Internet według Doroty, czyli subiektywny przewodnik po ciekawych stronach WWW
RSS
niedziela, 31 maja 2009
Napiętnowani przez Google'a

Mapa Tokio z XVII w (David Rumsey Historical Map Collection)
 
Wśród wielu niedawnych doniesień o Google'u zaciekawiło mnie szczególnie jedno, dotyczące Japonii. Poszło o stare mapy, udostępniane w Google Earth, dające się "nałożyć" na obecne kształty Tokio, Kioto czy Osaki. Bo oprócz tego, że widać wtedy jasno, jak miasta się rozbudowały, to równie jasno zobrazowane są także miejsca zamieszkane kiedyś przez "burakumin" - japońskich "niedotykalnych" (sprawę opisał np. The Times).
Kim byli ci burakumin? To ludzie, parający się niegdyś "nieczystymi" zawodami, związanymi ze śmiercią (np. grabarz, rzeźnik, kat). W II-III wieku oznaczano ich tatuażami, będącymi w Japonii symbolem kary. Nie wolno im było nadawać imion ani nazwisk - oznaczano ich tak, jak zwierzęta - numerami ewidencyjnymi. Ich status wykluczonych utrwalił się ostatecznie i obrósł kolejnymi zakazami w okresie Tokugawa (1603- 1868) (więcej o nich - w tekście Burakumin w Japonii).
Oficjalnie w Japonii dyskryminacji burakumin dziś nie ma. Równość zapisano w konstytucji. Ale wciąż zdarza się, że przed planowanym ślubem rodziny zatrudniają detektywów by wyśledzili, czy przypadkiem narzeczony nie ma przodków z tej kasty. Albo firmy na życzenie klientów sprawdzają, czy sąsiedztwo planowanej inwestycji nie jest związane z burakumin. Wartość nieruchomości położonej w takiej dzielnicy jest niższa itd. Wszystkie takie przypadki gromadzi i opisuje Buraku Liberation and Human Rights Research Institute - organizacja, która walczy z dyskryminacją potomków niedotykalnych.
I w to wpisuje się sprawa Google'a: stare mapy ułatwiają identyfikację "wykluczonych", dając jasną topograficzną wskazówkę, gdzie mogą żyć ich potomkowie.
Ciekawe, jak z tego wybrną. Podobno mają zmodyfikować legendę mapy. Taka kosmetyka przeszłości.   
czwartek, 07 maja 2009
Świat według mrówki

Mrówka ścinająca liście - grzybiarka parasolowa. Fot. Kim Jinsuk(Animal Photo Album)

