Internet według Doroty, czyli subiektywny przewodnik po ciekawych stronach WWW
RSS
wtorek, 30 maja 2006
Gordyjski i inne
 
„The Carrick Bend” (Animated Knots by Grog)

Węzeł - niby prosta rzecz, a ma tyle różnych definicji i odniesień. I na tyle różnych sposobów może być zaplątywany.
Animated Knots by Grog daje lekcje poglądowe o wiązaniu, z animacjami pokazującymi, jak się te skomplikowane supełki pląta. Różne: żeglarskie, alpinistyczne, ratunkowe i inne (alpejskiego motylka na przykład). Wiją się ładnie jak pijane węże, na koniec zastygają w pętelkach.
A w polskim Leksykonie na ten sam temat zmieścił się nawet węzeł gordyjski. Nie dający się rozsupłać, rozcinalny (niezawodna metoda Aleksandra Macedońskiego). Szubieniczny też, ale tego akurat nie polecam (z opisu wynika, że trafił tu raczej z pobudek estetycznych, bo zawiera „beczkę i pętle w różnych układach”. Niech im będzie).
Już lepiej przyswoić sobie podstawowy ratowniczy. Może się przydać.
Tagi: ciekawe
21:14, dogin
Link Komentarze (2) »
niedziela, 21 maja 2006
Kopernik była mężczyzną?

On czy ona? Jednak on: Św Jan Chrzciciel według Leonarda da Vinci (Leonardo)

Pan Brown wpatrując się w "Ostatnią Wieczerzę" odkrył, że św Jan była kobietą. Gdyby mieszkał nad Wisłą, wiedziałby, że Kopernik też. I pewnie zaraz jakiś "Kod Matejki" by napisał.
A co do Św. Jana którego się tak uczepił, to coś o nim jest w St. John at the Last Supper. To kolekcja wizerunków apostoła, odmalowanych przez różnych, bardziej i mniej znanych artystów. I dodatkowo są tu inne prace Leonarda, w których męskie twarze upodabniają się do kobiecych. Św. Jan Chrzciciel jest kobiecy że hej (a uśmiecha się prawie jak Mona Lisa), inny szkic do portretu chłopca też bardzo niemęskie rysy posiada.
No ale każdy widzi to, co chce widzieć.
To na koniec coś, czego nikt nie widzi. After the museum closes, czyli co robi Mona Lisa po zamknięciu Luwru.
Ewidentnie nadaje kodem, spróbujcie rozszyfrować co :-)
wtorek, 16 maja 2006
Gwardia papieża

Fot. Monika Flückiger (Sektion Bern)

Najmniejsza i najstarsza – tak się zazwyczaj mówi o watykańskiej armii, czyli Gwardii Szwajcarskiej (oficjalnie noszącej dostojną łacińską nazwę “Cohors Pedestris Helvetiorum a Sacra Custodia Pontificis”).
Najstarsza, bo w tym roku obchodzi 500-lecie istnienia. Służy nieprzerwanie kolejnym papieżom od 1506 roku, kiedy to pierwszy oddział przymaszerował ze Szwajcarii do Rzymu (na nogach – z okazji rocznicy byli gwardziści urządzili niedawno na tej samej trasie 720-kilometrowy marsz). Największą bitwę stoczyła w 1527 – Szwajcarzy obronili wtedy papieża Klemensa VII przez najemnikami cesarza Karola V. Większość poległa. W dzień tej bitwy, czyli 6 maja, gwardziści obchodzą swoje święto, idą na audiencję do papieża, nowi składają przysięgę.
Tradycją jest, że w szeregi gwardii przyjmowani są tylko szwajcarscy katolicy. Tradycji w tej formacji jest w ogóle dużo – np. ich stroje też sięgają kilku stuleci wstecz, choć wbrew powszechnej opinii prawdopodobnie nie są dziełem Michała Anioła (ponoć wzorce zapożyczono z fresków Rafaela; kolory – niebieski, czerwony i żółty – to barwy Medyceuszy) – wyjaśnia oficjalna strona Papal Swiss Guards.
Z ciekawostek: gwardziści mają własną drużynę piłkarską FC Guardia, rozgrywają w niej mecze towarzyskie, głównie z zespołami ze Szwajcarii. Mogą sobie też biegać po ogrodach watykańskich, pograć w gwardyjskiej orkiestrze. I pozować do zdjęć podczas służby (to chyba najbardziej obfotografowana armia świata).
Z innych ciekawostek: stare i nowe pocztówki watykańskie, ze szwajcarskiego serwisu Section Bern. Z gwardzistami, niesionym w lektyce papieżem i pamiątkową pocztówką z „Roku Świętego” 1900.
piątek, 12 maja 2006
Komu bije

