Internet według Doroty, czyli subiektywny przewodnik po ciekawych stronach WWW
RSS
środa, 29 marca 2006
Między Tajlandią a Kambodżą

Kambodżańskie dzieci z obozu dla uchodźców, fot. Richard Rowat

Richard Rowat przez siedem lat pracował w obozach dla uchodźców, na granicy tajlandzko-kambodżańskiej. Zostały mu po tych latach dokumenty, zdjęcia, mapy. Wszystko to postanowił umieścić w internecie, w serwisie Thai / Cambodia Border Refugee Camps 1975-1999.
Skąd w ogóle te obozy? Wyrosły, gdy z Kambodży zaczęły napływać kolejne fale uchodźców. Pierwsza dotarła w 1975 roku, kiedy w kraju rozpanoszyli się Czerwoni Khmerzy. Potem szły następne fale: po wietnamskiej ofensywie i kolejnych zawieruchach, aż do ostatniej dużej migracji w 1998 roku.
W obozach działały różne organizacje niosące pomoc. Rowat wspomina o pojawiających się pod ich adresem zarzutach dotyczących np. ich bezstronności: “There was even a tension and friction between aid agencies working on opposite sides of the border. People working on the border were accused of helping the KR [Czerwoni Khmerzy] and supporting military action, those working in Cambodia were accused of supporting and prolonging an untenable and dictatorial regime installed by the Vietnamese”.
Rzut oka na jeden z obozów, roboczo nazwany Site-2, albo inny, Khao-I-Dang (uwieczniony w końcowych scenach filmu „The Killing Fields” („Pola śmierci”).
Tytułem uzupełnienia: zdjęcia i zapiski w Into the camps, stronie innego pracownika obozu, przebywającego tam w roku 1985/6. Dotyczą obu powyższych miejsc opisanych przez Rowata.
poniedziałek, 27 marca 2006
Na przystanku

Przystanek - dziwoląg z Norwegii, fot. John Hinson

Tytuł tej strony mówi właściwie wszystko: The Bus Stops Here. Dosłownie, bo rzecz jest o przystankach autobusowych.
Zaczyna się poważnie, od przystankologii. Jest definicja, są wymienione typy, cechy dobrych i złych przystanków, niezbędne wyposażenie (znaki, ławeczki, kosze na śmieci itp.). Jak widać za wszystkim stoi jakaś teoria. Za tymi znakami, ławeczkami, koszami na śmieci i oczywiście za śmieciami zapewne też.
Jak to wygląda w praktyce, pokazują w galerii zdjęć. Strona jest amerykańska, więc najwięcej przykładów pochodzi z tego kraju, szczególnie z Kalifornii. Jest też reprezentowane Honolulu na Hawajach, jak też inne strony świata (nawet jedna warszawska fotografia się przyplątała). I ciekawostki, w rodzaju przystanku z Antarktydy. Kursują tam zmodyfikowane autobusy, między stacją polarną amerykańską i nowozelandzką; a te przystanki to przytwierdzone łańcuchami do podłoża budki z wymalowanymi pingwinami (a przynajmniej taką widać na tutejszym zdjęciu).
I dla kontrastu jeszcze jedna galeria, z Ukrainy. To przystanki ozdobione ludowymi i narodowymi motywami, przypominające przydrożne kapliczki raczej niż zwykłe autobusowe poczekalnie na świeżym powietrzu.
poniedziałek, 20 marca 2006
Pustynia Libijska

Zagrzebana w piachu pamiątka po II wojnie

Rozciąga się na terytorium Libii, Egiptu i Sudanu. A właściwie to odwrotnie: te trzy państwa rozłożyły się na jej terytorium. Pustynia Libijska – Wschodnia Sahara – wielka połać piachu i żwiru, nieprzyjazna każdej formie życia. W niektórych rejonach deszcze nie padają nawet 20-30 lat – pisze The Libyan Desert.
Na zdjęciach satelitarnych (tu konkretnie z satelity Landsat) tej nieprzyjazności nie widać. Są za to dziwne struktury i barwy jak z akwareli.
I kiedy się zejdzie niżej, do samej ziemi, to widać, że jednak coś tu żyje i rośnie. Jakimś cudem z gorącego piachu wyłażą zielone krzewy, pnącza i kwiatki; wypełzają owady i większe zwierzęta.
No i są na tej pustyni ślady ludzkie. Nawarstwione jak piasek, z różnych epok, zapomniane i odkrywane podczas kolejnych ekspedycji (tu udokumentowanych na ciekawych archiwalnych zdjęciach), wyruszających na poszukiwanie legendarnych „zagubionych oaz” i skarbów. I znajdujących w górskich rejonach pustyni takie cuda jak prehistoryczne naskalne rysunki z portretami ludzi i dzikich zwierząt. A czasem tylko zagrzebany w piachu wrak auta, z całkiem innej epoki.
piątek, 17 marca 2006
Perito Moreno
 