"Zamieszkuje ludzkie siedziby. (...) Na gniazda zaadaptowane mogą być też mniej 'typowe' miejsca jak niedomknięte pudełka czy kasety video" - poucza Formicopedia - Baza Mrówczej Wiedzy w rozdziale o mrówkach faraona. Wymagania lokalowe te mrówki mają faktycznie niewielkie. Kiedy mnie nawiedziły wiele lat temu (w dwóch turnusach - pierwszy jakoś zbiegł się ze stanem wojennym, i mrówki w słusznym proteście się wtedy wyprowadziły), królową z przychówkiem zdarzało mi się nakryć np. w orzechu (model "mrówka inside") lub zwiniętej gazecie. Żywiły się też czym chata bogata - pielgrzymowały karnym łańcuszkiem do każdego okruszka chleba, za mięsem wręcz szalały. Ciekawa sprawa była z cukrem - interesował się nim tylko pierwszy turnus, drugi zaś go ignorował. O linię dbał, czy co - nie wiem.
Faraonki pochodzą prawdopodobnie z Afryki (choć wspomina się też o Ameryce Południowej), są więc ciepłolubne. Dlatego tak uwielbiają bloki - bo mogą się w takim ludzkim mrowisku za darmo grzać przy kaloryferze. Faktycznie - gdy się robiło zimno, momentalnie chowały się gdzieś po kątach. I do lodówki nie wchodziły, aby szoku termicznego nie doświadczyć.
To samo źródło podaje, że faraonki bywają mylone z mrówką złodziejką. Nazwa jest słuszna, gdyż mrówka ta utrzymuje się z rozbojów - mieszka w pobliżu lub wręcz wewnątrz gniazd innych gatunków i łupi ich zapasy pożywienia. Potrafi nawet pożerać ich larwy i poczwarki.
I to wcale nie jest wyjątek, w świecie mrówek zdarzają się bowiem rzeczy wstrząsające: niewolnictwo i inne formy pasożytnictwa społecznego (to opis z serwisu Myrmekologia). Podczas działań zbrojnych takie mrówki się nie patyczkują ("potężne siły amazonek wdzierają się do mrowiska ofiary i przebijają swymi sierpowatymi żuwaczkami każdą robotnicę, która próbuje się im przeciwstawić. Potem chwytają poczwarki i uprowadzają je do swego gniazda, gdzie są one wychowywane na niewolnice" - to cytat z tego samego źródła). Niektóre gatunki podczas takich akcji stosują broń chemiczną: rozpylają w powietrzu substancję działającą na ofiary jak bardzo silny środek psychotropowy. "Zdezorientowane ofiary zaczynają biegać w kółko i stają się niezdolne do obrony potomstwa, spokojnie wynoszonego przez najeźdźców".
I żeby nie było tylko tak dramatycznie, polecam też rozdział o porozumiewaniu się mrówek - np. o tym, jak po znalezieniu jedzenia ciągnie taka do gniazda szlak zapachowy (a potem po nim idzie cała procesja tragarzy); jak mrówki odczytują "zapach kolonii" i co wyrażają głaszcząc się czułkami. I nie tylko głaszcząc ("by uzyskać kroplę spadzi od mszycy, mrówka bębni ją po odwłoku swymi czułkami". Taka oryginalna technika dojenia).
Ciekawy ten świat mrówek.
sobota, 18 kwietnia 2009
Rowery niepospolite

Rower Anytime, fot. Amy Stoddard (donttakemyscreenname's photostream)
 
Ponad 900 zgłoszeń z 55 krajów i 20 finalistów - tak w liczbach można streścić międzynarodowy konkurs dla projektantów rowerów, International Bicycle Design Competition, który odbył się w marcu na Tajwanie.
Do ścisłego finału trafiły przekształcalne rowery-transformersy, pojazdy z małymi, dużymi i mieszanymi (większe i mniejsze) kółkami - zresztą najlepiej samemu obejrzeć w tej galerii na Flickrze. Główną nagrodę zdobył model +x (też z serii przekształcalnych - widać taki trend teraz panuje). Zaraz po nim był Anytime z doczepialnym silniczkiem. I jeszcze jeden, tym razem ze wspomaganiem naturalnym - WinSolar, posiłkujący się energią Słońca i wiatru (oprócz tej powstałej ze zwykłego wyciskania pedałów oczywiście).
To oczywiście projekty, co z tego się przyjmie - zobaczymy.
I skoro o nietypowych rowerach, to warto obejrzeć te określone jako Special, Unusual & Alternative. Generalnie jest tu o pojazdach roweropodobnych, rikszach, trójkołowcach, czterokołowcach, tandemach, velomobilach (takie małe bolidowate trójkołowe coś), rowerowych chopperach (wzorowanych na motocyklach).
Najdziwiniejszy jest tu chyba ten okaz dla siedmiu osób. Jedna osoba kieruje, reszta dostarcza energii. Całość przypomina dziecięcą karuzelę, która wszelako się nie kręci ale jedzie przed siebie. To już chyba transport zbiorowy a nie swobodna jazda na dwóch kółkach.
A na koniec różne rowerowe piosenki.
I przypomnienie tego, co już tu kiedyś było: nostalgicznie o cyklistach z uroczym regulaminem jazdy na kole...
Tagi: ciekawe
14:50, dogin
Link Komentarze (1) »
niedziela, 05 kwietnia 2009
Taksówkami po świecie

