Internet według Doroty, czyli subiektywny przewodnik po ciekawych stronach WWW
RSS
środa, 29 czerwca 2005
Linki ogórkowe


Fot. z The Gaping Maws

Na powitanie sezonu ogórkowego linkodajnia poleca:
Męskie robótki, czyli panowie i druty. Strona dowodząca, że nie jest prawdą jakoby tylko panie swoimi sprytnymi rączkami potrafiły robić swetry.
Gdyby ktoś chciał wyrazić zdumienie, to odpowiednim miejscem będzie The Gaping Maws, czyli galeria otwartych paszczy (jedna leci powyżej). Paszcze rozdziawiają się według gatunków: niedźwiedzie, osły, hipopotamy, ptaki, nietoperze, te co skaczą i fruwają, a także pływają i pełzają. Polecam koty: te się potrafią rozdziawić bezinteresownie (w przeciwieństwie do rekinów, które się rozdziawiają konsumpcyjnie).
I jeszcze The Phobia List, czyli alfabetyczny spis wszystkich możliwych fobii. Tyle ciekawych lęków: Taurofobia (strach przed bykami), Teatrofobia (lęk przed teatrem), Zeusofobia (lęk przed bogami), Rusofobia (poniekąd nasza narodowa cecha) i pokrewna Bolszefobia (przed bolszewikami), Peladofobia (przed łysymi), Atelofobia (przed niedoskonałością), Bibliofobia (przed książkami) i kilkadziesiąt innych (przed teściową też).
Lista długa, ale myślę że można ją jeszcze wydłużyć. Tyle jest interesujących możliwości:
Maluchofobia – lęk przed fiatami 126 p
Szynofobia – lęk przed szynami
Senyszynofobia – lęk przed posłanką Senyszyn
Senyszynobusofobia – lęk przed posłanką Senyszyn jadącą szynobusem
Varsofobia - lęk przed stolicami
Krakofobia – lęk przed byłymi stolicami
Preziofobia – lęk przed prezydentami
Dorofobia – lęk przed Dorotami
Jakieś kolejne pomysły na fobię? Zapraszam...
Tagi: ciekawe
17:26, dogin
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 27 czerwca 2005
Ludwik Szalony

Portret z roku 1862, na dwa lata przed koronacją (Koenig-Ludwig). Warto go porównać z ostatnim zdjęciem z 1886: Ludwik jest niemal nie do poznania.

Króla Ludwika II Bawarskiego (zwanego też Ludwikiem Szalonym) umieszcza się zazwyczaj w przegródce z historycznymi oryginałami i dziwakami. Zapracował sobie na to niezrozumiałymi dla otoczenia, i często branymi za objawy choroby psychicznej posunięciami.
Na przykład słabością do bajkowych zamków, które wznosił w Alpach i w których szukał schronienia przed światem: będącego wizytówką Bawarii Neuschwanstein, pałacu Linderhof, Herrenchiemsee.
Ludwik słynął także z niechęci do babrania się w polityce i z zamiłowania do sztuki: czemu dawał wyraz, pełniąc rolę mecenasa Richarda Wagnera.
A że dworskie otoczenie nie podzielało jego pasji i wolało aby raczej rządził niż sponsorował opery, więc końcówkę żywota miał burzliwą. W 1886 roku uznano go za niepoczytalnego, pozbawiono tronu i osadzono w zamku Berg. W wodach pobliskiego jeziora Starnberg znaleziono jego ciało: do dziś miłośnicy tajemnic i konspiracyjnych teorii spekulują, kto go tam wepchnął i co się za tą śmiercią kryje. Niektóre z legend przytacza Peter Glowasz w tekście o sarkofagu (zaraz po śmierci króla lud ekscytował się plotką, że do środka włożono jedynie woskową figurę) i zagadkowym utonięciu (samobójstwo? Zbrodnia?).
Jeśli ktoś nie lubi spekulować, może odwiedzić tą stronę i zobaczyć, jak wyglądają miejsca związane z tymi wypadkami, jak go upamiętniono w różnych częściach Bawarii i w poetyckich utworach.
Tagi: historia
14:09, dogin
Link Komentarze (1) »
sobota, 25 czerwca 2005
Filadelfijskie iluminacje

„Ucieczka do Egiptu”, francuski brewiarz z ok. 1425 roku (The Free Library of Philadelphia)

