Internet według Doroty, czyli subiektywny przewodnik po ciekawych stronach WWW
RSS
piątek, 30 kwietnia 2004
Anatomia kibica
We Włoszech podziały między kibicami piłkarskimi nakładają się na sięgające starożytności antagonizmy pomiędzy regionami i miastami. Kiedy gra drużyna narodowa, kibice czasowo zawieszają te odwieczne spory. Ale nie zawsze. Na mistrzostwach w 1990 roku neapolscy fani Maradony woleli kibicować Argentynie niż „swoim”. Kibice z Północy odpowiedzieli wybuchem miłości dla przeciwników Argentyny, wspierając Kamerun. Włoscy „ultras” są uważani za pionierów zorganizowanej, „teatralnej” formy kibicowania. Jednakowe stroje, flagi, transparenty, barwne dymy i inne takie dekoracje przeniknęły do innych krajów właśnie z Italii. O tym wszystkim piszą pewni mądrzy ludzie z Oxfordu, autorzy pracy Football Violence in Europe Opisali tu nie tylko kibiców włoskich, ale także niemieckich, francuskich, belgijskich, skandynawskich i oczywiście brytyjskich, o których ze zrozumiałych względów wiedzą najwięcej. Szukając źródeł stadionowej przemocy cofnęli się do średniowiecza – do toczonych w 13-wiecznej Anglii rytualnych gier i bijatyk wioskowych oraz miejskich. I do pierwszych zakazów gry w piłkę, które też mają długą tradycję: w 1349 futbol zakazano w Londynie, po protestach kupców, a w 1364 o futbolu wypowiedział się synod w Ely, zakazując duchownym gry w piłkę z powodu jej brutalnego charakteru.
czwartek, 29 kwietnia 2004
Eurodowcip
(Znalezione w internecie). W idealnej Europie: kucharze są francuscy, inżynierowie niemieccy, policjanci brytyjscy, kochankowie włoscy a politycy szwajcarscy. W Europie z sennego koszmaru: kucharze są brytyjscy, inżynierowie francuscy, policjanci niemieccy, kochankowie szwajcarscy a politycy włoscy. Coś w tym jest...
sobota, 24 kwietnia 2004
Neon wieczorową porą
Kiedyś wracając wieczorem do domu zobaczyłam zdezelowany neon. W wersji pierwotnej miał reklamować sklep spożywczy, ale że pierwsze litery wyżarło (znaczy nie świeciły), zamiast tego wyświetlał się napis: „Sklep ożywczy”. Myślę, że to by pasowało do serwisu Signs of Life - zbiorowego projektu fotograficznego, którego celem jest zbieranie takich właśnie zaskakujących lub śmiesznych znaków z ulic. Albo do pokrewnego Sign Language - kolekcji amerykańskich (i nie tylko) napisów. Zdarzają się tu i filozoficzne przekazy (np. tablica z napisem„Absolutely nothing”) albo bardziej prozaiczne, np. to ostrzeżenie z londyńskiego metra: „Teren obserwowany przez kamery. Osobami oddającymi mocz w tym miejscu zajmie się policja”.
poniedziałek, 19 kwietnia 2004
Archiwum międzymordzia
Jakby ktoś nie wiedział, „międzymordzie” to legendarny polski odpowiednik słowa „interface”. Kursował swego czasu w środowisku informatyków, wraz z innymi zabawnymi spolszczeniami (typu: „wleczenie myszy po tapecie”). Takie wspominki naszły mnie po obejrzeniu strony Marcina Wicharego , pełnej komputerowych archiwaliów. Jego Guidebook to galeria interfejsów graficznych, od najstarszych do najnowszych wersji. Można tu pooglądać Windows 1.01 z 1985 roku (bijący po oczach wielkim napisem Microsoft), szlachetnie prosty MacOs z 1984, GEOS na Commodore’a. Albo zestawienia ikonek i komponentów z pulpitu: widać, jak zmieniały się wyobrażenia kosza na śmieci, dyskietek, poczty, edytora. No a na deser są archiwalne Reklamy z prasy zachodniej. W tym historyczny numer Newsweeka z 1984 roku, w którym Apple wykupiło całą powierzchnię reklamową by pokazać światu Macintosha. Albo reklama Maxella z 1985 roku, na której widać metaliczne roboty debatujące przy stole nad cudem techniki: dyskietkami 5,25”.