Londyńska taksówka - Austin FX3 z lat 50-tych (London Vintage Taxi)

"New York City's 12,487 yellow medallion taxicabs serve about 240 million passengers each year". 240 milionów pasażerów taksówek rocznie w samym Nowym Jorku. Nieźle.
Trasy są na pozór chaotyczne. Ale jak się im bliżej przyjrzeć, widać w nich pewną prawidłowość. W krótkim filmiku BBC z serii "Britain from Above", Taxis in London trasy 380 taksówek wyposażonych w GPS-y zostały naniesione na mapę Londynu. Streszczają jeden dzień z życia miasta i oddają rytm londyńskiego życia: od porannej galopady w stronę centrum do nocnych powrotów z balang w kierunku przeciwnym.
O taksówkach sporo można dowiedzieć się z Taxi Library, serwisu Charlesa Rathbone'a, też zresztą taksówkarza (przejeździł 25 lat w San Francisco). Mnóstwo tu archiwaliów z przedmotoryzacyjnych czasów, kiedy to funkcję taksówek pełniły powozy konne. Są na przykład zdjęcia amerykańskiego pisarza i dziennikarza Vance'a Thompsona z początku ub. wieku, pokazujące ówczesnych woźniców z Londynu, Paryża, Dublina, Nowego Jorku i Wenecji (tu oczywiście fotografował taksówkarzy wodnych, czyli gondolierów). Jest kolekcja zdjęć i pocztówek z pierwszymi taksówkarkami w Paryżu. Ochotniczki do zawodu zgłosiły się już w 1906 roku, po zdaniu egazminów - m. in. z powożenia, końskiej medycyny, znajomości zasad jazdy i geografii miasta - w roku następnym wyjechały na ulice. Wzbudziły sensację, pionierskie kursy odbywały w otoczeniu chmary dziennikarzy paryskich gazet i fotoreporterów.
Albo takie ciekawostki: Chauffeur Badges - wielka kolekcja tabliczek wozów z USA i Kanady (z wygrawerowanym numerem, nazwą miasta itp); oraz skromniejszy zbiorek zdjęć taksówkarskich "kogutów" z Japonii.
==================================================
PS. Niedawno temu blogowi stuknęło pięć lat. Pierwszy (próbny) wpis pojawił się na nim 20 marca, dotyczył świni Rebelii. Nie wiem czy Rebelia nadal ma się dobrze - wrocławskie zoo o niej milczy. 
Podstawowa obserwacja po tych pięciu latach opisywania serwisów jest taka: strony szybko znikają. Szczególnie polskie - czasem zmieniają adres a czasem giną bezpowrotnie. Wytrwałości brakuje, konsekwencji?
"Historians face a "black hole" of lost material unless urgent action is taken to preserve websites and other digital records" (Websites 'must be saved for history'). Warto to przeczytać i pomyśleć, co się zachowa z tych wszystkich naszych stron i blogów. Może mniej niż z czasów, w których pisano wyłącznie na papierze.
Tagi: ciekawe
21:01, dogin
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 23 marca 2009
Znaki na kamieniu

Znak z kamienia w East Kirk of St Nicholas (Aberdeen City Council)