W kolekcjach należących do filadelfijskich bibliotek znajduje się parę tysięcy średniowiecznych i renesansowych miniatur. Aby pokazać te skarby publiczności, instytucje skrzyknęły się i wespół z Philadelphia Museum of Art zorganizowały wystawę Leaves of Gold. Pokazują tu pięknie iluminowane karty z różnych wydań Biblii, Psałterzy, brewiarzy, ksiąg liturgicznych i literatury świeckiej.
Obok wystawy zorganizowano learning center - krok po kroku opisują tu, jak owe manuskrypty powstawały i proponują zabawę w tworzenie ich online.
czwartek, 23 czerwca 2005
Good morning Brooklyn
“Welcome to Brooklyn. Like No Other Place In The World!” – nie wiem ile w tym prawdy bo nie byłam, ale taki właśnie powitalny napis widnieje na przydrożnej tablicy. Greenpointu też nie widziałam, ale dzięki The Big Map mam już niejakie pojęcie jak to wygląda.
Bo Big Map to subiektywny przewodnik po Nowym Jorku, część serwisu Bridge and Tunnel Club. Pokazuje Bronx, Brooklyn, Manhattan, Queens, Staten Island. Prowadzi poszczególnymi ulicami, pokazuje widoki z mostów i z powietrza, miejskie ciekawostki i mało znane zakamarki (w tym takie zapaprane do nieprzytomności rudery), znaki drogowe, uliczne scenki i wydarzenia (np. demonstrantów niosących wielki transparent z intrygującym napisem: “Psychiatrists are here, hide your children!”).
Wirtualnie zwiedzałam, aż trafiłam do działu z restauracyjnymi kartami dań. A tu niespodzianka: menu z Christina’s Restaurant, serwującej „Polish-American Food”. Pomidorowa, ogórkowa, kapuśniak, gołąbki, placki ziemniaczane a prócz tego:
„Two Eggs with Polish Kielbasy”
„Polish Babka”
I „Pierogis”.
Tagi: miasta
01:26, dogin
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 czerwca 2005
Wąż latający

Pętelka w wykonaniu węża Chrysopelea paradisi, fot. Jake Socha (Flying Snake)

Przyroda ciągle mnie zaskakuje. Ostatnio zaskoczyła mnie latającymi wężami z rodzaju Chrysopelea, żyjącymi w południowej i pd-wschodniej Azji. Jak to w ogóle jest możliwe: zwierzę idealnie horyzontalne, pełzające, bezskrzydłe, a fruwa?
No może niezupełnie fruwa: właściwie pełza w powietrzu, przemieszcza się lotem ślizgowym, skacząc z drzewa na ziemię albo z drzewa na drzewo (w każdym razie zawsze z góry w niższe rejony). Technikę ma niezwykłą: rozhuśtuje się na gałęzi i wybija energicznie, spłaszcza całe ciało, w powietrzu wywija esy-floresy. Można to zobaczyć na krótkich filmach oraz na zdjęciach węży w locie i w „stanie spoczynku” (warto, bo kolory i wzory też mają interesujące. Niektóre nadawałyby się na krawaty). Nie wiadomo dokładnie dlaczego latają – autor tej strony Jake Socha wymienia parę potencjalnych powodów: oszczędność energii (bo się leniwcom nie chce wpełzać na drzewo i spełzać z niego, tylko sobie skracają drogę, według hasła „Lotem bliżej”), skuteczniejsze polowanie lub możliwość szybszej ucieczki przed prześladowcą.
Azja ma więcej takich cudów natury, opisy ich zamieszcza Ecology Asia ( szczególnie w tym dziale). Wiją się tu inne kształtne węże (np. Oriental Whip Snake z bardzo wydłużoną głową), spacerują dziwne żółwie, jaszczurki, rogate żaby, małpy i inne azjatyckie stworzenia, które fajnie oglądać na ekranie, ale niekoniecznie fajnie spotykać na jawie (na przykład na Jawie).
Tagi: przyroda
18:50, dogin
Link Komentarze (2) »
piątek, 17 czerwca 2005
Geografia alternatywna

“McArthur's Universal Corrective Map of the World”, czyli Australia górą!

„Świat nie musi być eurocentryczny” – głosi The Upsidedown Map Page. I stawia go na głowie, odwracając do góry nogami mapy (ale nie napisy – te zostają we właściwej pozycji).
Wrażenia z eksperymentu są ciekawe. Rosja, Kanada ścielą się płasko u dołu, w górę sterczy szpikulec Ameryki Południowej i trochę bardziej stępiony czubek Afryki, miedzy nimi rogata plama Australii, wokół wielkie połacie wód (wydają się większe niż na „normalnej” mapie). Niby to samo, ale zupełnie inaczej, niepokojąco inaczej.
Albo inny rodzaj eksperymentalnej kartografii: Cartographic Curiosities, czyli zbiorek map alegorycznych i humorystycznych z kolekcji uniwersytetu Yale. Wśród nich: niemiecka mapa miłości z 1777 roku, mapa ścieżek życia z 1805 roku (alegoryczne wyobrażenie dróg, którymi może podążyć człowiek. Radzę kliknąć jeszcze raz i powiększyć mapę, dopiero wtedy będzie coś widać), albo cała seria satyrycznych 19-wiecznych wizerunków poszczególnych krajów Europy: Francji (w jej kontury wpisano postać niezbyt urodziwej matrony), Prus (władca Nadrenii-Westfalii oraz Prusak, którego cielsko składa się częściowo z naszych ziem), złączona małżeńskim uściskiem Hiszpania z Portugalią, karykaturalna Anglia, Szkocja i inne kraje, którym tez nie szczędzono złośliwości.
I jeszcze coś z dziedziny historii alternatywnej: Neu-York, mapa pokazująca, jak mógłby wyglądać nowojorski Manhattan, gdyby hitlerowcy wygrali II wojnę. Metodycznie, ulica po ulicy, z indeksem alternatywnych nazw: Tiergarten (Central Park), Potsdam (Brooklyn), Potsdamer Platz (Times Square) i innymi ponurymi zamiennikami.
Tagi: ciekawe
19:15, dogin
Link Komentarze (2) »
wtorek, 14 czerwca 2005
Banknoty ze świata

