Internet według Doroty, czyli subiektywny przewodnik po ciekawych stronach WWW
RSS
czwartek, 27 lipca 2006
O królikach i kichaniu

Królik na Księżycu - ilustracja do legendy azteckiej (Mexicolore)

Kto żyje na Księżycu? W Indonezji opowiadają, że kobieta robiąca na drutach. W Japonii: króliki robiące ryżowe ciasteczka. W Mongolii mówi się, że na Księżycu mieszka pies. Kiedy dziecko skłamie, ten pies zaczyna ujadać. Według naszych legend Księżyc zamieszkuje Pan Twardowski, porzucony tam przez diabła po gorszących zajściach w karczmie Rzym (leciał już porwany przez biesa, ale zaczął odmawiać Godzinki, i diabeł go wypuścił).
A teraz inne pytanie: co ludzie w różnych krajach mówią, gdy ktoś kichnie? "Na zdrowie", "Sto lat" (w wersji zgryźliwej dodając po chwili "ciężkich robót"). Brytyjczycy w takiej sytuacji życzą "Bless you" lub "God bless you". Hiszpanie "Salud", przy podwójnym kichnięciu: "Salud y dinero", przy potrójnym: "Salud y dinero y amor" (co znaczy "zdrowia, pieniędzy i miłości").
I jeszcze: "mosi-mosi". Tak brzmi "halo" rzucane w słuchawkę telefonu w Japonii.
Takie pytania i odpowiedzi zbiera Multiculturalpedia - rodzaj miniencyklopedii, koncentrującej się na kulturowych niuansach. Może to i wiedza niekonieczna (choć dla etnografów cenna), ale myślę że warta przybliżenia.
środa, 19 lipca 2006
Kraina cedrów

Cedry w górach na południe od Bejrutu, fot. William Tracy

Liban. Kraina opiewanych przez poetów cedrów i cyprysów. "Postać jego [wyniosła] jak Liban, / wysmukła jak cedry" - słychać w Pieśni nad Pieśniami (5.15). A w biblijnej Księdze Zachariasza (11,1) padają majestatyczne słowa:
"Otwórz twe bramy, Libanie,
niech twoje cedry strawi ogień!
Rozpaczaj, cyprysie, że cedr upadł,
że to, co najpiękniejsze, uległo zagładzie.
Jęczcie, dęby Baszanu,
że las dziewiczy zwalony na ziemię".
W serwisie Al Mashriq - The Levant opisany jest Liban dawny i dzisiejszy. Od geografii i map począwszy (tu Liban w całości, a tu strefa okupacyjna), a na polityce skończywszy. Ma obszerne archiwum fotograficzne ze zdjęciami i pocztówkami sięgającymi wieku XIX, wizerunki zamków Lewantu. I nieźle udokumentowany przewodnik po archeologicznych wykopaliskach, odsłaniających kolejne warstwy tej kulturowej układanki.
A skoro już Liban, to i jego największe miasto, wymieniany już w XV w. pne. Bejrut. Z typową dla tego regionu, zawiłą i barwną historią: niegdyś miasto fenickie, potem rzymska kolonia, miasto arabskie, twierdza krzyżowców. Wielokroć szarpane wojnami, w przeszłości i dziś.
Kluczę i chowam się za cedrami, ale nie da się uciec od tej dzisiejszej wojny. Niech mówią o niej ci, którzy jej sami doświadczają. Ze strony libańskiej: blogerzy z Lebanese Blogger Forum albo serwisu Ya Libnan.
Z izraelskiej perspektywy: wybrałam Kishkushim, tworzony grupowo, studencki blog z Hajfy (też pod ostrzałem), pisany czasem z przeciwlotniczego schronu.
środa, 12 lipca 2006
Co to jest piasek?

Zielony piasek z wyspy Guam (Microbus)

Trochę się ostatnio napatrzyłam na nadmorski piasek, więc o nim nieco. Google na takie hasło wypluwa strony o piosenkarzu Piasecznym i proponuje piosenkę "Prawie do nieba wzięłaś mnie", albo oferuje piach budowlany, co mnie niespecjalnie rusza. Już wolę miejscowość Piasek w woj. śląskim, "Das dorf Piasek ader Sandt" - jak o niej napisano w 1572 roku w jakimś niemieckim dokumencie.
Geologicznie piasek to taka skała w proszku. Składa się z ziarenek o wielkości do 2 milimetrów (co podaję na odpowiedzialność Wikipedii). Miewa różny skład: może być kwarcowy, wulkaniczny (czarny), wapienny albo jeszcze inny.
I różnokolorowy. Warto go sobie pooglądać pod mikroskopem, barwy i kształty ma zadziwiające.
Pierwsza galeria: w serwisie Microbus. Ziarenka z Meksyku, plaż Maui na Hawajach, Guam i innych.
Druga: z Microscopy-UK, Microscopy-UK: piasek hiszpański, korsykański (muszelek w nim sporo), wietnamski, szwajcarski rzeczny, holenderski, grecki.
I trzecia: z Sand Collectors, serwisu kolekcjonerów piaskowych ziarenek.
Tagi: przyroda
23:28, dogin
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 03 lipca 2006
Duży autobus, małe auto

Brytyjski pojazd (boję się go nazwać samochodem) z 1950 roku

Sezon ogórkowy, ogórek mi się tak jakoś skojarzył z autobusem, a więc w ramach kompromisu: The Buscycle Project.
Piętnaście osób pedałuje: każdy pasażer tego osobliwego pojazdu, autobusu napędzanego siłą mięśni pasażerów. Siłownia i środek transportu w jednym. Oceńcie sami, na ile to realne, a na ile rozrywkowe.
I druga motoryzacyjna ciekawostka: Microcar Museum (gwoli ścisłości: The Bruce Weiner Microcar Museum Inc., z siedzibą w Madison w amerykańskim stanie Georgia). Kolekcja miniaturowych aut, które jeździły po ulicach miast europejskich od końca lat 40-tych do roku 1964. Ciekawe, piszą tu że wielu ich konstruktorów to byli pracownicy przemysłu lotniczego - w czasie wojny budowali samoloty, a po wojnie wzięli się za projektowanie "aut dla mas" (to by tłumaczyło, dlaczego niektóre modele noszą nazwę Messerschmitt).
Małe toto ale zwinne, w sam raz np. na kręte włoskie uliczki.
Tagi: ciekawe
23:32, dogin
Link Komentarze (1) »