Czasem są wyraźne, czasem giną wśród rys i żłobień. Większość jednak jest niewidzialna, bo ukryta w murze. Znaki kamieniarskie - swoiste podpisy, zostawiane przez średniowiecznych budowniczych katedr.
Mają rozmaite kształty. Figury geometryczne (trójkąty, pięciokąty), abstrakcyjne rysunki, narzędzia pracy (np. młot), krzyże, litery alfabetu, będące być może inicjałem imienia. Część tych znaków nanoszona była przez robotników pracujących w kamieniołomie, inne pochodzą z warsztatów kamieniarskich - taki sposób oznakowania pomagał w ustaleniu, ile dokładnie kamieni dany pracownik ociosał (czyli: za ile mu trzeba zapłacić), i czy zrobił to tak, jak należało. Znaki takie mogły być dziedziczone (i w trakcie tego procesu nieco modyfikowane).
Jest też inna kategoria: znaki konstrukcyjne. To wyżłobione na ścianach kamiennych bloków i rzeźb "instrukcje" określające położenie takiego klocka w całej strukturze budowli - na której ścianie, na jakim poziomie itp. Murarz dzięki temu nie musiał się zastanawiać, czy ten element układanki akurat w tym miejscu pasuje i czy całość się nie rozsypie.
Oto przykłady znaków z Katedry w Chartres (schematy i lokalizacja - po wybraniu któregoś z nich przeskakuje się do bazy zdjęć).
Z ciekawego serwisu Album Romański (do którego pewnie jeszcze kiedyś tu wrócę) przykład osobliwy: znak z kolegiaty w Kruszwicy. To "wirujący krzyż" - swastyka, symbol solarny.
I jeszcze coś o lapicydach (od łacińskiego lapis - kamień) - kamieniarzach dawnego Wrocławia i znakach, które zostawili na Ratuszu i w świątyniach (w tutejszej katedrze znaleziono 70 znaków kamieniarskich).
Dla ciekawych: książka Jeana Gimpela "Jak budowano w średniowieczu". Adresu nie podaję, bo to pozycja ze świata analogowego :-)

czwartek, 12 marca 2009
W sercu Bombaju

Zaułek w Kumbharwada

Leży w sercu Bombaju, zajmuje około 223 hektary. Trudno powiedzieć, dla ludzi jest domem - liczbę jej mieszkańców szacuje się w przedziale od 500 tys. do miliona. Tak w liczbach wygląda dzielnica Dharavi, o której głośno ostatnio z powodu obsypanego Oscarami filmu "Slumdog. Milioner z ulicy".
Filmu nie widziałam, więc polegać będę na tym, co oferuje mi Urban Typhoon lub powiązany z nim dharavi.org - społecznościowy serwis poświęcony tej części Bombaju.
A opisuje na przykład "Nagars" - jednostki, których w obrębie całej dzielnicy jest ponad 80. Jedna z nich, 13 Compound, specjalizuje się w recyclingu wszystkiego, co tylko da się temu procesowi poddać i odzyskać plastik, papier, metale. Wszystko to odbywa się na ciasnych podwórkach, między domami. I obok zanieczyszczonej rzeki (warto zerknąć na to zdjęcie, przedstawiające ścianę domów nad jej lustrem)
Do najbardziej zatłoczonych (jakimś cudem obliczyli, że przypada tu 336,643 ludzi na kilometr kwadratowy!) należy leżący w centralnej części Dharavi Chamra Bazaar. Tu też roi się od małych warsztatów bazujących na sile ludzkiej: wytwarza się tu ceramikę, skóry, nawet nici chirurgiczne.
Serwis nie powstał po, to, aby epatować obrazami nędzy i powtarzać do znudzenia słowo slums (zresztą w tym tekście przedrukowanym z New York Times'a tłumaczą, dlaczego to w odniesieniu do Dharavi niewłaściwy termin). Publikuje też eseje i opracowania dotyczące samej dzielnicy i projektów zmian (takie na przykład porównanie przestrzeni miejskiej dzielnic Tokio i Dharavi - z fotomontażami - złożeniami zadziwiająco podobnych widoków ulic obu organizmów miejskich).
Tagi: miasta
00:35, dogin
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 lutego 2009
Google szuka w przeszłości


Tak The New York Times poinformował o zatonięciu Titanica (Times Machine)

