Internet według Doroty, czyli subiektywny przewodnik po ciekawych stronach WWW
RSS
wtorek, 31 października 2006
Dubaj, miasto cudów

Przepis na miasto: trochę Nowego Jorku, trochę Paryża (Falconcity)

Zawsze mnie interesowały miasta-dzieła sztuki, miasta idealne. Zaprojektowane, by zachwycać, olśniewać i kształtować człowieka (idealnego rzecz jasna). Takie jak Brasilia i szereg innych.
No i proszę, rośnie coś takiego w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, w Dubaju. Falconcity, Sokole Miasto (sokół to ptak widniejący w godle ZEA).
Moje etnograficzne ucho jest wyczulone na mityczne tony. A tu się roi od mitycznych odniesień. "Dubai is in every sense a living wonder of the modern world; it is an ideal example of progress. A city driven by bold, inspired, and visionary leadership". Albo to: "This is the project that honors mankind through its various civilizations, a project that could inspire generations about the power of the human spirit. This is where the world will see its past, its present and its future".
I teraz uwaga: czym zamierzają olśnić świat. Wybudują sobie Wieżę Eiffla, Wielką Piramidę (tyle że większą), Krzywą Wieżę w Pizie, Taj Mahal, Wielki Mur (ma pełnić rolę płotu odzielającego dzielnicę mieszkalną od parku tematycznego) i inne cuda świata. I w tym wszystkim będą luksusowe apartamenty, biura, sklepy, ekskluzywne lokale.
Mamy niepowtarzalną okazję by patrzeć, jak ludzie wyobrażają sobie Raj na Ziemi. Zbudowany za petrodolary.

A ponieważ Wszystkich Świętych jutro, przypomnę coś, o czym warto pamiętać. Że człowiek umiera trzy razy.
wtorek, 24 października 2006
Rok 1956: pomniki i czołgi

Fot. Tibor Szentpétery  (1956)

Rewolucje zaczynają się zawsze od symboli. Trzeba jakiś symbol obalić, aby pokazać, że zrywa się z przeszłością. I trzeba jakiś wznieść, by mieć coś, co zjednoczy niesione rewolucyjnymi nastrojami tłumy.
Te symbole to często pomniki. Powstanie na Węgrzech zaczęło się od manifestacji pod pomnikiem Józefa Bema (w imię solidarności z Polską), we wtorek 23 października 1956 roku. Wieczorem tego samego dnia obalono Stalina - wielki posąg mający przypominać Węgrom, kto trzyma ich na smyczy. Obalono go i poniżono - bo taki jest los pomników niechcianych, postawionych wbrew czyjejś woli (podobnie było np. z pomnikiem Lenina w Krakowie, po 1989). W tym archiwalnym filmie widać jeszcze więcej symbolicznych zachowań: palenie radzieckich książek, obalanie pięcioramiennej gwiazdy.
Symbolem węgierskiego powstania stała się dziurawa flaga - węgierski sztandar z wyciętym emblematem komunistycznym. Łopotała nad zdobytymi przez powstańców czołgami, nad barykadami. Były też hasła wypisywane na murach, np. "Ruszkik haza!" (Rosjanie do domu!).
Rosjanie faktycznie poszli, ale tylko na chwilę. 4 listopada rozjechali Węgry czołgami.
Nie będę tu streszczać historii powstania (pod wieloma względami było podobnie jak w Pradze). Ale polecam węgierski serwis 1956 (na szczęście jest też po angielsku). Opisujący co się działo dzień po dniu, z godzinami nawet.
I drugi, Hungary 1956 (w tym zdjęcia, filmy i nagrania). M.in. z apelem premiera Imre Nagy'ego, wygłoszonym w Radiu Kossuth w chwili inwazji, o 5.20 rano - do Węgrów i do "całego świata". Powtarzany przez radio po angielsku, francusku, niemiecku, rosyjsku, czesku i polsku:
„O świcie wojska radzieckie zaatakowały naszą stolicę z oczywistym celem obalenia legalnego, demokratycznie wybranego rządu Węgier. Nasze oddziały walczą. Rząd jest na swoim posterunku. Informuję naród węgierski i świat o tym fakcie”. Po nim mówił jeszcze pisarz Gyula Háy: „Wzywamy pomocy intelektualistów wszystkich krajów. Nasz czas jest ograniczony. Wszyscy znacie naszą sytuację. Nie ma potrzeby powtarzać. Pomóżcie Węgrom. Pomóżcie pisarzom, uczonym, robotnikom, chłopom i całej węgierskiej inteligencji. Pomóżcie! Pomóżcie! Pomóżcie!” (Polska.pl).
A "świat się dowiedział, nic nie powiedział".
Tagi: historia
22:37, dogin
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 16 października 2006
Pompeje zastygłe

