Internet według Doroty, czyli subiektywny przewodnik po ciekawych stronach WWW
RSS
niedziela, 30 grudnia 2007
To nie drzewo, to antena

Palma sztuczna i prawdziwa (FraudFrond)

Z daleka wyglądają jak zwykłe drzewa. Ale tak naprawdę są stacjami telefonii komórkowej, w gąszczu liści lub igieł ukrywają anteny. Podszywają się pod różne gatunki drzew: są więc "komórkowe" sosny z puchatymi iglastymi gałązkami, wysokie palmy zwieńczone pióropuszami, smukłe cyprysy, a nawet wielkie kaktusy. Wszystko zależy od otoczenia: stawia się (sadzi?) taką sztuczną konstrukcję, która nie będzie psuła widoku i wpisze się w krajobraz (np. w parku narodowym).
Przykłady pokazuje W. P. Armstrong w Cell Phone Trees. Prezentuje na zdjęciach drzewa, plastikowe liście i pająka, który między sztucznymi gałązkami rozpiął sieć.
Więcej podobnych widoczków serwuje FraudFrond.com w galerii zdjęć. Są wśród nich także fotografie pokazujące, jak to wygląda u podstawy. Wygląda mniej apetycznie niż partie górne: bo kto widział drzewo osadzone w betonie i przymocowane śrubami?
I jeszcze jedna galeria; pewnej firmy z Arizony, która takie coś produkuje i oferuje.
Tagi: przyroda
00:57, dogin
Link Komentarze (1) »
niedziela, 23 grudnia 2007
Święta po aramejsku

Średniowieczna ikona asyryjska (Christians of Iraq)

Orientalna melodia, słowa w języku syriackim - dialekcie aramejskiego. Na Boże Narodzenie, ale nie kolęda lecz hymn (posłuchajcie na przykład tego nagrania). Więcej podobnych znaleźć można na stronie ks. Kamila Ishaka z Syriackiego Kościoła Prawosławnego.
Aramejski, syriacki - za tymi słowami czają się tysiąclecia. Przywołują starożytną Asyrię - aramejski był jej językiem oficjalnym, z czasem stał się uniwersalnym językiem Bliskiego Wschodu. Nie jest nam całkiem nieznany - w Nowym Testamencie "przemycono" aramejskie słowa i zdania, np. "Abba", "Eli, Eli, lema Sabachthani?", "Talitha kum", "Kefas", "Hosanna" i inne. Aramejski (lub jego dialekty) to obecnie język liturgiczny paru wywodzących się z tamtego regionu wspólnot chrześcijańskich (jest w tej grupie m.in. Chaldejski Kościół Katolicki, Syriacki Kościół Katolicki, Syriacki Kościół Prawosławny).
O historii - także tej współczesnej - języka, religii i samych Asyryjczyków sporo można znaleźć na stronie Klubu Miłośników Kultury Asyryjskiej. Piszą tu o starożytnej Asyrii - niegdyś największej i miażdżącej wszystkich wokół potędze (której przypisuje się niesławny wynalazek przesiedlania całych grup etnicznych na inne tereny), o jej upadku oraz prześladowaniach, jakie spadały na chrześcijan-Asyryjczyków w późniejszych wiekach i współcześnie - np. w Iraku (tych współczesnych doniesień jeszcze więcej zawiera asyryjska agencja AINA - Assyrian International News Agency).
A skoro już święta, to z tego samego źródła: jak się obchodzi Boże Narodzenie zgodnie z asyryjską tradycją.
Obchodzi się inaczej. Ale sens jest przecież ten sam.
sobota, 15 grudnia 2007
W podziemiach

Kanał w Toronto, fot. Michael Cook

Chodzimy po nich nawet nie zdając sobie sprawy, że gdzieś tam są, ciągną się dziesiątkami kilometrów. Stare kanały, tunele i inne podziemne konstrukcje, na których opiera się - całkiem dosłownie - miasto.
Michael Cook zanurzał się w czeluście kanałów kanadyjskich. Te wyprawy opisał i udokumentował zdjęciami w The Vanishing Point. Wędrował pod Toronto (tu wije się np. gigantyczna Gargantua), pod Hamilton, Montrealem i Ottawą. A także tym, co wwierciło się w ziemię w okolicach wodospadu Niagara (ciekawie wygląda jeden z tutejszych kanałów, wyłożony kolorową cegłą - Cook lojalnie pisze, że zapach jest mniej fajny, i że ścian lepiej nie tykać).
Podobne podziemne widoki serwuje Steve Duncan w Undercity.org. Opisuje podziemny Nowy Jork, szczególnie te zapomniane i opuszczone miejsca.
wtorek, 04 grudnia 2007
Okrakiem na granicy

Na granicy koreańskiej

Kolczaste druty, pas zaoranej ziemi, szlaban. Wartownicy. A czasem tylko wzór na chodniku, informujący, że w tym właśnie miejscu kończy się jedno państwo a zaczyna drugie. Taka symboliczna linia oddzialająca terytorium "nasze" od "obcego".
Rolf Palmberg tropi i fotografuje takie granice na różnych kontynentach. Zebrała się z tego całkiem pokaźna kolekcja. W Border Zone Europe pokazuje granice europejskie: na Bałkanach, między Belgią i Niemcami, Polską a Białorusią; Estonią a Łotwą itd. Jest między nimi taka osobliwość jak miasto Baarle, siedzące okrakiem na granicy belgijsko-holenderskiej. Granica biegnie po chodniku (oznaczają ją krzyżyki), wchodzi do domów (to musi być ciekawe doświadczenie: np. łazienka w Holandii, a sypialnia w Belgii).
Kolejną galerię poświęcił granicom w Azji i Ameryce - w tym np. między Koreą Północną i Południową, strzeżoną pilnie z obu stron. Na jednym zdjęciu widać Bridge of No Return, Most Bez Powrotu. Nazwa romantyczna, ale historia mniej - to tutaj wymieniano jeńców. Każda z takich osób nie mogła już nigdy więcej przekroczyć granicy w drugą stronę - stąd ta nazwa. Więcej o moście i tej granicy można znaleźć w Panmunjom.
No i jeszcze jeden ciekawy dział z serwisu Rolfa Palmberga: o miejscach, w których graniczą ze sobą trzy państwa (np. Austria, Czechy i Słowacja).
To mi przypomniało dawny Trójkąt Trzech Cesarzy. Tam, gdzie zbiega się Czarna i Biała Przemsza, w pobliżu Mysłowic, Jaworzna i Sosnowca, stykały się niegdyś terytoria naszych trzech zaborców. O zilustrowanie tego miejsca zadbał serwis Gliwiczanie.pl - udokumentował je pięknymi pocztówkami sprzed I wojny i współczesnymi zdjęciami z wyprawy. Warto zajrzeć.

Teraz w Europie znikają szlabany. Ale czy granica to tylko szlaban?