"Nowina jest zawsze nowiną, bez względu na to, kiedy została wydrukowana". Nie pamiętam czy dokładnie tak to brzmiało, ale sens miało właśnie taki. Wyczytałam to dawno temu w pewnym fajnym opowiadaniu Grahama Greene'a.
No to dwie nowiny z przeszłości (nowina z przeszłości to chyba starowina?):
Soviet Accepts Poland's Offer, Halts Red Army ( i dalej: "Bolsheviki Have Stopped March on Warsaw and Fallen Back, Paris Hears from Moscow.") - czyli relacja pana Edwina L. Jamesa z lipca 1920 roku dla "The New York Times'a", o trwającej wówczas wojny polsko - bolszewickiej.
I kolejny artykuł, też z NYT, ale wcześniejszy, z 16 sierpnia 1914: Names King for Poland. Wysłany z Petersburga, opisujący rosyjską obietnicę autonomii dla Polaków; ulotkową akcję propagandową prowadzoną przez Niemcy (z obietnicą "nieba na ziemi dla wszystkich, którzy staną przeciwko Rosji") oraz austriacką propozycję, by Królem Polski został arcyksiążę Karol Stefan Habsburg). Dalej na paru szpaltach ściele się tzw. tło historyczne, od Mieszka (tu w wersji Mieczysław) począwszy.
Co ciekawe, te stare artykuły występują w swoim "środowisku naturalnym" - czyli dokładnie tak, jak zostały przez dawnego redaktora ułożone na stronie. Czyli widzisz dokładnie to, co widział czytelnik tej gazety sprzed stu lat.
Tak działa Google News Archive Search, wyszukiwarka newsów historycznych Google'a. Łazi to po archiwach prasowych dostępnych w sieci (NYT ma takie zbiory od pierwszego numeru z 18 września 1851: oto przykładowa strona gazety z szokującą czołówką o zatonięciu Titanica w 1912); przeszukuje też Google Books. Niestety nie zawsze można taką stronę obejrzeć - część zasobów jest płatna, więc za darmo można przeczytać tylko początek tekstu, resztę - po dokonaniu operacji "wrzuć monetę".
Dodatkowo przy szukaniu jest opcja Show Timeline. Na wykresie pokazują, w jakich latach szukane słowo jest szczególnie mocno "rozrabiane" w prasie i literaturze (np. przy haśle Poland strzela do góry smukły komin przy przełomie lat 30 i 40 XX w., bo wiadomo - wojna. Potem jeszcze takie kominki wyrastają na poczatku lat 80-tych, i też wiadomo: Solidarnośc i stan wojenny).
Można oczywiście pomarudzić, że to bardzo amerykańskocentryczny serwis, że ichniejsze gazety, ale kiedyś może będziemy sobie tak swobodnie i nasze archiwalne pisma przeszukiwać? Albo choćby oglądać strona po stronie, tak jak tu: Tygodnik Ilustrowany i Chimerę.
piątek, 13 lutego 2009
Piłsudski i Ajnowie