Dzwon z Walencji, fot Martin Noguera (La Tercera)

Wybijały godziny, wydzwaniały melodie – różne, stosownie do pory roku (liturgicznego najczęściej) lub pory dnia. Ostrzegały przed niebezpieczeństwem. Albo coś ważnego obwieszczały.
Dzwony. Na hiszpańskiej stronie Campaners.com jest ich mnóstwo. Z katedr Walencji przede wszystkim, ale z innych kościołów Hiszpanii też. Odzywają się różnymi głosami, poważnymi i wesołymi, stosownie do okoliczności. Alarmowy na pożar: rytmicznie, jednostajnie. Niedzielny - szybki i „dający po uszach” sygnał. Albo koncert wielogłosowy, grany w zmiennym rytmie. Urywany dźwięk na Wszystkich Świętych. I jeszcze Toc de la mort del Sant Pare, obwieszczający śmierć papieża. To tylko parę nagrań z Tocs de campanes (zapisanych w mp3).
Jeszcze można sobie pooglądać je z bliska, postudiować ikonografię. Bo tam i krzyże są, i anioły, i ludzie, i jaszczurki się trafiają.
Między dużymi są też małe sygnaturki, ze sznurem przywiązanym do serca. Podobne do dawnych naszych „dzwonków za konających” (nazwa stąd, że używano ich w chwili śmierci bliskich. W Krakowie trzy takie się uchowały, np. przy Kościele Mariackim).
Tagi: ciekawe
00:17, dogin
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 maja 2006
Jak zostać Pigmejem

Fot. Mauro Campagnoli (Baka Pygmies)

Włoski etnomuzykolog Mauro Campagnoli spędził sporo czasu wśród kameruńskich Pigmejów. Zajmował się ich tradycyjną muzyką, tańcem i rytuałami inicjacyjnymi. W Baka Pygmies zgromadził część materiałów z badań terenowych: zdjęcia, opisy plemion i ich obyczajów.
Pigmeje wśród których przebywał mieszkają w chatach zrobionych z gałęzi i liści (zwanych „mongulu”), budowanych wyłącznie przez kobiety. Są łowcami i zbieraczami, wędrują z miejsca na miejsce (ostatnimi czasy także z powodu wycinania lasów). Prowadzą handlową wymianę z osiadłymi plemionami rolniczymi z grupy Bantu, ale – jak pisze Campagnoli – są przez nich wykorzystywani i traktowani „z góry” (bynajmniej nie dlatego, że są mali). Gdyby ktoś chciał poczytać o nich więcej, to proponuję np. „Leśnych ludzi” Colina Turnbulla (to o Pigmejach Bambuti).
Campagnoli sam został Pigmejem. A dokładniej przeszedł rytuał inicjacyjny i został przyjęty do klanu. Wszystko przebiegało według scenariusza „obrzędu przejścia”: wraz z innymi poddawanymi inicjacji chłopcami przebywał w odosobnieniu w lesie, pościł, symbolicznie umarł (przejście to rodzaj śmierci – umierasz i się rodzisz na nowo, już jako inna osoba. Np. umiera w tobie dziecko, rodzi się dorosły).
Ale tego w całości nie opisuje. „The affection and friendship I feel for this people could be more than enough for me to keep the promise not to reveal the secret rites which I made during my initiation experience”.
Czasem trzeba wybierać między naukową dociekliwością a lojalnością.
wtorek, 02 maja 2006
Holger, śpiący rycerz


Holger Danske (Wikipedia)

Podobne są te narodowe mitologie. My mamy śpiących rycerzy (którzy, jak głosi legenda, mają się obudzić i zadziałać, gdy będzie taka potrzeba), a Duńczycy – śpiącego bohatera zwanego Holger Danske.
Według legendy był on synem duńskiego króla Gudfreda. Jego imię pojawia się we francuskich pieśniach rycerskich – Holger Danske miał toczyć boje z królem Franków Karolem Wielkim, a po zawarciu pokoju walczyć z nim ramię w ramię przeciw Saracenom.
Po długiej wędrówce dotarł do zamku Kronborg (ciekawe miejsce, kojarzone także z zamkiem Hamleta). Zasiadł i usnął, z mieczem na kolanach i tarczą u nogi. Śpi, ale jeśli Dania znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, obudzi się i obroni kraj.
Jego rzeźba znajduje się w podziemiach zamku (jest tam ponury labirynt korytarzy z celami, uzmysławiający, że dawniej całkiem realnie można było „zgnić w lochu”). Wirtualnie można mu złożyć wizytę np. w Copenhagen Pictures.
Tagi: ciekawe
23:14, dogin
Link Dodaj komentarz »