Internet według Doroty, czyli subiektywny przewodnik po ciekawych stronach WWW
RSS
wtorek, 30 listopada 2010
Na pole czy na dwór? O regionalizmach

Borówki i jagody (fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta)

To było lata temu w Katowicach. W sklepie spożywczym poprosiłam o wekę (to u nas w Krakowie, a pewnie i szerzej w Małopolsce - taka pszenna, chlebowata buła). - Nie ma - mówi pani. - Ale przecież jest, o tutaj - pokazuję na półkę. - To jest baton - tłumaczy pani i podaje wekę. Oto co znaczy potęga regionalizmów.
Naukowo regionalizmy objaśnia ciekawy mutimedialny przewodnik Gwary polskie. Podaje też przykłady najbardziej wyrazistych regionalizmów: krakowskich, poznańskich i warszawskich. Jest klasyka: nasze borówki (zwane gdzie indziej jagodami), na polu (w wersji warszawskiej na dworze), bławatki, ziemniaki, grysik, „chodźże” (analogicznie: „weźże”) i stado innych słówek. Nie pomijają także charakterystycznej dla danego regionu wymowy (potwierdziło się to, co mi uświadomił warszawski kolega, po powrocie z Krakowa. - U was nawet na dworcu słychać z głośników: peron „czeci” zamiast „trzeci” - uświadamiał mi. No słychać „czeci”, bo to „trz-” nam jakoś nie wychodzi).
O tym samym z krakowskiej perspektywy można poczytać w tekście Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krakowianie. Polecam szczególnie niezwykle ciekawą dyskusję na forum pod tym tekstem (na wypadek, gdyby ktoś nie zetknął się nigdy np. z klarnetem bosym).
I dobrze. Niech będzie różnorodnie.