Internet według Doroty, czyli subiektywny przewodnik po ciekawych stronach WWW
RSS
poniedziałek, 31 października 2005
Los Muertos

Fot. Bill Begalke

Day of the Dead przytacza meksykańską legendę mówiącą, że człowiek umiera trzy razy. Pierwszy raz gdy przestaje bić jego serce, drugi – gdy chowają go do ziemi. Trzecia, ostateczna śmierć następuje wtedy, gdy nie ma już nikogo, kto mógłby zmarłego wspomnieć.
El Dia de los Muertos to właśnie święto pamięci. Łączy w sobie dwie tradycje – prekolumbijską (wierzenia Majów i Azteków) i chrześcijańską. Rodziny upamiętniają przodków stawiając ołtarze (z kwiatami, świecami, fotografiami zmarłych, ich ulubionymi potrawami); czuwając w nocy przy grobach, spożywając tam rytualny posiłek (a także muzykując), uczestnicząc w mszach. 1 listopada upamiętniają „Angelitos” – zmarłe dzieci; dnia następnego – dorosłych.
Nic tu nie jest przypadkowe, wszystko coś znaczy: np. świece na ołtarzu mają oświetlać duszom drogę, woda ma ugasić ich pragnienie. Nieprzypadkowa jest dekoracja na słodkim chlebie dla żywych i umarłych.
Mimo obecności czaszek i innych podobnych rekwizytów nie należy tego wiązać z wesołkowatym świętem dyni i strachów, skomercjalizowanym Halloween. Jeśli już szukać analogii, to już prędzej będą to nasze „Dziady”.

I w tym kontekście taka ciekawa obserwacja:
“Children in the United States today learn about sex, gunslinging, drug dealing and other forms of corruption much earlier than their parents did (largely through television), but they learn very little about death. In some states the subject is even taboo in public school textbooks. For many, death is therefore an uncongenial intruder who can be dealt with only by calling in the police, the coroner or the mortician” ( The Day of the Dead, Bobbi Salinas-Norman).
Śmierć jako tabu. Ale czy tylko wśród “Children in the United States”?
sobota, 29 października 2005
Rzeźba w płynie
 
Fot. Martin Waugh

Tym razem coś dla oka: Liquid Sculpture, czyli galeria „płynnych rzeźb” – otrzymanych poprzez sfotografowanie spadających kropel różnych płynów oraz tego, co dzieje się po ich zderzeniu z lustrem wody (mleka itp.). A dzieje się wiele: kropla spada jak bomba, na powierzchni tworzą się dziwne struktury – jakieś wodne wypryski, leje, kopuły. Autor tych zdjęć, Martin Waugh, eksperymentował z różnymi płynami i dodatkami do nich: z wodą czystą, z dodatkiem mydlin, zabarwioną. „Bombardował” mleko i kawę, fotografował spadające krople w powietrzu i scenki z podtekstem.
Jeśli komuś kapie woda z kranu, zawsze może się pocieszyć, że to nie tylko usterka, ale i sztuka.
wtorek, 25 października 2005
Rawenna Teodoryka

Mozaika ze sklepienia Baptysterium w Rawennie (Flickr - fot. Oar)