Terentius Neo i jego żona (Archeogate)

Czasem w bursztynie trafia się zatopiony owad. Pompeje przypominają takiego owada - z tą różnicą, że zamiast w bursztynie zastygły w popiele.
24 sierpnia roku 79 z Wezuwiusza strzeliły słupy ognia, wielka chmura przysłoniła słońce, na miasto posypały się popioły i kamienie, powietrze wypełniły trujące opary siarki. Wybuchła panika, ludzie zaczęli uciekać. "W nasze ślady poszedł przerażony tłum, bowiem w niebezpiecznych sytuacjach uważa się za rozsądne i bardziej słucha cudzych rad niż siebie samego" - napisał Pliniusz Młodszy, który patrzył na to z drugiej strony zatoki. "Zanim się obejrzeliśmy ogarnęła nas ciemność, nie taka, jak pozbawiona blasku księżyca lub pochmurna noc, lecz taka, jak w zamkniętym pomieszczeniu, kiedy zgaszą lampę. Wtedy rozległ się lament kobiet, płacz dzieci, okrzyki mężczyzn: jedni nawoływali swych rodziców, drudzy dzieci, inni zaś małżonków (...); byli i tacy, którzy ze strachu przed śmiercią błagali o śmierć, wielu wyciągało ramiona do bogów niebieskich, inni wykrzykiwali, że nie ma już bogów i spadła na świat ostatnia, wiecznie trwająca noc" (list do Tacyta, z polskiej strony Pompei Serwis. Zachęcam do przeczytania - opisane tu reakcje ludzkie są tak "współczesne", ludzie zawsze w takich sytuacjach zachowują się podobnie).
Pompeje przykryła 5-6 metrowa warstwa popiołów. Zasypały budowle i ludzi - ich poskręcane, przyciśnięte do ziemi ciała odcisnęły się w miękkich popiołach jak w formie (później zrobiono z nich odlewy). Ciała zwierząt też - jak tego psa, który nie zdołał urwać się z uwięzi.
"Psa który ostrzegał nikt nie spuścił z łańcucha
Zastygł
Pysk otwarty
Łapy w próg wtopione"
(Jacek Kaczmarski, Pompeja)
Po wiekach odkopano mury, odkryto niezwykłe freski, mozaiki, przedmioty codzienego użytku. Proszę zobaczyć w servius.org - Pompeii. Są tu barwne ścienne malowidła, antyczne karykatury, piękna mozaika z podobizną Aleksandra Macedońskiego, wizerunki zwierząt, kolorowe detale, piękne portrety mieszkańców miasta - jak ten powyżej.
A gdyby teraz spadły na nas popioły? Co by zostało prócz odciśniętych poskręcanych form?
sobota, 07 października 2006
Cenzor listy czyta
 
"Opened by censor" - list z Indii do Szwajcarii (1944)

