Internet według Doroty, czyli subiektywny przewodnik po ciekawych stronach WWW
RSS
czwartek, 30 grudnia 2004
Labirynty

Zwornik katedry w Redcliffe (Labyrinthos)

Labirynt kojarzy się głównie z Kretą i greckim mitem o Tezeuszu i Minotaurze. Ale tak naprawdę symbol ten pojawiał się w różnych epokach i różnych kulturach: w Egipcie i w Peru, w Indiach, Irlandii, Skandynawii. Labirynty układano na posadzkach średniowiecznych świątyń: najsłynniejszy, 13-wieczny, można oglądać w katedrze w Chartres (w owym czasie symbolizował drogę do zbawienia). Dzisiaj symbol ten pojawia się np. w grach komputerowych (w których do znudzenia powtarzany jest motyw łażenia po komnatach, zawiłych korytarzach i innych podobnych konstrukcjach) albo w filmach.
Labirynty przybierały różne kształty. „Klasyczne” nie miały fałszywych ścieżek, ślepo zakończonych odnóg; droga była jedna, prowadziła od wejścia do środka. Był też inny typ: z wieloma drogami do wyboru. Oba opisuje dokładnie Labyrinthos. Pokazuje je też na zdjęciach: można sobie porównać naskalne rysunki z Nowego Meksyku, rzymskie mozaiki albo angielskie ogrody – wszystko z motywem labiryntu rzecz jasna.
A na dowód że to żywotny symbol w świecie komputerów polecam jeszcze jeden adres: clickmazes. To składowisko labiryntowych gier i układanek: daleki odprysk mitu o nieszczęsnym Minotaurze, dzielnym Tezeuszu i zaradnej Ariadnie, która tego ostatniego wyratowała przy pomocy kłębka nici.
piątek, 24 grudnia 2004
Chrystus się rodzi w Afryce

Obraz Gisele Bauche

Ilu artystów, tyle wizji biblijnych wydarzeń i wizerunków biblijnych postaci. Biblical Art zgromadził ogromną kolekcję takich artystycznych przedstawień, kolejno według ksiąg Starego i Nowego Testamentu (lub alternatywnie: według artystów i cytatów). To zbiór z różnych epok i stylów: „Pieśń nad Pieśniami” w wizji Marca Chagalla, Mojżesz z tablicami z dziesięciorgiem przykazań na obrazie Rembrandta, chrzest Chrystusa według Fra Angelico. Wśród nich obszerny dział o scenach Narodzenia Chrystusa: średniowiecznych (w tym sporo miniatur zdobiących manuskrypty), renesansowych, współczesnych.
To głównie nasze europejskie wizje. Jesus Mafa pokazuje inne, afrykańskie (konkretnie powstające w kręgu kultury Mafa, grupy etnicznej w północnym Kamerunie). To sceny z Ewangelii przedstawione w afrykańskich realiach. Chrystus ma tu czarną twarz, Matka Boska też, podobnie pasterze, Trzej Mędrcy składający dary (ubrani w szaty wodzów plemiennych), Swięty Piotr, Judasz i wszyscy pozostali.