W 476 Odoaker obalił ostatniego cesarza Rzymu, co przyjęło się uważać za symboliczny koniec Cesarstwa. A kilkanaście lat później został pokonany przez Ostrogotów i zgładzony na rozkaz ich króla Teodoryka.
Teodoryk cenił rzymską tradycję. Z jego polecenia odbudowywano księgozbiory zniszczone podczas wojen, gromadzono i przepisywano uratowane księgi. Odbudowywał też dawne instytucje, stopniowo przejmował rzymski model organizacji wojska. Chciał przywrócić świetność zniszczonemu Rzymowi, i to dosłownie, odbudowując jego zabytki.
Ale nie rządził z Rzymu, wolał Rawennę, sporo śladów po nim pozostało w tym mieście do dziś. Na przykład Baptysterium Ariańskie (Ostrogoci byli arianami – podobnie jak inne plemiona germańskie, np. Wandalowie), Bazylika Świętego Apolinarego, niepozorne i puste Mauzoleum. Stoją obok innych zabytków wcześniejszych i późniejszych, a szczególnie zdobionej słynnymi mozaikami Bazyliki Św. Wita - z portretami cesarskiej pary, Teodory i Justyniana (po resztę odsyłam do Briana Ripley’a oraz serwisu z panoramicznymi obrazami).
Na jeden mozaikowy wizerunek tzw. Pałacu Teodoryka warto popatrzeć bardzo uważnie. Na paru białych kolumienkach widać same dłonie, jakby poodcinane od reszty niewidocznego ciała. Faktycznie ciała kiedyś tam były, w miejscu gdzie teraz wiszą białe kurtynki. Teodoryka i osobistości z jego otoczenia „wymazano”, jako przedstawicieli ariańskiej herezji. Niedokładnie jak widać, zostawiając te poodcinane ręce.
Mimo całego przywiązania do antycznej kultury Teodoryk pozostał dla Rzymian „obcym barbarzyńcą”. Swoim ostrogockim rodakom zresztą też podpadł, ale z ci z kolei oskarżali go odejście od plemiennej tradycji i zbytnie uleganie Rzymianom.
W 526 roku Teodoryk umarł. Wojska Bizancjum dowodzone przez wodza Belizariusza pobiły jego następców. Jeden z ostatnich, król Totila, próbował jeszcze ratować państwo, w 550 roku zdobył Rzym i ogłosił, że miasto odbuduje i przeniesie do niego stolicę. W Circus Maximus urządził wyścigi rydwanów. Dwa lata później zginął, a z nim całe królestwo Ostrogotów.
Niedługo potem Italię najechali Longobardowie, którzy tradycją i zabytkami się już nie przejmowali i którzy z upodobaniem niszczyli wszystko co jeszcze stało. I to był chyba prawdziwy koniec Cesarstwa Zachodniorzymskiego.
piątek, 21 października 2005
Zdjęcia pachnące żywicą

John A. MacDonald, dagerotyp

Library and Archives Canada (czyli główna biblioteka i archiwum narodowe tego kraju) zawiera ponad 22 miliony zdjęć (prócz innych zbiorów naturalnie). Najstarsze sięgają lat 40-tych XIX wieku (i same w sobie są zabytkiem techniki fotograficznej), najmłodsze dokumentują dzień dzisiejszy Kanady. Pochodzą z różnych źródeł, z instytucji rządowych, firm a także z prywatnych zbiorów fotoamatorskich.
Framing Canada: A Photographic Memory to skromny kawałek tej gigantycznej kolekcji. Z różnymi motywami: portrety, miejsca, zabawne scenki.
Wśród nich kartka z pamiętnika oraz taki drobiażdżek dla miłośników dzieci i drobiu (również w wersji no smoking).
wtorek, 18 października 2005
Czarna Śmierć

