Internet według Doroty, czyli subiektywny przewodnik po ciekawych stronach WWW
RSS
niedziela, 31 października 2004
Słowa ostateczne
Cmentarium cytuje ciekawe przykłady epitafiów. Ze starożytnego Rzymu znalazło się tutaj m.in. zwięzłe: „tu (spoczywa) Martius Iustus człowiek nadzwyczaj życzliwy”
...a z Grecji rozbudowana, opisująca rodzinne nieszczęścia sprzed tysiącleci inskrypcja:
"Przechodniu, tu pode mną leży osiemnastoletni Heliodor, rozmiłowany w studiach, imię miał takie jak jego ojciec. Z nim spoczywa w Hadesie Menodoros, jego brat, który miał się żenić, a spotkał go najżałośniejszy z losów: miast upragnionego łoża - grób, zamiast panny młodej - płyta, zamiast wesela - straszna rozpacz dla rodziców. Płaczę nad nieszczęsną matką, która dwom synom, którzy nie zawarli ślubów, zamknęła własnymi rękami powieki.”
Z warszawskich Powązek (grób Anny z Tomaszewskich Szymańskiej) czułe:
"Była cicha i anielska i kochała mnie"
A z Opola filozoficzne:
"Życie mija,
Czas upływa,
Śmierć zabija,
Wieczność wzywa".
sobota, 30 października 2004
Rosja idzie na Zachód
„Wstriecia na granicach” albo „Meeting of Frontiers” – nieprzypadkowo tytuł tej strony jest podany po rosyjsku i po angielsku. Bo to strona dwujęzyczna, dotycząca spotkania dwóch cywilizacji i ustalenia między nimi granicy: Rosjanie parli na wschód, podbijali Syberię, dotarli do Alaski; tam zetknęli się z Amerykanami, którzy robili to samo (znaczy też parli i podbijali, choć woleli to nazywać „zasiedlaniem”), tylko w odwrotnym kierunku. Graniczna Alaska znalazła się pierwotnie we władaniu Rosji, potem została sprzedana (na tą transakcje kręcono nosem w obu krajach – Amerykanie dopiero potem zorientowali się, że trafili na żyłę złota). „Meeting of Frontiers” opisuje to spotkanie i przenikanie kultur (bo na ich zetknięciu się nie skończyło: naukowcy, kupcy czy misjonarze parli dalej na terytoria sąsiadów) z detalami: jest tu masa dokumentów ze zbiorów Biblioteki Kongresu USA i archiwów rosyjskich, zdjęcia, mapy, relacje, ciekawe zestawienia (np. porównanie mitu kowboja i kozaka).

Ciekawie jest też na innej stronie o Rosji, w Pałacu Aleksandra. To przewodnik po carskim świecie tuż przed rewolucją: po pałacach i apartamentach, Petersburgu, dworskim życiu, prywatnych zapiskach (z listami włącznie), klejnotach i innych precjozach (do których należą np. słynne porcelanowe jaja, malowane i złocone, zdobione monogramami carów) i mitach związanych z członkami rodziny carskiej (np. o księżniczce Anastazji, rzekomo uratowanej z masakry).
piątek, 29 października 2004
Zaćmiony Księżyc
Aby doszło do zaćmienia Księżyca, Ziemia musi stanąć pomiędzy nim a Słońcem. I właśnie tak stanęła. Donoszący o takich astronomicznych wypadkach serwis Spaceweather zamieścił galerię nadesłanych zdjęć z tego wydarzenia (zrobionych na terenie USA, Kanady, Węgier i innych krajów). W „zaćmieniowym” serwisie NASA zjawisko zostało szczegółowo opisane i rozrysowane na diagramach (obok zaćmień z przeszłości i tych, które dopiero mają nadejść). A Larry Koehn dodał do tego animację i ilustracje gwiaździstego nieba.
poniedziałek, 25 października 2004
Gigantomania handlowa
Od greckiej agory (będącej nie tylko miejscem zgromadzeń, ale i placem targowym) do współczesnych gigantycznych centrów handlowych zwanych mallami – taki spacerek proponują historycy z uniwersytetu w San Diego na stronie Evolution of the shopping center. Dla równowagi warto też obejrzeć stronę Deadmalls - bo pokazuje, co się stało z tymi mallami, które z różnych powodów padły i obecnie stoją opuszczone i zamknięte na głucho.