Afrykańska „Madonna z Dzieciątkiem” - Jesus Mafa

Wesołych Świąt wszystkim!
czwartek, 23 grudnia 2004
Dzisiaj w Betlejem
Galilea, Nazaret, Betlejem – by to sobie „poukładać” geograficznie, warto zajrzeć na wielką „klikalną” mapę tych ziem w czasach Nowego Testamentu. To część Bible History, obszernego serwisu o Biblii. Prócz map zawiera on opisy i linki do stron o archeologicznych odkryciach, wymienianych w Piśmie Świętym starożytnych miastach, państwach i krainach oraz innych pokrewnych tematach – jednym słowem o tym wszystkim, co pomaga umiejscowić biblijne wydarzenia w konkretnym czasie i konkretnej przestrzeni.
poniedziałek, 20 grudnia 2004
Polityczna poprawność
Czy słowo „actress” (aktorka) jest seksistowskie? Okazuje się, że tak. Angielskojęzyczni powinni teraz mówić „actor”. Podobnie słowa „stewardess” (stewardesa) i „steward” – zamiast nich należy używać bezpłciowego „flight attendant”. Policjant to już nie „policeman” ale „police officer” albo „law enforcement officer”. Broń Boże nazwać listonosza „postman” (teraz to „letter carrier”) a strażaka „fireman” (bo to „firefighter”). Źle widziane jest także nazywanie ukochanej w miejscu publicznym pieszczotliwym: „sweetie”, „dear” lub „honey” (ciekawe jak teraz brzmi tytuł filmu „Honey I Shrunk the Kids” – „Kochanie, zmniejszyłem dzieciaki”). Inne „poprawne” (neutralne ze względu na płeć, rasę, wiek itp.) terminy wylicza wydawnictwo Random House w Sensitive Language.
Tak wygląda „polityczna poprawność” w słowach. A o tym jak wygląda w czynach, pisze Australijczyk John Ray w Political Correctness Watch, blogu z prasówką na temat najnowszych pomysłów racjonalizatorskich w tej dziedzinie. Jedne z ostatnich doniesień dotyczą Bożego Narodzenia: „niepoprawne politycznie” okazały się we Francji czekoladowe Święte Mikołaje (Mikołaj się kojarzy z chrześcijaństwem więc jest „be”, myślę że komunistyczny Dziadek Mróz byłby we Francji „cacy”). W pewnej włoskiej szkole jasełka zastąpiono „Czerwonym Kapturkiem” (jasełka są chrześcijańskie więc mogą urazić uczucia muzułmańskich uczniów – tłumaczyli światli nauczyciele); kolędy z tego samego powodu również okazały się „be”, więc zamieniono w nich imię „Jezus” na „cnota”. Wyobrażam sobie, jak teraz dzieci śpiewają z zapałem ichniejsze „Lulajże cnotuniu”...
Ciekawe co na Wielkanoc wymyślą ci „mądrzy inaczej”. Niewykluczone, że zechcą zamienić ją w święto drobiu i zwierzny polnej, bo do tego zawsze można wykorzystać jaja i zające...
niedziela, 19 grudnia 2004
Miasto Ani

Fragment miasta Ani – rekonstrukcja wg H. Isabekiana

Znów będzie o Ormianach, ale tym razem nie martyrologicznie. Żeby się wyłącznie z rzeziami ten naród nie kojarzył.
Niech się raczej kojarzy z tym, co pokazuje Armsite: ze sztuką. Na przykład z niezwykłymi armeńskimi miniaturami zdobiącymi średniowieczne manuskrypty (najstarsze jakie przetrwały pochodzą z VI-VII wieku) albo z wzorzystymi dywanami.
Z architekturą. Ziemie zamieszkałe dziś i w przeszłości przez Ormian są usiane kościołami i klasztorami, niestety różne kataklizmy naturalne (trzęsienia ziemi) i nienaturalne („życzliwi inaczej” sąsiedzi) sprawiły, że ich spora część popadła w ruinę. Tak stało się na przykład z miastem Ani - dawną stolicą królestwa Armenii, nazywaną „miastem 1001 kościołów”. Dziś opustoszałym, wymarłym – ale na szczęście odwzorowanym ze szczegółami w internecie.
Z bogactwem krajobrazów, muzyką (której próbki w mp3 publikuje potomek ormiańskich emigrantów, Andranik Michaelian, w Road to Armenia) i tym wszystkim, co pomieściło się w Armeniaguide.
sobota, 18 grudnia 2004
Ormianie 1915
W 1915 roku Turcja postanowiła raz na zawsze rozprawić się z Ormianami. Zaczęto od inteligencji: nauczycieli, lekarzy, księży. Potem przyszła kolej na „zwykłych” ludzi. Władze wydały rozkaz przesiedlenia: tłumy ludzi pognano w kierunku Syrii, na pustynię, gdzie umierali z głodu, pragnienia i chorób. Według szacunków ormiańskich ogółem zginęło ok. 1.5 miliona ludzi (źródła tureckie są skłonne „uznać” 200 000).
Ormianie walczą o pamięć tych wydarzeń, także w internecie: na stronie Armenian National Institute oraz Genocide 1915 (a z polskich np. w serwisie Duszpasterstwa Ormian albo tutaj). Prócz opisów wydarzeń publikują dokumenty: listy zagranicznych dyplomatów z relacjami o mordach, a także zdjęcia, m.in. wykonane przez naocznego świadka, niemieckiego oficera Armina T. Wegnera. To straszne obrazy: odcięte głowy w charakterze trofeów wojennych tureckich żołnierzy, zmasakrowane ciała, masowe groby, zagłodzone kobiety i dzieci.
Turcja do dziś nie uznaje tego za ludobójstwo. Mówi o tym w oświadczeniu na stronie swojego MSZ. W skrócie: nie było eksterminacji, było „przemieszczenie” ludności, Ormianie zbrojnie występowali przeciwko tureckim władzom; poza tym aż tylu ich nie mieszkało w Turcji, podczas wojny zginęło o wiele więcej muzułmanów, dowody są naciągane itp itd.
wtorek, 14 grudnia 2004
Tajemnice kosmodromów
Musiał być na północy kraju, w miejscu oddalonym od miast, z połączeniem kolejowym – takie warunki miał spełniać teren przeznaczony pod budowę nowego radzieckiego ośrodka badań rakietowych. Na północy, bo stamtąd rakiety z ładunkiem nuklearnym miały najkrótszą drogą (przez Ocean Arktyczny) atakować terytorium USA; w odległych rejonach, bo lokalizacja miała być okryta tajemnicą, z koleją – bo tylko tym sposobem można było transportować rakiety R-7. Wszystkie warunki spełniał Plesieck (w regionie Archangielskim), i to właśnie tam powstał tajny radziecki ośrodek (budowany od 1957 roku), z którego w późniejszych latach wystrzelono wiele rakiet kosmicznych. Ciekawą historię ma także inny, bardziej znany radziecki kosmodrom – Bajkonur. Nazwano go tak dla zmyłki, aby utajnić lokalizację: zamiast nazwy najbliższej osady (czyli Tiuratam) wybrano nazwę leżącego 350 km dalej miasta. Zrobiono to po locie Jurija Gagarina w Kosmos: trzeba było przecież powiedzieć oficjalnie, skąd kosmonauta wystartował, a rozkaz „ściśle tajne” nadal obowiązywał...
To tylko maleńka próbka wiedzy, którą serwuje Anatoly Zak w niezwykle obszernym i ciekawym serwisie o radzieckiej kosmonautyce. W nie tak odległej przeszłości za ujawnienie tych danych autor zapewne znalazłby się w krainie białych niedźwiedzi, no ale na szczęście ZSRR to już historia i na Sybir nie wywożą.
Tagi: ciekawe
13:06, dogin
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 13 grudnia 2004
Kryptonim Azalia
„Uprzejmie proszę o spowodowanie wydania polecenia, aby siły wojskowe były w gotowości do wykonania akcji krypt. Azalia w dniu 12.12 godz. 23.30. Zainteresowani dowódcy jednostek wojskowych proszeni są o nawiązanie w tej sprawie kontaktu z właściwymi komendantami wojewódzkimi MO” – pisał w przeddzień ogłoszenia stanu wojennego towarzysz generał Kiszczak do towarzysza generała Siwickiego. „Uprzejmie proszę”, „zainteresowani dowódcy” (ciekawe czy byli „niezainteresowani”) - brzmi to wszystko tak, jakby towarzysze umawiali się na partyjkę brydża, a nie na nocne wywlekanie ludzi z domów i wywożenie w nieznane.
Ten historyczny dokument z 1981 roku jest do obejrzenia na internetowej stronie Instytutu Pamięci Narodowej, w dziale Archiwalia. Są tu i inne wystawy: robione przez esbeków zdjęcia z pogrzebu górników z „Wujka”, fotografie z demonstracji i strajków (m.in. z Poznańskiego Czerwca 56), a także starsze archiwalia (agresja sowiecka w 1939, hitlerowskie obwieszczenia, dokumenty Państwa Podziemnego).
niedziela, 12 grudnia 2004
Czy ocean ma gorączkę?