10000 franków madagaskarskich

Przywódcy, królowie, sławy nauki; alegoryczne postacie; krajobrazy, lwy, boiska sportowe; kościoły i meczety – mogłabym jeszcze długo wymieniać, co wyrysowano na banknotach pochodzących z różnych krajów i z różnych epok, zebranych przez Rona Wise’a. To ciekawa kolekcja, uporządkowana według kontynentów i krajów, zawierająca wiele starych banknotów nawet sprzed dwustu lat (na przykład ten francuski papierek z 1790 roku).
Jest co oglądać, szczególnie w działach z banknotami afrykańskimi i azjatyckimi. Widać na nich jak się zmieniają polityczne realia (bo się budzą i wyzwalają dawne kolonie), jak się wdziera ideologia (Chiny), jak się nowe narody odwołują raz do tradycji a raz do „nowoczesności”; jak się estetyka zmienia stosownie do wymogów religii (muzułmańskie banknoty, na których dominuje architektura, ozdobniki, nie twarze). No ciekawe.
Mamy i nasze polskie banknoty, począwszy od „biletu skarbowego” wydanego 8 czerwca 1794 roku (i pomyśleć: Powstanie Kościuszkowskie wtedy trwało, dokładnie w tym dniu generał Zajączek został rozbity pod Chełmem, a dwa dni wcześniej Kościuszko pod Szczekocinami. Tyle historii na jednym skarbowym papierku).
W Europie prócz narodowych walut znalazł się osobny dział o euro, w otoczeniu dawnych i obecnych banknotów ich brzydota wydała mi się jeszcze wyrazistsza (o czym już kiedyś pisałam).
Ale ostatecznie zawsze można z nich zrobić origami.
Tagi: ciekawe
13:48, dogin
Link Komentarze (2) »
niedziela, 12 czerwca 2005
Swojsko i nostalgicznie

W starych Maniowach

Dwie wycieczki w nieodległe rejony i odległe czasy. Pierwsza prowadzi do podhalańskiej wsi Maniowy. Aby zobaczyć gdzie się ta wiekowa (założona prawdopodobnie w 13 wieku) osada znajdowała, należałoby pochylić się nad taflą Jeziora Czorsztyńskiego i popatrzeć w głębię. Dawne Maniowy są właśnie tam, na dnie, zatopione wodami zbiornika. Ożyły dzięki ciepłym osobistym wspomnieniom Marka Wojtaszka i starym fotografiom, w Maniowy - nostalgia: błotniste drogi, drewniane domy, rozpościerajace się wokół widoki, no i ludzie (w tym członkowie drużyny piłkarskiej trenującej na pierwszym boisku „w krzokach” oraz strażacy-ochotnicy). Ostatnie zdjęcia są już z czasów wymuszonej przeprowadzki. Domy zamieniają się w ruiny, są rozbierane, tracą dachy i ściany, kurczą się do wysokości podmurówek.
Ich mieszkańcy zasiedlili wybudowane wyżej Nowe Maniowy (powstające od 1974 roku). Projektanci wsi postanowili ich uszczęśliwić paroma pomysłami: wymyślili że domy będą budowane według takich samych planów, obowiązkowo z garażami, za to bez sieci wodnej (wodę mieli czerpać z ulicznych hydrantów) i bez zabudowań gospodarczych (te miały się znajdować za osiedlami). Ludzie się nie dali i plany „uczłowieczyli”, o czym więcej w dziale o Maniowach dzisiejszych.
I druga wycieczka, do dawnej Muszyny. Przenosiny nie w przestrzeni, ale w czasie: w świat starych kapliczek i krzyży, muszyńskich legend, obrzędów i świątecznych zwyczajów, podań o zbójach (takich jak Prokop Kropka, herszt zbójnickiej bandy, w 1664 roku na haku za żebro powieszony), zabobonów i czarów (reprezentowanych np. przez gniotące nocą ludzi „gnieciuchy”; „południce” włóczące się po polach oraz czarownice, wśród nich straconą w 1765 roku Orynę Pawliszankę, która podpadła m.in. tym, że „Kiedy wyszła za pierwszego męża, wioząc skrzynię, zamknęła ją na kłódkę na granicy Tylicza”).
piątek, 10 czerwca 2005
Malarstwo po karaibsku

