Internet według Doroty, czyli subiektywny przewodnik po ciekawych stronach WWW
RSS
sobota, 31 marca 2007
Wędrówki po kapitelach


Fot. Marcel VERSALL i Pascal DESVIGNES, Terres Romanes

Diabły i krwiożercze bestie, istoty ludzkie i półludzkie, walczące lub po prostu patrzące - wszystko to kłębi się na kapitelach kolumn i na portalach romańskich kościołów. I to nie jest sztuka dla sztuki - coś znaczy, a przynajmniej kiedyś znaczyło, dla ludzi, którzy w tych kamiennych opowieściach i figurach znajdowali wykładnię wiary i praktyczne wskazówki na życie.
W Terres Romanes można się im poprzyglądać z bliska. Są tu kamienne opowieści z kościołów w Conques, Moissac, Serrabonne, St-Reverien i wielu innych miast. Sceny biblijne i alegorie: Arka Noego, sączone do ucha diabelskie podszepty, pożerani grzesznicy, upadek Szymona Maga, poskręcane wężowe ciała.
I między nimi słynna Ewa z katedry Św Łazarza w Autun, która leży lub płynie, dyskretnie zrywając jabłko z drzewa.
No nie piękne?
poniedziałek, 26 marca 2007
Patrząc z góry na Meksyk

Fot. Oscar Ruiz, kompleks domów w Ixtapaluca. Wygląda tak, że autor czuł się zobowiązany dopisać: REAL PICTURE!

Oscar Ruiz jest pilotem helikoptera. Lata nad stolicą Meksyku. I fotografuje. Właściwie na tym mogę zakończyć, bo teraz należy przejść do jego galerii fotografii i pooglądać to, co Ruiz zobaczył z góry.
Ciekawe widoki. Ulice, równe szeregi nowych bloków i ściśnięte kwartały starych zabudowań, radośnie kolorowe dachy nad targowiskami, stadiony. I na jednym zdjęciu mała figurka człowieka na dachu wieżowca - francuskiego turysty, który stał tam i groził, że rzuci się w przepaść.
I jeszcze dwie galerie zdjęć zrobionych poza stolicą, w różnych okolicach Meksyku: El Pais 1 z gajami pomarańczowymi, wulkanem Orizaba i fantastycznymi obrazami bagnistych okolic Sinaloa. I druga, El Pais 2, w której trafiła się i pustynia, i porzucona awionetka, i zastawiony równiutko samochodami plac przy fabryce aut.
sobota, 17 marca 2007
Diamenty są wieczne



Fotoreportaż A Trail of Diamonds

"Niezniszczalny, niepokonany" - takie jest znaczenie greckiego słowa "adamas". Słowa, od którego pochodzi "diament".
Krajem słynącym z wydobycia diamentów były niegdyś Indie - stąd cenne minerały wędrowały kupieckimi i morskimi szlakami do Europy. A potem zalśniły w Południowej Afryce. Zaczęło się od przypadkowego znaleziska w 1866 roku koło Hopetown - grudka znaleziona przez pasterza na brzegu rzeki Orange okazała się ponad 21-karatowym diamentem. Zlecieli się zewsząd poszukiwacze, zaczęli kopać, natrafiali na kolejne okazy. Tak się w tym kopaniu zapamiętali, że wydłubali w ziemi "Big Hole" - Wielką Dziurę, będącą dziś turystyczną atrakcją miasta Kimberley. Potem na złoża diamentów natrafiano w kolejnych afrykańskich (i nie tylko) krajach - co skrzętnie opisuje Diamonds and Gemstones.
Ale istnieje też ciemna strona diamentowego biznesu. "To many people, diamonds symbolize love, happiness or wealth. However, for many others, they mean conflict, misery and poverty. In some African countries, such as the Democratic Republic of Congo, profits from the unregulated diamond trade are used to fund armed conflicts" - pisze Amnesty International.
Kraje takie jak Sierra Leone, Liberia, Wybrzeże Kości Słoniowej czy Demokratyczna Republika Konga wykorzystują lub wykorzystywały w przeszłości swoje bogate złoża do finansowania wojen (stąd nazwa "blood diamond" - krwawe diamenty).
I jeszcze coś, co pokazał Kadir van Lohuizen w fotoreportażu A Trail of Diamonds. Jak się je wydobywa i jaką drogę odbywają, by trafić na salony. Od błotnistej dziury w której ryją kopacze do jubilerskich gablot.
Tagi: ciekawe
23:52, dogin
Link Komentarze (2) »
wtorek, 13 marca 2007
Hazard w Las Vegas

Fot. Josh Cannaday (Las Vegas Strip Neon Gallery)


Skojarzenie z hazardem? Las Vegas. To młode miasto, ma ledwo setkę lat. Jego historia zaczyna sie od aukcji ziemi w maju 1905 roku. Niedługo później wyrosły domy i pierwsze przybytki rozrywek i hazardu, od Arizona Club poczynając. Przetrwały mimo wprowadzonych w 1910 roku w Newadzie zakazów gier (cofniętych w 1931 roku).
O tym wszystkim w obrazach (czyli starych zdjęciach i dokumentach) opowiada Ante Up! 1905-1945, wystawa uniwersytetu w Newadzie. Opowiada o bingo (które nazywało sie ”tango”), o pierwszych neonach rozsławiających nazwy kasyn (pradziadkach tych, które teraz kiczowato rozświetlają całe Las Vegas), ulicach które z czasem obrastały jaskiniami i norkami hazardu.
Polecam wirtualne muzeum uniwersyteckiego Center for Gaming Research. Tu jest jeszcze więcej ciekawych rzeczy do oglądania i do poczytania (bo gry zgłębiają tu także naukowo).
Wśród nich: Casino Carpet Gallery, czyli kolekcja deseni dywanów z tamtejszych kasyn. To też rzecz zgłębiana naukowo, przez Davida G. Schwartza. Bogactwo wzorów i kolorów jest ogromne, ale czy coś z tego wynika? Nie wiem, może to taka gra...

Tagi: miasta
23:24, dogin
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 marca 2007
Miasto kominów i pałaców

Łódź - historie fabryczne

"Łódź niegdyś zwana była miastem tysiąca kominów, stu pałaców i jednej ulicy" - pisze Bartosz Stępień we wstępie do strony Łódzkie Kominy.
Dymiące kominy były kiedyś symbolem nowoczesności, postępu, techniki. Ziemia Obiecana dymiła jak wulkan, dymiła ciągle, bo pracowała bez ustanku. Po wojnie do dymiących kominów hut dorabiano całą ideologię (kto nie wierzy, niech sobie poczyta socrealistyczne wiersze np. o tym, jak to "dymu kwiat" na kominach huty im. Lenina rozkwitał).
Teraz osmolone kominy już raczej z truciem środowiska się kojarzą. Są przeżytkiem. Burzy się je, wysadza w powietrze. I fotografuje, jako zabytki techniki.
I jeszcze jedna wycieczka: Łódź - historie fabryczne. Zdjęcia fabryk - Geyera, Ossera, Kellera, Scheiblera i innych łódzkich potentatów.
Tagi: miasta
01:07, dogin
Link Komentarze (2) »