Mam w szufladzie parę kopert z czasów stanu wojennego, ze stemplem "Ocenzurowano". Są z boku rozcięte i spięte zszywaczem. Pan (pani) cenzor poczytał i łaskawie przepuścił dalej.
Podobna praktyka czytania cudzych listów i decydowania o ich losie była znana i stosowana w wielu różnych krajach i różnych czasach, dowodem Censored and Military Postal History. To serwis o cenzurze wojskowej, choć część miejsca poświęca też cywilnej. Z wieloma przykładami pocztówek i listów, na których cenzura zostawiła ślad w postaci pieczątki z nazwą i numerem urzędu odpowiadajacego za kontrolę korespondencji.
Z pierwszej wojny na przykłąd, z ziem czeskich, wchodzących jeszcze wtedy w skład Austro-Węgier, z zestawem cenzorskich pieczątek; z Finlandii (z rosyjskimi nadrukami).
Najwięcej przykładów pochodzi z drugiej wojny. Brytyjskie z zamorskich terytoriów (brązowa koperta z Hong Kongu., z naklejonym paskiem "Opened by censor") i z samych Wysp, listy amerykańskie (kiedy USA przystąpiły do wojny, uruchomiono machinę cenzorską, w najgorętszym okresie zatrudniającą ok. 10.000 ludzi), z okupowanej przez Niemców Skandynawii i innych obszarów. Przy tym ostatnim jest ciekawy załącznik - lista powodów, dla których list można było zawrócić do nadawcy. Te powody to np. nieczytelne pismo i przyklejone fotografie, ale także niedopuszczalny język - czyli esperanto lub hebrajski; niedopuszczalna długość listu (można było maksimum 4 strony zapisać) albo niewłaściwy adres, czyli "wrogi" kraj.

I tak bez związku: aktualności polityczne najbardziej lubię w takiej postaci (to mp3 z Piwnicy).
niedziela, 01 października 2006
Grecy w Polsce

Wojna domowa w Grecji - żołnierze armii rządowej w Konitsa (Contemporary Greece)

Podobno najbardziej greckim miastem w Polsce jest Zgorzelec. Stał się takim po II wojnie, kiedy dotarła do nas fala uchodźców politycznych z Grecji.
Skąd się wzięli? Wskutek wojny domowej, toczonej od 1946 do 1949 roku. Z jednej strony barykady stała komunistyczna partyzantka (wspierana przez Jugosławię, wcześniej walcząca z Niemcami), z drugiej - armia prawicowego rządu (wspomaganego przez Brytyjczyków i USA). Wojna była krwawa i okrutna - z obu stron. W The Civil War in Greece (rozdział z A short history of Greece) wyczytałam, że więcej ludzi zginęło w jej czasie niż podczas wcześniejszej okupacji kraju! Wspomniany jest tu też taki epizod: zarządzone przez komunistów wywiezienie 25 tys. dzieci, do krajów "bliskich ideologicznie".
Ostatecznie armia rządowa zwyciężyła, lewica skapitululowała (ciekawe swoją drogą: jak potoczyłaby się historia, gdyby wynik był odwrotny?). Ok. 150 tys. Greków i Macedończyków poszło na emigrację, z tego około 12,3 tys. trafiło do Polski. Zgrupowano ich właśnie w Zgorzelcu, osiedlali się też w dolnośląskich wsiach i w miastach w innych regionach kraju (byli np. w Krakowie, pracowali tu w nowohuckim kombinacie). "Wiele spośród nich zdobyło średnie i wyższe wykształcenie. Stworzyli więc inteligencję, której emigracja grecka nie miała przybywając na Ziemię Lubuską" (to z artykułu Mieczysława Wojeckiego o greckiej emigracji w Polsce).
Stathis Jerpoulos, jeden z "polskich Greków" rodem z macedońskiej Noti, wspomina: "Zaczęto nas upychać do pociągów. Nikt nie wiedział gdzie te pociągi pojadą i nas wywiozą. Wiadomo było tylko tyle, że pojadą to krajów socjalistycznych, które zgodziły się przyjąć uchodźców z Grecji. (...) Miałem wtedy 10 lat i kurczowo trzymałem się za ręce z moim rodzeństwem. Oddzielili nas od rodziców. Wraz z trzema siostrami i młodszym bratem trafiliśmy do składu jadącego do Polski. Jedna z sióstr trafiła do ZSRR, konkretnie do Taszkentu w dzisiejszym Uzbekistanie. Rodzice jak się potem okazało pojechali do Czechosłowacji".
Wojna była ideologiczna, dramaty jednak bardzo ludzkie. Jak zwykle.