Internet według Doroty, czyli subiektywny przewodnik po ciekawych stronach WWW
RSS
niedziela, 18 stycznia 2009
Cień Frankensteina

Rysunek - Dick Wright, 2001

Monstrum zabijające ludzi? Budzący litość wytwór nieodpowiedzialnego naukowca? Różnie można Frankensteina pojmować i różnie go pokazywać. Dowodem świetny serwis FrankensteinFilms.com, omawiający zarówno ekranizacje, jak i rozmaite sposoby odczytania legendy (jak na tym rysunku powyżej - gdzie jest komentarzem do współczesnej debaty o klonowaniu).
Więc co jest takiego w tej postaci, że od 200 lat wciąż nie daje o sobie zapomnieć?
Na początku była książka: "Frankenstein, czyli nowy Prometeusz". Mary Shelley napisała ją w 1817 roku (miała wtedy zaledwie 20 lat). Pomysł zrodził się rok wcześniej, podczas letniego wypoczynku nad jeziorem Genewskim, m.in. w towarzystwie przyszłego męża (Percy Bysshe Shelley) i lorda Byrona (tego romantycznego od "Giaura"). Całe towarzystwo umilało sobie pobyt opowieściami o duchach.
W powieści Shelley duchy jednak nie straszą. Zamiast nich jest student filozofii naturalnej, Victor Frankenstein (jego nazwisko często przypisuje się właśnie potworowi) oraz istota, którą powołuje do życia - wielki stwór pozszywany z kawałków ludzkich ciał. Naukowiec i jego dzieło - dzieło, które się mu jednak nie spodobało. Było odrażające, ale czuło się samotne i od swojego twórcy zażądało towarzyszki życia. Naukowiec nie spełnił prośby i poniósł karę - jego własna narzeczona ginie z ręki monstrum. Ostateczna rozgrywka między nimi toczy się w lodach Arktyki (jej świadkiem jest jeden z narratorów powieści, polarnik Robert Walton). Tam ginie Frankeinstein i tam w lodach znika stwór.
Jak to wszystko daje się odczytać?
W podtytule było: "nowy Prometeusz". Tamten, mitologiczny, ulepił człowieka z gliny. Wykradł ogień z Olimpu i podarował go ludziom. Frankeinstein też miał dobre intencje - chciał wydrzeć tajemnicę życia; pokonać śmierć i choroby. Obaj w pewnym sensie popełnili świętokradztwo i zostali ukarani.
Ale jest tu też przekonanie o wielkich możliwościach nauki (no bo eksperyment się w końcu przecież udał). Tyle że kiedy Wiktorowi wreszcie udaje się powołać do życia stwora, odrzuca go. Nie bierze odpowiedzialności - jak ci naukowcy, którzy nie widzą związku między powstającymi w ich sterylnych laboratoriach maszynami do zabijania i samym zabijaniem.
Obietnica i przestroga. Nauka może wiele. Ale za wydarcie kolejnej tajemnicy - czy to dotyczy np. atomu czy genu - zawsze trzeba zapłacić. Zawsze.
Coś mi się wydaje, że opowieść o Frankensteinie ma kolosalną przyszłość.
czwartek, 08 stycznia 2009
Kiedy Sahara była zielona

Naskalna żyrafa (fot z: The Giraffe Carvings of the Tenere Desert)

Wszystko było inaczej. Tam, gdzie dzisiaj jest piasek i gołe skały, było zielono, rosły drzewa; pod nimi przechadzały się zwierzęta. Tam - w sercu Sahary, na pustyni Tenere w w afrykańskim Nigrze.
Odkryto tam (w miejscu znanym pod nazwą Dabous) niezwykłe naskalne rysunki sprzed 7-9 tys. lat. Przedstawiały zwierzęta - antylopy, nosorożce; szczególnie imponująco prezentowały się dwa wizerunki żyraf. Jeden z takich rysunków ma prawie 5,4 m wysokości, całe ciało żyrafy pokrywają wykute z pietyzmem cętki. Dlaczego akurat żyrafa tak przykuła uwagę ludzi z epoki kamienia? Co ich tak w niej zafascynowało - to, że jest jakby poskładana z paru innych zwierząt? Że ma pysk wielbłąda i cętki geparda, lustruje wielkimi oczami okolicę z wysokości, o której inne bardziej przyziemne zwierzaki mogą tylko pomarzyć, zaatakowana potrafi się bronić i galopować? - zastanawiają się w serwisie o znalezisku, The Giraffe Carvings of the Tenere Desert.
Zwierzęta, ludzie - takich wizerunków znaleziono na skałach jeszcze setki. Kto je sportretował? Kto żył na zielonej wówczas Saharze tysiące lat przed spotykanymi tam dzisiaj Tuaregami?
I tu następne odkrycie. Paul Sereno, paleontolog z uniwersytetu w Chicago, w 2000 roku w piaskach Tenere poszukiwał kości dinozaurów. Znalazł szkielety ludzkie. I to dużo. Relacja z tej i kolejnych wypraw, z opisami znalezisk z Gobero (jak nazywają to miejsce Tuaregowie), jest tu, w People of The Green Sahara. Wykopane z piachu szkielety przypisane zostały do zamieszkujących tą krainę - od ok. 10 tys do 5 tys. lat temu - ludów, kolejno: Kiffian (żyrafy mogą byćich dziełem) i Tenerian (podaję angielskie nazwy - nie znam polskich odpowiedników). Polecam galerię znalezisk i coś, co szczególnie zaintrygowało pracujących tam archeologów - grób z trzema osobami: kobietą (leżącą na prawym boku) i dwójką dzieci (twarzami do niej). Mają splecione ręce, obejmują się. W grobie odkryto też cztery groty strzał i pozostałości kwiatów. Co się stało: czy to matka z dziećmi? Zmarli na jakąś chorobę, utonęli w wodach jeziora? - nie wiadomo.
Znakomitą dokumentację fotograficzną wypraw w piaski Tenere zrobił Mark Hettwer. Na jego zdjęciach są i znaleziska (od dinozaurów po szkielety ludzkie), i naukowcy przy pracy, i wspomniane naskalne rysunki żyraf. W dużym powiększeniu można je zobaczyć w galerii The Boston Globe.
Na przemian: żywi ludzie (jak ten chłopiec gnający bydło koło terenu wykopalisk) i szkielety.
A ciekawe: co tam będzie za tysiące lat? Co znajdą w tym piachu? Pozostałości po archeologach?
środa, 24 grudnia 2008
Z Nazaretu