Temat na czasie, bo niedawno w Warszawie otwarto kolejny kombinat handlowy o mitycznej nazwie Arkadia (którą to nazwę nosiła sielska kraina ubogich pasterzy). Czy ona też trafi kiedyś do Deadmalls? Poczekamy, zobaczymy.
środa, 20 października 2004
Indiańskie szyfry
Polacy mają na koncie rozpracowanie Enigmy, Indianie Navaho przeszli do historii wojskowości za sprawą opartego na ich języku systemu szyfrowania, użytego przez Amerykanów podczas wojny na Pacyfiku. Japończycy nigdy nie złamali tego kodu, trudno im się zresztą dziwić: język Navaho jest bardzo skomplikowany, znaczenie słów zależy w nim od intonacji, nikt oprócz samych Indian się nim nie posługuje.
Amerykanie zatrudnili w funkcji szyfrantów kilkuset Indian z tego plemienia. Pierwsi indiańscy rekruci w 1942 roku trafili do obozu wojskowego w Kalifornii, po wstępnym szkoleniu zajęli się opracowywaniem słownika kodów. W jego skład weszło ponad 200 słów z języka Navaho odpowiadających angielskim terminom wojskowym (odpowiednikiem „samolotu” był tu indiański „ptak”, okrętu podwodnego – „żelazna ryba”, niszczyciela – „rekin” itd.). Opracowali też kody dla liter alfabetu (aby nie było za prosto, jedna litera mogła być określana różnymi indiańskimi słowami). Słownik był oczywiście pilnie strzeżoną tajemnicą, Amerykanie odtajnili go dopiero po wojnie. Dziś można o nim poczytać np. na rządowej witrynie o The Navajo Code Talkers. Niektórych słów można nawet posłuchać; do obejrzenia są też archiwalne zdjęcia indiańskich szyfrantów w akcji.
niedziela, 17 października 2004
Żabie rechoty
To niesamowite, jakie odgłosy potrafią wydawać żaby. Zamiast rechotać jak Pan Bóg przykazał kwilą i popiskują jak ptaki albo brzdąkają jak struny zdezelowanej gitary. Takie właśnie odgłosy trafiają się we Frog Calls, stronie z kolekcją krótkich filmów wideo (w QuickTime) z różnymi gatunkami żab z bagien Minnesoty. Australijskim też fantazji nie brakuje, zarówno w wyglądzie, jak i w umiejętnościach wokalnych: tutaj zgrupowano je według regionów; ten dział poświęcono australijskiej osobliwości: żabie corroboree, która niegdyś tłumnie odwiedzała Górę Kościuszki (a teraz jest gatunkiem ginącym i Australiczycy muszą ją ratować przed zagładą).
Południowoamerykańskie żaby z rodziny Dendrobatidae szokują ekstrawaganckimi barwami (ostro niebieskie, czerwone, pomarańczowe, żółte; jeden gatunek wyróżnia się kombinacją składającą się z pomarańczowego ciała i niebieskich nóg –wszystko do oglądnięcia w galerii serwisu Dendrobates World), bo w ten sposób lojalnie ostrzegają otoczenie, że w zanadrzu (dokładnie w porach skóry) mają zabójczą broń: truciznę zdolną uśmiercić istoty dużo większe od nich. Najniebezpieczniejszy gatunek to phylobates terriblis: taka żaba może w pojedynkę zabić 20.000 myszy albo ośmiu ludzi. Tą właściwość odkryli i wykorzystali Indianie z kolumbijskich lasów: zatruwali żabim jadem strzały.
O innych jeszcze osobliwościach można poczytać w The somewhat amusing world of frogs (to zbiór ciekawostek i żabich rekordów) albo w zażabionej do nieprzytomności Frogland.


Piękność z Półwyspu Malajskiego – fot. L. Lee Grismer (Frogweb).
wtorek, 12 października 2004
Bunkry i schrony
W dawnych wiekach fortece miały odstraszać samym wyglądem: górujące nad okolicą wysokie wieże i grube mury miały przekonać wrogów, że nie warto w ogóle zaczynać zabawy w zdobywanie. Budowniczowie fortyfikacji 20-wiecznych postępowali inaczej: robili wszystko, aby nadać im wygląd niepozornych budynków (albo wręcz uczynić niewidzialnymi), rozbudowując jednocześnie sieć podziemnych tuneli i pomieszczeń.