sobota, 17 kwietnia 2004
Ludzie honoru
„osobami honorowymi lub z angielskiego: gentlemanami nazywamy (z wykluczeniem osób duchownych) te osoby płci męskiej, które z powodu wykształcenia, inteligencji osobistej, stanowiska społecznego lub urodzenia wznoszą się ponad zwyczajny poziom uczciwego człowieka” - definiuje Władysław Boziewicz w Polskim Kodeksie Honorowym z 1919 roku. Kobiety – wedle tej osobliwej książeczki – nie są zdolne do żądania i dawania satysfakcji honorowej. Ci którzy nie skończyli szkoły średniej też (chyba że wyróżniają się inteligencją i zdolnościami, np. artyści malarze, których w ostateczności też można wyzwać). Do ludzi honorowych za nic nie można zaliczyć osoby karane za przestępstwa „z chciwości zysku”, zdrajców, tchórzy, homoseksualistów, dezerterów, ludzi łamiących słowo honoru, piszących anonimy, nie broniących czci kobiet, alkoholików, członków redakcji pisma paszkwilowego i wielu innych. Boziewicz wymienia cztery stopnie „ciężkości” obrazy. Osobno zajął się „Obrazą drukiem”. Tą zalicza do najcięższych, bo popełniana jest „z premedytacją”, a „przez szybkość rozpowszechniania pism drukowych” krzywdzi szczególnie. Honorowa odpowiedzialność w takim wypadku spada na autora, a jeśli się nie podpisał – na redaktora pisma. „Gentleman nie powinien nigdy na zniewagę reagować zniewagą”, musi za to w ciągu 24 godzin pozwać oszczercę (Boziewicz radzi użyć telegrafu). No a potem pole, pistolety, strzały, pierwsza, druga, trzecia krew...
wtorek, 13 kwietnia 2004
Samuraje patrzą na parowce
Niebieskoocy barbarzyńcy, południowi barbarzyńcy, zarośnięci barbarzyńcy – te pieszczotliwe określenia odnosiły się do Europejczyków docierających w dawnych wiekach do Japonii. Wydawali się dziwaczni, bo nosili inne strone, dziwnie (znaczy nie po japońsku) mówili, wyglądali tak jakoś cudacznie. Dobrze jest czasem popatrzeć na siebie cudzymi oczami. Świetnie zrobili to w Black Ships & Samurai , serwisie opisującym echa ekspedycji amerykańskiego komandora Matthew Perry’ego (1853 r). Te same wydarzenia pokazane są z japońskiej i amerykańskiej perspektywy, poprzez teksty i obrazy. Perry na amerykańskich dagerotypach pręży pierś i zadziera nosa, a na niektórych japońskich malowidłach ma wykrzywione rysy demona. Jego parowce w wersji amerykańskiej romantycznie bujają się na falach, a Japończykom jawią się jak czarne monstra w kłębach dymu. Rytualne podarunki też są tak zestawione. Perry był nieco zdegustowany porcelaną, lalkami i ozdobnym papierem które znalazły się wśród darów dla prezydenta Stanów; sam przekazał cesarzowi m.in. miniaturową lokomotywę, telegraf i butelki whiskey. Chciał olśnić „żółtych”, a nie wiedział, że sam w ich oczach wygląda jak pajac. Albo barbarzyńca.
środa, 07 kwietnia 2004
Po nazwisku
Ilu Kowalskich mieszka w Polsce? Sto tysięcy? Dwieście? Coś pomiędzy. Na początku lat 90-tych było ich dokładnie 131 940. Wiem to z internetowej wersji Słownika nazwisk współcześnie w Polsce używanych - książki pod red. prof. K. Rymuta, wydanej w papierowej wersji przez Instytut Języka Polskiego PAN w Krakowie. Szuka się tu łatwo - wystarczy wpisać nazwisko i kliknąć, by zobaczyć liczbę "nosicieli" i ich rozmieszczenie (jeszcze według starego podziału na 49 województw). Taka ciekawostka: Kowalski wcale nie jest najpopularniejszym polskim nazwiskiem. Pobił go - i to zdecydowanie - Nowak. Jego wynik: 220 217 osób. A Kwaśniewski pobił w tej konkurencji Millera, choć jego przewaga była duuużo mniejsza.
piątek, 02 kwietnia 2004
Z krakowskiej szyby
"Tak nam fajnie idzie, że zapraszamy również w niedzielę". W tym miejscu powinien być link, ale go nie będzie, ponieważ zacytowany napis pochodzi "z życia". A konkretnie z okna pewnej kawiarenki na Karmelickiej w Krakowie. To mi przypomniało jeszcze inny wesoły napis, ze sklepu odzieżowego na Sławkowskiej. Była obniżka i na szybie napisali: "Taniej już nie wypada". :-)