Jak zbadać temperaturę i stopień zasolenia oceanów? Zamiast nurków z termometrami zatrudniono armię dryfujących po wodach całego globu sond. Ta osobliwa flota (i cały projekt) nosi nazwę Argo, zaczęła działać cztery lata temu. Sondy zbierają (zanurzając się na głębokość do 2 km) i przekazują na bieżąco informacje za pośrednictwem satelity Jason (obie nazwy są nieprzypadkowe – „Jason” – Jazon – to ten mitologiczny bohater, który wyprawił się po złote runo, „Argo” – to nazwa jego statku). Aktualne położenie sond, mapy i szczegółowy opis tego międzynarodowego projektu są do obejrzenia na internetowej stronie Argo.
czwartek, 09 grudnia 2004
Szopki ze świata

Szopka indiańska, wyk. Antoinette Concha z Nowego Meksyku

Katolicki uniwersytet w Dayton ma w swoich zbiorach pokaźną kolekcję szopek bożonarodzeniowych z ok. 45 krajów. Część można pooglądać w ich internetowej galerii Creches International. Są tu m.in szopki z Tajwanu, Gwatemali, Afryki Południowej, Francji, USA, Polski, Egiptu, Meksyku (te ostatnie niezwykle kolorowe). Temat jest ten zawsze ten sam, ale sposób wykonania, materiały i sceneria różnią się ogromnie. W zależności od kraju pochodzenia można w nich zobaczyć ośnieżone szczyty Alp lub innych gór, pustynię i kaktusy, piramidy, domy. Osobno zebrano oryginalne ceramiczne szopki robione przez Indian Pueblo z Nowego Meksyku.
 
1 , 2