The Black Death

W 1347 roku wybuchła w Europie epidemia dżumy. Przywędrowała prawdopodobnie z Azji, rozniosły ją stamtąd szczurze pchły.
Przyjmuje się, że do Europy przedostała się z krymskiego portu Kaffa nad Morzem Czarnym, węzła handlowego genueńskich kupców. W 1346 roku dżuma zaczęła się szerzyć wśród zamieszkujących te ziemie Tatarów. Tatarzy oblegli miasto, a kiedy choroba zdziesiątkowała ich szeregi, postanowili „podzielić się” nią z obrońcami. W okrutny sposób: z pomocą katapult wrzucali za mury ciała zarażonych zmarłych. Genueńczycy załadowali dobytek na statki i w pośpiechu ruszyli drogą morską do Italii. Dżuma zabrała się razem z nimi, zagnieździła się we włoskich miastach (w Genui, Wenecji), stamtąd szlakami handlowymi ruszyła na północ, na podbój całej Europy.
Zabiła jedną trzecią ludności kontynentu. Przemeblowała cały ówczesny świat. Kroniki opisywały szczególne doświadczenie izolacji i braku komunikacji między ludźmi: odsuwali się od siebie nawet bliscy, ze strachu przed zarażeniem. Pisały też o szukaniu winnych, o buntach przeciw władzom oskarżanym o brak reakcji. O opustoszeniu miast, z których w pierwszej kolejności uciekali bogacze - do swoich wiejskich rezydencji w których mogli się zabarykadować na długo. Przetrwały po tych czasach wizerunki lekarzy w przedziwnym przebraniu (peleryna, kapelusz, okulary, ptasi dziób na twarzy – w dziobie były perfumy i środki dezynfekcyjne, które miały zneutralizować trupie wyziewy. Chyba stąd wzięły się te ptasie maski weneckie).
Z czasów tej epidemii wyrósł Dekameron - księga z opowieściami o miłości, które snuli podczas zarazy młodzi florentczycy.

Tak mi się skojarzyło, bo dzisiaj media na okrągło piszą o nadciągającej "pandemii", milionach ofiar, ptakach które rozwloką zarazę jak te szczurze pchły (i które zaraz będą płonąć na współczesnych stosach ofiarnych). A mi się zawsze to co jest kojarzy z tym co już było, i wciąż mam wrażenie, że ludzie się niewiele zmieniają.
Pora na nowy Dekameron?
sobota, 15 października 2005
Świat pingwina

Najmniejsze pingwiny świata (Eudyptula minor) na nocnej przechadzce, fot. Greg Morud (Pete & Barb’s Penguin Pages)

Istnieje wiele błędnych przekonań dotyczących pingwinów: np. że są rybami albo ssakami; że mają futro i żyją tylko tam gdzie jest lód, w regionach polarnych.
A pingwiny to upierzone ptaki, wykluwają się z jaj, występują tylko na półkuli południowej (najdalej sięgają po równik, po wyspy Galapagos), pluskają się u brzegów Antarktydy, południowej Afryki, Australii, Ameryki Pd, Nowej Zelandii i w innych jeszcze miejscach zaznaczonych na tej mapie pochodzącej z chilijskiej strony o pingwinach.
Jest tego siedemnaście gatunków, od tych największych i najbardziej „reprezentacyjnych” (cesarski i królewski) po wersje mini, czyli nowozelandzkie pingwiny niebieskie (Eudyptula minor) wielkości małej kury (mają jakieś 25 cm wysokości), które żyją pod ziemią w norkach, pokazują się tylko nocą, chętnie wprowadzają się do budek przyszykowanych im przez ludzi (szczegóły w blue penguin).
No i są jeszcze pingwiny Linuxa, ale o nich tu nie piszą.
wtorek, 11 października 2005
Transkoleją po Syberii

Dworzec w Czelabińsku - koniec XIX wieku (The Trans-Siberian Railway)