Nazwisko Piłsudski zazwyczaj wywołuje jedno skojarzenie: z Naczelnikiem i Marszałkiem. Ale oprócz Józefa istnieje jeszcze inna, mniej znana postać o tym nazwisku - jego brat, etnograf Bronisław Piotr Piłsudski.
Ciekawa postać. W 1887 roku aresztowany przez carską policję i za kontakty ze spiskowcami szykującymi zamach w Petersburgu skazany na 15 lat katorgi na Sachalinie (jego brat „zarobił” wtedy 3 lata). 3 sierpnia owego roku wylądował we wsi Rykowskoje, gdzie karczował las, pracował w oborze i jako cieśla (polecam garść jego listów stamtąd). Ale jednocześnie właśnie tam, na zesłaniu, zaczął prowadzić badania etnograficzne nad kulturą Ajnów - zadziwiającym (także z powodu cech fizycznych - brak skośnych oczu, długie głowy, obfite - niektórzy mówią nawet że najobfitsze na świecie - owłosienie) ludem o zagadkowym pochodzeniu. I to właśnie dzięki niemu udało się udokumentować język, życie i zwyczaje tego ludu na wymarciu. Piłsudski zarejestrował np. ich śpiewy, na pokrytych woskiem cylindrach (ówczesny cud techniki - oto odczytany z takiego nośnika fragment pieśni w mp3). Do Ajnów wracał nawet po zakończeniu kary, prowadząc dalej badania i wydając prace na ich temat (i nie tylko - zakochał się w piękności o imieniu Chuhsama, miał z nią polsko-ajnowskie dzieci).
Wrócił do Polski - jeszcze pod zaborami - mieszkał m.in w Krakowie i Zakopanem; jeździł po świecie z odczytami. Zginął w Paryżu w maju 1918 roku. Utonął w Sekwanie.
Na koniec jeszcze taka wystawa o Ajnach. I wyjaśnienie: słowo Ajnu, którym się określał ten lud, znaczy po prostu „człowiek”.

piątek, 06 lutego 2009
Polityka statystycznie

Energy, health, service - te słowa najczęściej padały w minionym roku w amerykańskim Kongresie. Wiadomo nawet, ile razy padały (np. królujące na tej liście „energy” w ciągu roku padło 48,977 razy).
To jedno z możliwych zestawień, jakie serwuje Capitol Words. W ofercie ma też statystyki dotyczące dnia, tygodnia, miesiąca. I mapę, na której poszczególne stany czerwienieją stosownie do liczby używanych przez ich reprezentantów słów.
Są nawet podsumowania dla samych kongresmenów - taka Dianne Feinstein na przykład w ciągu ostatniego roku 209 razy użyła słowa „kalifornia” (co nie dziwi, bo reprezentuje Kalifornię), a republikanin Thomas Coburn - słowo miliard (562 razy; zaraz potem w jego zestawieniu jest „money”).
I jakby tego było mało - można sobie porównać dwa słowa lub grupy słów. Porównałam „money” i „country” - (oto co wyszło).
Ciekawe, jak by takie zestawienie wyglądało u nas. W przełożeniu na kraj, region, osobę.

Ciekawe.

Tagi: ciekawe
17:34, dogin
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 stycznia 2009
Obrót o 360 stopni

Z serwisu 360portugal.com

Już kiedyś o wirtualnych panoramach tu było. Ale nie o tym serwisie: 360cities.net, no więc dorzucam.
Panoramy można sobie tu wybierać z listy - według krajów i miast, a także fotografów. To konkretne miejsca atrakcyjne turystycznie oraz np. siedziby firm. W Krakowie można zwiedzać m.in. Rynek Główny i podwawelski rewir Smoka Wawelskiego (aczkolwiek listę otwiera panoramiczna prezentacja gabinetu stomatologicznego - gdyby ktoś chciał sobie fotel i przyrządy do wiercenia pooglądać z bezpiecznej odległości).
No ale Kraków jest pod ręką, lepiej więc połazić po innych miastach: po Damaszku w Syrii, Buenos Aires w Argentynie i kilkudziesięciu innych miejscach.
Kto woli Portugalię, to może skoczyć do innego serwisu z wirtualnymi panoramami - 360portugal.com. Wybór i przekrój miejsc do oglądania jest tu większy - są zamki, twierdze (niezwykła Tomar na przykład), krajobrazy, stanowiska archeologiczne (Conimbriga np.) i wiele innych ciekawych miejsc.

I jeszcze jedno znalezisko, tym razem polskie i do czytania raczej niż do oglądania: Osoboteka, internetowy „system bibliografii osobowej”. To po prostu indeks alfabetyczny - wybierasz z niego nazwisko i dostajesz listę stron, na których się ono pojawia. Taki słownik bibliograficzny, tyle że zbierający materiały z internetu.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 41