej przeszłości i polityki, jaką prowadziła wobec podbitych krajów Afryki.
Zresztą dotyczy to nie tylko Francji, inne europejskie mocarstwa też w przeszłości rozpychały się na kontynencie afrykańskim, i każde chciało uszczknąć coś dla siebie. I uszczknęły. Aby zobaczyć ile, warto zerknąc na tą statystykę (szczególnie w drugiej tabelce podającej procent terytoriów należących do państw kolonialnych: w Afryce przekracza to 90 %).
Jeszcze lepiej widać to na mapach. Na przykład Imperial boundaries pokazującej granice europejskich kolonii w Afryce w 1914 roku (zaczerpnięta z World History). Widać tu jak kontynent został dokładnie rozparcelowany: ile połknęła Francja, ile Belgia itd. I dla porównania inna mapa, Colonial Languages - ilustrująca językowe konsekwencje epoki kolonialnej (w końcu nie bez przyczyny w Maroku czy Algierii łatwiej się dogadać po francusku).
Francuska potęga kolonialna tworzyła się od 17 wieku, tyle że początkowo koncentrowała się na podbojach w Ameryce Pn. (np. w Kanadzie czy Luizjanie), dwa wieki później – głównie na Afryce i Azji pd-wsch. W 1830 roku Francja zaczęła podbój Algierii (z którą później miała niemałe kłopoty, i do dziś zresztą ma), potem sięgnęła po kolejne afrykańskie kraje; swoją kolekcję powiększyła jeszcze po I wojnie, zagarniając ziemie zajęte uprzednio przez Turcję i Niemcy (Togo, Kamerun). Szczegółowo etapy tych podbojów opisane są we French Colonial Empire lub French Colonization (to rozdział z Discover France).
Z tego drugiego źródła cytat o stylu rządzenia: „Governance of the empire followed two patterns, sometimes intertwined: assimilation and association. Where there prevailed long traditions of organized political life and a common culture, the French tended to rule indirectly through existing local authorities, as in Tunisia and Morocco. In less structured societies like those of West Africa, the French imposed direct rule and attempted to assimilate the populace. More than the British, the French intermixed with the indigenous population. The British, on the other hand, were more wont to prepare some colonies for autonomy or independence”.
Po II wojnie imperium zaczęło się na dobre rozpadać, kolonie wzięły sobie do serca republikańskie hasło „wolność” (towarzyszące równości i braterstwu), i jedne po drugich uzyskiwały niepodległość. Dziś skromną pamiątką po dawnej potędze Francji są jej zamorskie terytoria na Karaibach (Gwadelupa i Martynika), na Oceanie Indyjskim (wyspa Reunion), w Ameryce Pd (Gujana Francuska – dawniejsza kolonia karna), na Pacyfiku (Polinezja Francuska, Nowa Kaledonia) i parę innych.
O dawnych czasach przypominają też kolekcje starych francuskich pocztówek z kolonii: kartki z portretami wodzów (np. z zamorskiej Martyniki albo Afryki Zachodniej), z wizerunkami kobiet czy scenkami z kolonialnego życia (tak wyglądały np. usługi transportowe - w lektyce-hamaku siedzi klient, jego bagaż dźwigają tragarze).
No i są imigranci z dawnych kolonii. To też w pewnym sensie pamiątka, obecnie raczej niechciana. No ale przecież nic się nie zdarza bez przyczyny...
Tagi: historia
17:01, dogin
Link Komentarze (1) »
wtorek, 08 listopada 2005
Wokół Wawelu

Mapa Krakowa z 1920 roku

Jedną z pasji Adama Śmiałka są stare mapy Krakowa. Zebrał i opublikował ich kilkadziesiąt – najstarsza pochodzi z roku 1785 (tzw. Plan Kołłątajowski), wiele jest 19-wiecznych (w tym mapa z 1850 r., ilustrująca rozmiary zniszczeń po wielkim pożarze miasta z lipca owego roku), z początku wieku 20-go, powojenne wreszcie. Są wśród nich mapy turystyczne i wojskowe, z austriackimi umocnieniami Twierdzy Kraków.
A prócz map warte obejrzenia są fotografie (obrazy miasta, industrialne pejzaże, sądeckie kapliczki i krzyże i inne tematy) oraz opisy „szlaków mniej znanych”.
sobota, 05 listopada 2005
Foto w Zenicie

Prawie jak Leica. Fot. Yong Lee (Fake Russian „Leicas”)

Dla miłośników starej (ale jarej) radzieckiej techniki fotograficznej: Alfred’s Camera Page. Szczególnie dla tych, którzy zaczynali zabawę w fotografowanie na Smienach, Kijewach, Zorkach czy Zenitach (a jak sądzę jest ich w Polsce sporo. Ja osobiście pierwszy trzask migawki usłyszałam w „ręcznie sterowanej” Smienie 8M).
Sporo tu ciekawych rzeczy: opisy poszczególnych modeli, zeskanowane instrukcje obsługi, przewodnik po logach zakładów produkujących aparaty (m.in. leningradzki Lomo, krasnogorski KMZ, charkowski FED – który nawiasem mówiąc nazwę ma po niesławnej pamięci Feliksie E. Dzierżyńskim). I o ”podróbkach” (lub modyfikacjach jak kto woli). Z takim oto epizodem: w czasie wojny niemieccy żołnierze dawali do przeróbki zdobyczne radzieckie aparaty do złudzenia przypominające słynne „Leiki” (czyli aparaty marki Leica): wystarczyło zmienić wygrawerowaną na obudowie nazwę i aparat mógł uchodzić za oryginalny sprzęt. I co ciekawe, proceder ten kwitnie do dziś, czego dowodem Fake Russian „Leicas”.
Podobieństwo aparatów było zresztą nieprzypadkowe: modele FED czy Zorki były budowane na wzór Leik, o czym szczegółowo pisze Rangefinder Cameras of the Soviet Era.
Albo inny przykład “zapożyczenia”, aparat Kijew. Zapożyczenie celowo daję w cudzysłowiu, bo polegało ono na tym, że Związek Radziecki zgarnął w ramach reparacji wojennych technologię ze słynnych niemieckich zakładów optycznych Zeiss. W ten sposób z niemieckiego aparatu Contax narodził się radziecki Kijev: technologia była ta sama, zmieniła się tylko nazwa (teraz pisana cyrylicą).
Co krok to jakaś ciekawa historia. I jak tu nie fascynować się radziecką techniką :-)
Tagi: ciekawe
23:10, dogin
Link Komentarze (4) »
czwartek, 03 listopada 2005
Egipt podkolorowany
Z wirtualnych wykopalisk: The Egypt Archive, kolekcja zdjęć egipskich zabytków, z poszczególnych epok i krain. Oczywiście nie mogło zabraknąć sztandarowego zestawu (piramidy, Sfinks itp.), ale oprócz niego znalazł się też godny uwagi dział z archiwaliami. Trafiły do niego fotografie i szkice z wydanej w 1910 roku książki ”The Great Pyramid Passages and Chambers” oraz innej, z 1877 roku, zawierającej twierdzenie, że piramidy to budowle z „boskim przesłaniem” (”Our Inheritance in the Great Pyramid”); ponadto romantyczne widoczki z podróży łodzią po Nilu (połowa XIX w.). I jeszcze jedna rzecz: pochodzące z okresu międzywojennego ilustracje do książki „Book of the Dead and Elysian Fields”. Były to pierwotnie czarno-białe fotografie, później na potrzeby tego opracowania ręcznie podkolorowane (ale bez zbytniej dbałości o zgodność z oryginałem – jak zaznacza autor strony).