Przykładów takich krecich konstrukcji jest w Europie mnóstwo. W Bunkertours krążyć można po fortyfikacjach wchodzących w skład linii Maginota, NRD-owskich, amerykańskich (tj. wojsk stacjonujących w Europie). Subterranea Britannica oprowadza po podziemiach brytyjskich: wojennych i przeciwatomowych bunkrach, schronach, zamienianych na wojenne siedziby władz odcinkach metra (jak to się przydarzyło stacji Down Street, która dała schronienie rządowi Churchilla). Poświęcony niemieckim konstrukcjom z II wojny (a szczególnie ich graficznej oprawie) BunkerArt pokazuje ciekawe przykłady kamuflażu: bunkry upodabniające się do zwykłych domów (kryte dachówką, mające namalowane na ścianach okna i drzwi), naśladujące kościelne wieże, pomalowane w maskujące wzory; udające skały.
Można też pozwiedzać bunkry czeskie, umocnienia Wału Atlantyckiego, forty włoskie alpejskie, że już o tych leżących na terenie Polski (MRU, niemieckich w Prusach Wschodnich i wielu innych nie wspomnę...


Bunkier we włoskich Alpach (z Vallo Alpino)
Tagi: historia
12:08, dogin
Link Komentarze (7) »
środa, 06 października 2004
Japonia inaczej
Zamki szogunów, świątynie, ceremonie picia herbaty – tego w Quirky Japan programowo nie ma. Bo to serwis o japońskich osobliwościach i dziwactwach, w przewodnikach i folderach pomijanych. Opisuje „fajne miejsca w Tokio, do których prawie nikt nie zagląda”, tłumaczy reklamy i ogłoszenia pojawiające się w prasie i internecie (np. o trendach w modzie dla mafiosów z yakuzy: którzy ponoć hołdują zasadzie: jeśli ubierasz się na biało, noś biel od kapelusza po buty, jeśli na czarno, noś wszystko czarne), popularnych programach telewizyjnych i pismach, osobliwych zawodach i jedzeniu (kwadratowe arbuzy, lody o nietuzinkowych smakach – np. ziemniaków z masłem, sezamu, chrzanu, róży, krabów, ryżu...); automatach sprzedających nie tylko napoje, ale także jaja lub ryż; nietypowych biznesikach (sklep sprzedający specjalny papier do wycierania twarzy w upalne dni albo „human parking” – czyli płatne miajsce na krótką drzemkę – 400 jenów za pół godziny, w cenie jest napój) i mnóstwie innych ciekawych, a mało znanych rzeczy.
sobota, 02 października 2004
Amisze
Kto oglądał film „Świadek” Petera Weira, ma niejakie pojęcie o Amiszach. Kto nie oglądał i o tej osobliwej społeczności nie wie nic, może o nich poczytać w Amish.Net.
Tak w skrócie: Amisze to odłam szwajcarskich mennonitów; odłączyli się od nich w XVII wieku, za sprawą Jakuba Ammana. W następnym stuleciu zaczęli emigrować do USA, osiedlali się w hrabstwie Lancaster w Pennsylwanii (to właśnie tam kręcono „Świadka”), a potem i w innych stanach. Teraz żyje ich tam ok. 150.000. Życie Amiszów to z mojego (etnograficznego) punktu widzenia ciekawy ekperyment: ci ludzie usiłują „zamrozić czas”, ignorować wszystkie cywilizacyjne zmiany i wynalazki z ostatnich stuleci. Żyją tak, jak żyli ich przodkowie. Jeżdżą konnymi powozami, nie używają elektryczności (na próżno więc u nich szukać radia czy telewizora), ubierają się w staromodny sposób, żenią się między sobą; całe ich życie reguluje „Ordnung” – ustna tradycja. Trudnią się rolnictwem, tradycyjnym rzemiosłem (stolarze, kowale). Nie fotografują się, bo to ich zdaniem wbrew Biblii.
Strony Amish.net sami ze zrozumiałych względów nie prowadzą, ich adresów e-mailowych tu nie znajdziecie. Ale dostarczają materiałów - to ich wyroby sprzedawane są w reklamowanych tu sklepach (np. drewniane meble).