Internet według Doroty, czyli subiektywny przewodnik po ciekawych stronach WWW
RSS
sobota, 26 lipca 2008
Szanghaj wirtualny

Chińska pocztówka przedstawiajaca mongolską parę (Historical Chinese Postcard Project)

Jak Szanghaj zmieniał się od połowy wieku XIX do czasów współczesnych - to właśnie dokumentuje francuski Virtual Shanghai. Zawiera sporo zdjęć archiwalnych (taki oto sprzedawca gazet z wiklinowym koszykiem; albo ludzie na targu), mapy oraz teksty: od starych przewodników po mieście (np. "Szanghaj - podręcznik dla podróżników i mieszkańców" z roku 1904) po opracowania naukowe.
Pokrewny serwis Historical Chinese Postcard Project skupia się na chińskich pocztówkach z lat 1896 - 1920. To ciekawe kartki, skanowane z obu stron. Z różnymi motywami - etnograficznymi (tajwańscy aborygeni w tradycyjnych strojach, mongolska para), scenkami rodzajowymi, podkolorowanymi pejzażami - jak to na pocztówkach.
Kolejna strona - to już wojenny Szanghaj. I zdjęcia Karla Kengelbachera, szwajcarskiego fotografa, którego w lipcu 1937 roku zastała w tym mieście wojna chińsko - japońska. Uwiecznił na zdjęciach to co widział: żołnierzy różnych armii, barykady, wojenne okręty, uchodźców, pożary.
Nieco później, już w czasie II wojny, do Szanghaju dotarła grupa polskich Żydów. Tam zetknęła się z uciekinierami z Rosji, Niemiec, Austrii - wszyscy oni, uznani za "bezpaństwowców", decyzją japońskich władz zostali osadzeni w wyznaczonej strefie, tzw. getcie szanghajskim (którego - jak tu piszą - nie można porównywać z gettami w okupowanej Europie).
czwartek, 17 lipca 2008
Kraków pod okupacją

Pięć lat temu pokazywana była w krakowskiej galerii NAFTA, potem powędrowała dalej. Trafiła też do internetu. Oto ona: wystawa Okupowany Kraków na uratowanych fotografiach.
To zdjęcia zebrane w trzy galerie: XX-lecie międzywojenne, Okupacja i Osoby. W tej pierwszej można zobaczyć np. fotografie z żydowskiej części krakowskiego Kazimierza: ulicę Szeroką, mieszkańców - spieszących gdzieś, kupujących na targu, świętujących, spacerujących. W drugiej roi się od swastyk i niemieckich mundurów. Są wszędzie - na Rynku Głównym (przemianowanym na Adolf Hitler Platz), na Wawelu, na ulicach. NA fotografiach można oglądać sceny łapanek (np. na Rynku Podgórskim), burzenie pomnika Mickiewicza w 1940 roku; przesiedlenie ludności żydowskiej do getta oraz niemieckich żołnierzy, wyraźnie rozbawionych widokiem ludzi kopanych, zmuszanych do wykonywania „gimnastyki” na ulicy lub idących na egzekucję.
Do tego jeszcze Hans Frank z rodziną. I to Ogłoszenie
Zdjęcia robił Kazimierz Didur - przedwojenny fotograf, w czasie okupacji pracujący w Urzędzie Propagandy GG (będąc jednocześnie żołnierzem AK wynosił swoje i kolegów zdjęcia). Oraz Ryszard Ores - który trafił wraz z rodziną do getta, i za jego murami nie przestał fotografować.

wtorek, 08 lipca 2008
Ze świnią na truflobranie

Fot. Camille Morenc (ze strony Following the black diamond trail)

Zwane są "czarnymi diamentami". Rosną pod ziemią, przy korzeniach dębów. Najlepiej czują się w śródziemnomorskim klimacie, tutejsze truflowe zagłębia znajdują się we Francji (zwłaszcza w Prowansji) i Włoszech. To najdroższe grzyby: nic dziwnego, że wokół truflowych plantacji z dębami stawia się ogrodzenia, a w sezonie (czyli zimą) nawet uzbrojonych strażników.
Na trufle nie wystarczy iść tak po prostu z koszyczkiem, jak po borowika czy kurkę. Potrzebny jest dobry nos, który wyniucha czarny skarb pod ziemią. A ponieważ posiadaczkami najlepszych nosów są świnie, właśnie one stały się głównym pomocnikiem człowieka w poszukiwaniach trufli. Niestety oprócz fenomenalnego węchu mają także nieposkromniony apetyt, trzeba je więc poddawać specjalnej tresurze, aby po znalezieniu grzyba nie przystępowały do natychmiastowej konsumpcji. Mniej problemów stwarzają przyuczone do zawodu grzybiarza psy (np. rasy Lagotto Romagnolo) - te wywęszą, ale nie zjedzą.
Z cennymi znaleziskami grzybiarze prowansalscy ciągną w każdy piątek wczesnym rankiem (w zimowych miesiącach, czyli w sezonie polowań na trufle) na targi - np. w Carpentras. Rozwijają woreczki, wykładają na stoły czarne popękane bryłki i zaczyna się spektakl wąchania, oglądania, oceniania, ważenia - zrelacjonowany w Following the black diamond trail.
W prowansalskim Richerenches (dawne miasto Templariuszy) odbywają się nawet truflowe msze (o których nieco także tutaj - tyle że po francusku).
A jak się trufle znajdzie lub kupi za horrendalną cenę, można je w końcu zjeść, na przykład w takiej postaci, jaką poleca blog Just Hungry.
Na koniec lektura obowiązkowa: książki Petera Mayle'a (wyszły po polsku parę lat temu). O truflach i innych prowansalskich osobliwościach.