Internet według Doroty, czyli subiektywny przewodnik po ciekawych stronach WWW
RSS
sobota, 09 lipca 2011
Ślimak, nie właź pod nogi!

Ślimak wstężyk fachowo opisany (Evolution MegaLab)

Wystarczy że popada i już ślimaki zaczynają swoje samobójcze rajdy po jezdniach i chodnikach (bo przyczepność mają lepszą po deszczu, czy jak?). I trzeba patrzeć pod nogi, żeby takiego nie rozdeptać (nie przepadam za odgłosem miażdżonych skorupek), albo i przenosić na drugą stronę.
Wśród nich szczególnie ciekawe wydają mi się te małe, z kolorowymi skorupkami z charakterystycznym wstęgowym ornamentem. Wstężyki. Bardzo fotogeniczne, co widać choćby w zbiorczej galerii Cepaea lub w naukowej AnimalBase.
Wstężyki mogą być żółte, różowe, brązowe; z grubymi lub cienkimi pasami - kolory i desenie zależą od tego, gdzie żyją i jak się w związku z tym lepiej wtopią w otoczenie: czy w lesie wśród liści, czy w wysokich trawach. Generalnie prawidłowość jest taka, że ciemniejsze występują na terenach zadrzewionych, a jaśniejsze na łąkach i podobnych obszarach. Dzięki temu stają się mniej widoczne dla swoich wrogów, czyli ptaków.
Garść ciekawych informacji z serwisu Evolution MegaLab, poświęconemu badaniom nad ewolucją wstężyków: zimą hibernują najczęściej ukryte w ściółce; w maju rozpoczyna się okres rozrodczy, a jaja składają latem. Są obupłciowe. „Mają tysiące maleńkich zębów umieszczonych na języku. Działają one jak pilnik i rozdrabniają pokarm. Ślimaki wstężyki zazwyczaj jedzą tylko martwe i obumierające rośliny”. Ich wrogami są ptaki, a szczególnie drozd śpiewak. I otóż taki drozd nie potrafi zgnieść muszli ani połknąć ślimaka w całości razem z nią. Co więc robi? „Drozdy muszą więc rozbić muszlę na kamieniu albo innej twardej powierzchni, żeby dostać się do miękkiego ciała ślimaka. Takie kamienie nazywamy kuźniami. Są one łatwe do rozpoznania po kawałkach muszli leżących dookoła” - wyjaśnia serwis.
Drozdów ostatnimi czasy mniej, wstężyki mają więcej szans na uniknięcie kuźni.

A skoro już o ślimakach... Prócz tych ze skorupkami są i gatunki nagie, paradujące bez skorupek, pokaźnych rozmiarów - szczególnie jak się wyciągną. W naszej osiedlowej gablotce płowieje już długo list gończy za takimi osobnikami - szkodnikami, które się rozpleniły ponad miarę, szczególnie na nieodległych ogródkach działkowych. Jeden z nich to grasujący w całym kraju pomrowik plamisty, inny zaś, inwazyjny ślinik luzytański - jest przybyszem z Półwyspu Iberyjskiego (do nas przypełzł w latach 90-tych, i robi sobie wyżerkę w tych ogródkach).

Jeden taki podejrzany nagus stał dwa dni temu pod drzwiami mojej klatki. No przesadził. Nie wpuściłam.