Fragment lodowca Perito Moreno, fot. Alejandro Carrizo (Los Glaciares)

My tu sobie siedzimy i gadamy, a tam się lodowiec obrywa. Tam czyli w Argentynie, dokładniej w Patagonii.
Lodowiec nazywa się Perito Moreno, spływa z gór, ma (jak piszą) kilkadziesiąt kilometrów długości i ok. sto metrów wysokości. Jest główną atrakcją Parku Narodowego Los Glaciares (El Parque Nacional Los Glaciares). Robi wrażenie: wielki lodowy jęzor, który na styku z taflą wody kruszy się i osuwa kawałami.
W Los Glaciares obfotografowali go dość dokładnie, zdjęcia są w tutejszej galerii. Warto też zerknąć na stronę weneckiego fotografa-podróżnika o imieniu Luca, który w TripPatagonia uwiecznił Perito Moreno i parę innych miejsc z tego kawałka Argentyny.
I jeszcze jeden adres który przy tej okazji warto odwiedzić: El Calafate. To leżące w pobliżu lodowca miasteczko, założone w 1927 roku i nastawione głównie na obsługę ruchu turystycznego (tutaj docierają chętni do obejrzenia lodowego seansu, i stąd wyruszają pod Perito Moreno). Na swojej stronie publikuje świeżutkie filmy i zdjęcia z lodowca i okolic, plus mapki, informacje o tym co rośnie i żyje w tym zakątku świata.
Tagi: przyroda
00:01, dogin
Link Komentarze (1) »
niedziela, 12 marca 2006
Podsłuchiwanie Kosmosu

M/s Jurij Gagarin, pływające centrum komunikacji radiowej z satelitami (Sven’s Space Place)

Pisałam kiedyś o radzieckich kosmodromach i tym, co z nich wylatywało w górę. A teraz dla symetrii polecam stronę Szweda Svena Grahna, Sven’s Space Place. To ciekawe spojrzenie na programy lotów kosmicznych, radzieckich (choć nie tylko) z czasów Zimnej Wojny i lat obecnych. Pokazane niejako w negatywie, poprzez zderzenie suchych oficjalnych informacji z zachodnich mediów (które donosiły o wystrzeleniu kolejnych radzieckich sond i satelitów zwiadowczych) z wyłowionymi przez radioamatorów sygnałami pochodzącymi właśnie z tych obiektów.
Grahn sam zaczął wyłapywać sygnały z radzieckich maszyn w 1966 roku, łowił i analizował przechwycone sygnały z satelitów zwiadowczych Kosmos (tu sobie można posłuchać krótki fragment nagrania) i Zenit, potem ze statków i stacji kosmicznych. Tych należących do innych krajów też, np. chińskich.
Mnóstwo tu technicznych opisów dla fachowców, wiele archiwalnych materiałów i ciekawostek (tutaj na przykład można rzucić okiem na radzieckie okręty wyposażone w sprzęt do łączności radiowej z satelitami, albo zobaczyć odtajniony amerykański raport z lat 60-tych, o centrach komunikacyjnych na Krymie. Sporo jest do posłuchania, próbki sygnałów radiowych z kolekcji Grahna i innych.
Także jego prywatne opowieści. O spotkaniu z Jurijem Gagarinem na przykład, pechowym dla Grahna, bo jego aparat fotograficzny (zresztą radziecki Zenit) się zaciął i wykonał tylko jedno kiepskie zdjęcie.
Tagi: ciekawe
21:43, dogin
Link Komentarze (1) »
sobota, 04 marca 2006
Stare jest piękne

Rumwood Court - z ksiązki "Art in England During the Elizabethan and Stuart Periods" wyd. 1908

Lubicie stare książki? Takie z rycinami, w twardych okładkach, z wytłoczonym tytułem i zdobieniami, zadrukowane „niewspółczesną” czcionką, inne od tych, które zalegają na półkach księgań?
Jeśli tak, to polecam stronę From Old Books. Prowadzi ją Liam Quin, kolekcjoner i miłośnik starych książek (a szczególnie słowników). Kiedyś postanowił, że nie będzie się zachwycał tymi zbiorami w samotności, ale pokaże przynajmniej częśc w internecie („I own a number of old and antiquarian books, and many of them have got really neat pictures in them. I thought it was a shame that no-one but me could see them, so I started putting them online”).
Skanuje więc i pokazuje. Zwłaszcza piękne ryciny, drzeworyty i miniatury ze starych angielskich książek, przewodników krajoznawczych (prowadzących szlakiem dawnych dworów, opactw, zamków), opracowań historycznych, książek naukowych i paranaukowych. Na przykład: Historii Walii z 1853 roku, z English Homes z 1922, Old England: a Pictoral Museum wydanej w 1845 r.
Zamieścił też parę zdjęć półek z grzbietami oprawionych w skórę książek. Bo choć mówi, że najważnieujsza jest ich zawartość, to widok solidnych, zacnych tomów też cieszy oko.