Namalował Miguel L. Arzuala, Kuba

Gallery of West Indian Art ma nieco mylącą nazwę: wymieniane w niej Indie Zachodnie to dawna nazwa Antyli. Tu konkretnie chodzi o trzy wyspy z Antyli Wielkich: Haiti, Kubę i Jamajkę: właśnie z tych krajów pochodzą autorzy obrazów wystawianych w galerii.
Spod ich pędzla wyszły portrety kubańskich muzyków, obrazy wiejskiego życia i miejskie scenki (w tym ulice Hawany z odmalowanymi pieczołowicie wiekowymi autami), martwe natury, istoty fantastyczne. Jedno rzuca się w oczy na wejściu: szaleństwo kolorów. Czy to pejzaż czy portret, zwierz w chaszczach lub religijny obrazek – wszystko wręcz tryska barwami.
I dodatkowo, dla miłośników malarstwa karaibskiego, dwie galerie skupiające się na sztuce Haiti. Carrie Art Collection prócz obrazów wystawia m.in. rzeźby, ceramikę, metaloplastykę i artystyczne przedmioty związane z kultem voodoo: flagi używane podczas ceremonii i zdobione butelki. Motywy związane z kultem przewijają się też w Haitan Painting (i trudno się temu dziwić, bo voodoo to ważna część haitańskiej kultury). Ta ostatnia galeria umożliwia wyszukiwanie prac różnych artystów według stylu (haitański impresjonizm, surrealizm „sztuka naiwna” itd.), tematu i techniki.
środa, 08 czerwca 2005
Dawno temu w Japonii

Fot. Kusakabe, Kinbei – zamek w Nagoi

Z kolekcji uniwersytetu w Nagasaki: japońskie fotografie z okresu Bakumatsu-Meiji (czyli z lat 1860-1899). Te podkolorowane zdjęcia mają dla naukowców dużą wartość historyczną, pokazują bowiem kraj w momencie wielkich przemian i modernizacji, będących skutkiem otwarcia Japonii na świat (które nastąpiło po amerykańskiej ekspedycji komandora Matthew Perry’ego z 1853 roku).
Są na nich wiejskie i miejskie pejzaże, ludzie (np. wieśniacy transportujący towary, brodaci Ajnowie z Hokkaido, samuraje), świątynie i posągi Buddy, pałace i oczywiście nieśmiertelny motyw: majestatyczna góra Fuji w różnych ujęciach.
I druga kolekcja, tym razem amerykańska, z archiwów uniwersytetu stanowego Ohio. Dotyczy lat 1948-1951, czyli Japonii powojennej, pokonanej, okupowanej przez alianckie wojska. Zdjęcia z tej kolekcji są dziełem antropologa Johna W. Bennetta, prowadzącego w tym okresie badania i dokumentującego zmiany zachodzące w japońskim społeczeństwie. Na fotografiach Bennett utrwalał obrazy miasta (ulice Tokio, stare i nowe budowle, sklepy, weterani proszący o pomoc), fotografował wiejskie regiony, rodzinne ceremonie, święta. Dodał do nich komentarze i obszerne opracowania.
Prócz zapisków z badań trafiły tu fragmenty jego listów z ciekawymi (bo ilustrującymi japońsko-zachodnie kontrasty) spostrzeżeniami. Bennett pisze o swoich pierwszych wrażeniach („Literally my first impression was that of wood construction” – zaczyna, opisując wszechobecne drewniane budowle), o zmianach obyczajowych (do czego przekonał go widok japońskich nastolatek u boku amerykańskich żołnierzy), dziwnych, przerabianych z braku nowych modeli samochodach, o niepojętym dla człowieka Zachodu systemie oznaczania ulic (a właściwie jego braku – nieobecności nazw i numerów) lub o zupełnie odmiennym postrzeganiu przestrzeni, granic między światem kultury i natury oraz samego pojęcia domu, schronienia („In short, the entire feeling of shelter seems different from ours, and the character of the landscape has been so extensively altered that one no longer feels that this is nature outside, but merely the endless extension of the kitchen garden, of the hedged in back yard with its flower garden, shade tree, and vegetable patch. Man really has the outdoors under control; more than that, it is part of man here. Everything is worked over, everything is accessible to man, who can open himself up to it by sliding back a wall.”
 
1 , 2