Internet według Doroty, czyli subiektywny przewodnik po ciekawych stronach WWW
RSS
poniedziałek, 23 marca 2009
Znaki na kamieniu

Znak z kamienia w East Kirk of St Nicholas (Aberdeen City Council)

Czasem są wyraźne, czasem giną wśród rys i żłobień. Większość jednak jest niewidzialna, bo ukryta w murze. Znaki kamieniarskie - swoiste podpisy, zostawiane przez średniowiecznych budowniczych katedr.
Mają rozmaite kształty. Figury geometryczne (trójkąty, pięciokąty), abstrakcyjne rysunki, narzędzia pracy (np. młot), krzyże, litery alfabetu, będące być może inicjałem imienia. Część tych znaków nanoszona była przez robotników pracujących w kamieniołomie, inne pochodzą z warsztatów kamieniarskich - taki sposób oznakowania pomagał w ustaleniu, ile dokładnie kamieni dany pracownik ociosał (czyli: za ile mu trzeba zapłacić), i czy zrobił to tak, jak należało. Znaki takie mogły być dziedziczone (i w trakcie tego procesu nieco modyfikowane).
Jest też inna kategoria: znaki konstrukcyjne. To wyżłobione na ścianach kamiennych bloków i rzeźb "instrukcje" określające położenie takiego klocka w całej strukturze budowli - na której ścianie, na jakim poziomie itp. Murarz dzięki temu nie musiał się zastanawiać, czy ten element układanki akurat w tym miejscu pasuje i czy całość się nie rozsypie.
Oto przykłady znaków z Katedry w Chartres (schematy i lokalizacja - po wybraniu któregoś z nich przeskakuje się do bazy zdjęć).
Z ciekawego serwisu Album Romański (do którego pewnie jeszcze kiedyś tu wrócę) przykład osobliwy: znak z kolegiaty w Kruszwicy. To "wirujący krzyż" - swastyka, symbol solarny.
I jeszcze coś o lapicydach (od łacińskiego lapis - kamień) - kamieniarzach dawnego Wrocławia i znakach, które zostawili na Ratuszu i w świątyniach (w tutejszej katedrze znaleziono 70 znaków kamieniarskich).
Dla ciekawych: książka Jeana Gimpela "Jak budowano w średniowieczu". Adresu nie podaję, bo to pozycja ze świata analogowego :-)

czwartek, 12 marca 2009
W sercu Bombaju

Zaułek w Kumbharwada

Leży w sercu Bombaju, zajmuje około 223 hektary. Trudno powiedzieć, dla ludzi jest domem - liczbę jej mieszkańców szacuje się w przedziale od 500 tys. do miliona. Tak w liczbach wygląda dzielnica Dharavi, o której głośno ostatnio z powodu obsypanego Oscarami filmu "Slumdog. Milioner z ulicy".
Filmu nie widziałam, więc polegać będę na tym, co oferuje mi Urban Typhoon lub powiązany z nim dharavi.org - społecznościowy serwis poświęcony tej części Bombaju.
A opisuje na przykład "Nagars" - jednostki, których w obrębie całej dzielnicy jest ponad 80. Jedna z nich, 13 Compound, specjalizuje się w recyclingu wszystkiego, co tylko da się temu procesowi poddać i odzyskać plastik, papier, metale. Wszystko to odbywa się na ciasnych podwórkach, między domami. I obok zanieczyszczonej rzeki (warto zerknąć na to zdjęcie, przedstawiające ścianę domów nad jej lustrem)
Do najbardziej zatłoczonych (jakimś cudem obliczyli, że przypada tu 336,643 ludzi na kilometr kwadratowy!) należy leżący w centralnej części Dharavi Chamra Bazaar. Tu też roi się od małych warsztatów bazujących na sile ludzkiej: wytwarza się tu ceramikę, skóry, nawet nici chirurgiczne.
Serwis nie powstał po, to, aby epatować obrazami nędzy i powtarzać do znudzenia słowo slums (zresztą w tym tekście przedrukowanym z New York Times'a tłumaczą, dlaczego to w odniesieniu do Dharavi niewłaściwy termin). Publikuje też eseje i opracowania dotyczące samej dzielnicy i projektów zmian (takie na przykład porównanie przestrzeni miejskiej dzielnic Tokio i Dharavi - z fotomontażami - złożeniami zadziwiająco podobnych widoków ulic obu organizmów miejskich).
Tagi: miasta
00:35, dogin
Link Dodaj komentarz »