Jest najdłuższą trasą kolejową na świecie: jej tory ciągną się przez prawie 9289 kilometrów. Kolej Transsyberyjska: biegnąca przez kawałek Europy (zaczyna się na Dworcu Jarosławskim w Moskwie) i przecinająca całą Azję (aż po Władywostok – trasa kończy się dokładnie w tym miejscu obserwowanym przez internetową kamerę).
Najlepszym przewodnikiem po tej żelaznej drodze jest internetowa encyklopedia The Trans-Siberian Railway. Opisuje wszystkie znajdujące się na trasie miasta i przynależne im strefy czasowe; mapy i plany współczesne oraz archiwalne (np. Środkowej Syberii z 1903 roku), mosty i tunele, transsyberyjskie rekordy (z różnymi „naj” typu kolejowy biegun zimna, w którym temperatura spada do minus 62 stopni C). Ma też ogromną kolekcję zdjęć (w tym portrety robotników lub takie osobliwości jak kolejowa cerkiew urządzona w wagonie) i sporo muzealnych eksponatów: stare bilety, propagandowe plakaty (ten akurat, z 1950-go, ostrzega, by „być czujnym na posterunku”); mundury i odznaki kolejarzy oraz inne takie szpargały.
I oczywiście omawia historię. A ta, pominąwszy pierwsze pomysły pociągnięcia takiej linii, zaczęła się w maju 1891 roku (wtedy oficjalnie ruszyła budowa, we Władywostoku). Kto budował? Ci, którzy chcieli i przyszli dobrowolnie (inżynierowie, chłopi) oraz ci których zmuszono (więźniowie i wojsko). Przeważali ci drudzy - carska Rosja, a po niej komunistyczny ZSRR, potrafiła sprawnie organizować i wykorzystywać tanią siłę roboczą, szczególnie skazywanych na Syberię zesłańców.
Zakończenie obwieszczono w 1903 r., choć jeszcze potem trwały prace nad odcinkiem wokół Jeziora Bajkał, które pierwotnie pokonywano na promach (o historii tego konkretnego odcinka kolei opowiada Circum-Baikal railway).
Tagi: ciekawe
20:50, dogin
Link Komentarze (4) »
niedziela, 09 października 2005
Bloginki
Na Blox.pl jest rubryka „Nowe notki”. Pojawiają się tam na bieżąco nowe wpisy z blogów. Czasem z tych przypadkowych linijek tekstu wpisywanych jedne pod drugim powstają zabawne miniwierszyki, które na własny użytek nazwałam bloginkami i które kolekcjonuję. A więc dziś, dla rozluźnienia atmosfery, dzieła (przypadkiem) zebrane, bez przeróbek, bez retuszu, zmieniania kolejności wersów itp:

Dziś rano obudził mnie...
Traktat o wilku stepowym
Kocie marudzenie

Co konie gryzą?
399 wpis

Ból istnienia
Bogdan chrapie!
Homo sapiens perversus

lubię posiedzieć sama ze sobą
Czy nie za nisko?

Mój blog, czyli co mnie skłoniło do jego założenia?
Sery bajery

WATCH THE STARS AND FROM THEM...
Nerwy mi puszczają
Włodzimierz C.

Ponowne narodziny?
Polska Służba Zdrowia
Deszczowa panienka

Kostka rosołowa;)
Niespodzianka dla Franka

pamiętnik to teraz blog taki...
mętlik w głowie

myślałam, że częściej sobie popiszę o tym, jak chudnę. to miał być dziennik... a co wyszło?
Mądrości z drzewa

Spacer nad Morzem Północnym...
...z alkomatem. Chciałbym go wpędzić w kompleksy i wprawić w zakłopotanie

Seba zaczyna...
Nie mogę
„O, Jaka szkoda...”

o kobietach z górnej półki
jak się umyje i uczesze to nawet laska jestem

cytat
„Sposób mówienia rzeczy”
Jerzy Engel
Refleksje ogólne

Ciąg dalszy być może nastąpi.
Tagi: ciekawe
18:50, dogin
Link Komentarze (4) »
środa, 05 października 2005
Petra i Nabatejczycy

