Internet według Doroty, czyli subiektywny przewodnik po ciekawych stronach WWW
RSS
sobota, 29 września 2007
Bocznymi drogami

Kurpie - Wiśniewo

Każdy bardziej wyrośnięty budynek nazywany jest teraz apartamentowcem. I zawiera oczywiście apartamenty a nie mieszkania.
W Konopielka.com sprawa jest jasna: są tylko domy. Stare domy. Drewniane, wysłużone, ze ścianami poczerniałymi od deszczu i wygrzanymi przez słońce, z pięknymi zdobieniami wokół okien i drzwi. Są dyskretne, chowają się między drzewami, jakby nie chciały zasłaniać krajobrazu. Znają swoje miejsce.
Jeszcze je można znaleźć - w Puszczy Białej, na Podlasiu, Lubelszczyźnie, w Małopolsce i w innych regionach, po których autor tej strony jeździł z aparatem. Trafił tak do Chmielewszczyzny - „w której prawie każdy dom zaskakiwał”; Usnarza Górnego na końcu Polski, 200 metrów od granicy (Polska na tym zdjęciu kończy się domem z drewnianym płotem i kotem), Majdana Sitanieckiego, Sulmic, Anielpola.
Przyglądajcie się im, póki jeszcze są. Bo któreś pokolenie w końcu faktycznie zastanie Polskę częsciowo drewnianą, a zostawi całkiem murowaną.
sobota, 15 września 2007
Rowerem, panowie i panie

Shadowbike, Fot. Jesper Voetmann Mikkelsen (Voetmann's photos)

"W dzisiejszym Londynie średnia prędkość samochodu jest taka sama, jak powozu konnego sprzed stu lat". To ciekawe spostrzeżenie znalazłam w artykule Patricii Chase ("Sharing the road with bikes: How does Copenhagen do it?"). Myślę że nie dotyczy tylko Londynu. W niejednym zakorkowanym mieście auto, które było kiedyś symbolem prędkości, dziś jest odpowiednikiem wlokącej się szkapy. Ostatecznie to koń, i to koń (tyle że jeden z nich - mechaniczny).
Artykuł skupia się jednak na czymś innym: na tym, jak Kopenhaga stała się miastem rowerzystów. W skrócie: bo na etapie planowania i finansowania drogi rowerowe mają taki sam status jak transport publiczny; ścieżki są dobrze oznaczone, mają sygnalizację świetlną; rowery mają pierwszeństwo w miejscu, gdzie spotykają się z autami. Funkcjonuje tam także miejska sieć darmowych wypożyczalni rowerów, CityBikes. Do tego jeszcze trzeba dodać "prorowerowe" ukształtowanie terenu (bo płaskie to miasto jest). Nic dziwnego, że codziennie do pracy i szkoły pedałuje tam 36 proc. mieszkańców (wg danych z 2006 roku).
"Kopenhaską kulturę rowerową" przybliża blog Cyclelicousness. To doniesienia i ciekawostki ze stolicy Danii. Ma też siostrzanego bloga Cycle Chic o kopenhaskich rowerzystkach. Dokumentującego na zdjęciach, w jakich sytuacjach i w jakich strojach panie pedałują (z dziećmi, na zakupy, w eleganckim ubraniu na koncert, podczas romantycznej wieczornej przejażdżki we dwoje itd.).
Po więcej obrazków z rowerowej Danii odsyłam do Cyclelicious Bikeness - albumu zdjęć z serwisu Flickr.
A skąd się wzięła użwana u nas nazwa rower? Okazuje się, że od firmy brytyjskiej Rover, która niegdyś produkowała rowery (teraz robi te stojące w korkach szkapy mechaniczne, czyli samochody). Samo słowo znaczy "wędrowiec".
Duńczycy - wędrownicy.
Tagi: ciekawe
14:27, dogin
Link Komentarze (2) »
sobota, 08 września 2007
Miasta, których nie ma

St Kilda - tędy biegła główna ulica (Fot. z St. Kilda)

Miasto Kenfig zasypały wydmy. Dunwich zostało podmyte przez morze. Milton musiało zniknąć z woli pana okolicznych włości, który na miejscu miasta postanowił założyć park. A mieszkańcy wysepki Hirte (wchodzącej w skład archipelagu St Kilda) w 1930 roku sami poprosili szkockie władze o ewakuację. Wyjechali w komplecie, zostawiając na wyspie swoje kamienne domy.
Brytyjska strona Abandoned Communities opisuje takie właśnie opuszczone osady - miasta, porty, wsie. Opuszczone z różnych powodów i w różnym czasie. Od średniowiecznych - np. całkowicie ogołoconych z ludzi przez szalejącą w połowie XIV wieku "czarną śmierć" - po XX-wieczne.
Do tych ostatnich zalicza się na przykład wioska Imber. W 1943 roku władze ogłosiły, że zajmują ją na cele wojskowe. Mieli się tam szkolić żołnierze przed planowanym desantem na kontynent. Mieszkańcom obiecano, że po wojnie wrócą do domów. Nie wrócili, do dziś teren należy do wojska. Dawni mieszkańcy w określone dni w roku mogą odwiedzić kościół i cmentarz z grobami bliskich. Jakie widoki i ślady wojskowej obecności mijają po drodze (np. znaki ostrzegajace przed czołgami) - o tym więcej w reportażu na stronie World of Stuart.
***
I jeszcze jeden link, też z Wysp Brytyjskich, ale bez związku z wymarłymi miastami. O tym, jak zrobić słonia z krzaczka. Otóż krzaczka trzeba przyciąć. Specjalistą w tej dziedzinie jest Steve Manning, który prócz słoni wycina także owce, baletnice, smoki, figury geometryczne oraz inne ozdoby do przydomowych ogrodów. Wszystko to pokazuje w Topiary Art Designs.


Zielone słonie (Fot. Steve Manning)
Tagi: miasta
19:43, dogin
Link Komentarze (5) »