“Skarbiec” – wizytówka Petry

Trudno zliczyć ile ludów i kultur przewinęło się przez Bliski Wschód – przychodziły, rozkwitały, upadały, ślad po nich ginął. Byli wśród nich Nabatejczycy, przypomnieni w ciekawy sposób przez autorów serwisu Nabataea.
Nabatejczycy w VI wieku pne przywędrowali na tereny dzisiejszej południowej Jordanii i tu założyli własne państwo. A ponieważ właśnie tędy przechodził „szlak mirry i kadzidła“ (łączący świat Śródziemnomorski z Indiami, Chinami i Arabią; którym transportowano m.in. drogocenne pachnidła) powodziło się im nieźle: czerpali zyski z nakładanych na kupców opłat, ze sprzedaży wody. Ale kiedy karawany zaczęły wędrować do Europy inną trasą przez Palmirę, to główne źródło dochodów się skurczyło. Trzęsienia ziemi i polityczne zawieruchy też zrobiły swoje, doprowadzając państwo do ostatecznego upadku.
I pewnie słuch by o nim zaginął, gdyby nie przetrwało po Nabatejczykach coś niezwykłego - stolica kraju, Petra (w ich języku Rqm). „Petra” to po grecku „skała”, w tym przypadku ma to szczególne znaczenie, bo miasto jest ukryte wśród skał i dosłownie w nich wykute. Od czasu arabskiego podboju przez Saladyna w XII wieku tkwiło tam zapomniane i opuszczone, dopiero w 1812 roku zostało na nowo odkryte przez Szwajcara Johanna Burckhardta (który dotarł do miasta w arabskim przebraniu, jako Ibrahim ibn Abdallah).
Droga do Petry wiedzie przez wąski skalny wąwóz o długości jednego kilometra, z widocznymi na ścianach niszami – „kapliczkami” dawnych bóstw (jest też mniejszy skalny tunel - niebezpieczny, bo po deszczach wartko spływa nim woda). Nabatejczycy zadziałali psychologicznie: z ciemnego wąwózu wychodzi się wprost na rozświetloną i mieniacą się kolorami fasadę ”Skarbca” i przez sam kontrast robi to ponoć niezwykłe wrażenie (na zdjęciach zresztą też). To najbardziej znana budowla Petry (nie wiadomo dokładnie do czego służyła – może była grobowcem albo biblioteką?). Warto poczytać o jej rekonstrukcji i przypomnieć sobie film „Indiana Jones i ostatnia krucjata” – kto to oglądał, mógł tą budowlę podziwiać w końcowych scenach (Indiana znalazł właśnie tam Graala). Polecam też panoramiczne zdjęcia tego właśnie miejsca – można się porozglądać wokół i popatrzeć w górę (tam gdzie spotykają się skały).
Po tym efektownym początku jest efektowny ciąg dalszy: fasady grobowców, teatr mieszczący ponoć nawet 10 tys widzów, kościoły, wielki klasztor z wysokim na 8 metrów wejściem (wpuszczającym światło do wnętrza) i innymi budowlami.
Dobre zdjęcia i opisy zawiera też inny przewodnik po Petrze, po polsku można poczytać o niej w Wikipedii. I na koniec widoki z dzisiejszej Petry i portrety wędrujących w okolicach Beduinów.
poniedziałek, 03 października 2005
Statystycznie rzecz ujmując...

Godło Korsyki (Eurominority)

Ameryki nie odkryję, jeśli powiem, że społeczność USA i Kanady to niezwykle urozmaicona mieszanka etniczna, kulturowa, językowa, religijna itd. Widać to wyraźnie w opracowaniu z uniwersytetu w Valparaiso, A Cultural Geography of the United States and Canada.
To zbiór map (w postaci plików .pdf niestety) obrazujących stopień wymieszania i rozmieszczenie wszystkich tych grup. A więc kolejno: mapy etniczne, pokazujące największe skupiska Greków, Francuzów, Norwegów, Polaków, Rosjan, Niemców; Kubańczyków, Meksykanów i wielu innych nacji. I bardziej ogólne (ze skupiskami ludności azjatyckiej, murzyńskiej, Indian), także niejako „w negatywie” (na mapach obrazujących obszary, w których procent tej ludności jest najmniejszy).
Podobnie zilustrowane są tutaj kwestie językowe, religijne czy polityczne (w tym mapy pokazujące preferencje wyborcze w skali kraju oraz np. poparcie dla kary śmierci).
I dla równowagi między Starym i Nowym Światem: serwis Eurominority. Też o mniejszościach, ale w Europie. Kolejno według krajów (np. mniejszości w Bułgarii: Mecedończycy, Turcy, Cyganie); według rodzaju konfliktu i wysuwanych żądań (autonomia, niepodległość itp.).
Tagi: ciekawe
10:46, dogin
Link Komentarze (3) »