Bazylika Zwiastowania z góry

Galilea, Nazaret, Jerozolima. Morze (Jezioro) Galilejskie. Przez te i inne krainy oraz miejsca prowadzi Biblewalks. Punkty można wybierać np. z mapy - miejsca oznaczone na niebiesko odnoszą się do Starego, a na czerwono - do Nowego Testamentu. Można też iść po śladach konkretnej biblijnej postaci (np. proroka Eljasza).
Są też dodatkowe informacje o imperiach, które na tym terenie panowały i upadały, krótka historia urbanizacji i inne ciekawostki.

Wesołych Świąt!
sobota, 13 grudnia 2008
Lezuraj, czyli Jaruzel

Okładka magazynu TIME z 28 grudnia 1981 roku.

To było 18 marca 1983 roku. W "Gazecie Krakowskiej" - "organie PZPR-u" (ta partia miała wyjątkowo dużo przerośniętych organów), w rubryce "Koncert życzeń", ukazał się taki oto krótki tekst:
"Pan Adalbert Lezuraj, Kraków, ul. Warszawska 12/13. Z okazji urodzin spełnienia wszystkich marzeń - życzy Mama Polcia i dołączają się Leszkowie z dziećmi."
Pamiętam, jaki był ubaw w szkole. Wieść o tym, jak należy to czytać, rozniosła się błyskawicznie. Adalbert to łacińska wersja imienia Wojciech, Lezuraj to Jaruzel czytany od tyłu, Leszkowie z dziećmi - wiadomo, mama Polcia też, no i data - 13 grudnia. Gazeta znikała z kiosków w tempie kosmicznym, a my cieszyliśmy się, że "organ PZPR" dał się tak zrobić w konia (nb. rubrykę z życzeniami wkrótce potem zamknął).
Już myślałam, że nigdy nie dowiem się, kto był autorem tego żartu - a tu masz. Przypadkiem natknęłam się na stronę Ewy i Romana Śledziewskich, no i okazuje się, że to właśnie Ewa Śledziewska z Instytutu Chemii UJ jest autorką owego anonsu w "organie". I nawet to opisała w tym tekście, zamieściła też skan z GK i opis z podziemnej gazetki "Sygnał". I jeszcze taką ciekawostkę tu podaje: "Mało kto wiedział, że moje życzenia powstały z natchnienia ogłoszeniem z czasów okupacji: 'Garbuję skóry dzikich zwierząt, specjalność - überallesy, Władysław Sikorski'".
Niniejszym dziękuję Autorce za tę chwilę radości w stanie wojennym.

A skoro mamy znów rocznicę "13 grudnia roku pamiętnego" (kiedy to "zrodziła się WRONa z jaja czerwonego" - jak głosiła pieśń ludowa), to garść adresów proponuję.
Z obszernego serwisu Internowani 1981 - 1982 polecam pełny tekst obwieszczenia o wprowadzeniu stanu wojennego, by sobie odświeżyć pamięć o tym, co nam zakazano (np. "zakazane zostało uprawianie turystyki oraz sportów żeglarskich i wioślarskich na morskich wodach wewnętrznych i terytorialnych") i wsłuchać się w te proste żołnierskie rymy ("wszelkie te siły uprawnione są do użycia środków przymusu bezpośredniego w celu przywrócenia spokoju, ładu i porządku publicznego"). BTW - treść tego utworu wykorzystała Piwnica pod Baranami w pieśni Zakazane zostało.
Dalej: Mała Polska: archiwalne numery krakowskiego podziemnego tygodnika, wychodzącego w latach 1983-1989 (z zeskanowanymi oryginalnymi wydaniami - dla przypomnienia, jak takie pisemka wyglądały).
"Wojna na murach" w stanie wojnnym: zdjęcia Krzysztofa Wojciechowskiego, fofografującego wówczas rysunki i napisy z murów.
Serwis IPN-u www.13grudnia81.pl z tekstami i dokumentami (np. bibuła z lat 80-tych), zdjęciami i filmami.
I jeszcze warto popatrzeć, jak nas wtedy widziano z zewnątrz. Konkretnie jak to widział magazyn "Time", który wydarzeniom w Polsce poświęcił numer z 28 grudnia 1981 roku. Na jego okładce: generał Jaruzelski w jasnych okularach i tytuł "Poland's Ordeal: The Darkness Descends". I dalej szczegółowy opis naszego brnięcia w Ciemność (nieprzypadkowe odwołanie do Josepha Conrada - tekst zaczynają od jego słów o Polsce) i amerykańskich reakcji na wydarzenia 13 grudnia.
Patetycznie zakończyli: "The days seemed colder, the nights darker, the streets emptier. The quiet was broken only occasionally, most often by the rumble of armored personnel carriers. But every so often, as it has for centuries, a familiar anthem would rise from some church, apartment building or worker's cottage: "Poland is not yet lost..."
Tagi: historia
18:57, dogin
Link Komentarze (2) »
sobota, 15 listopada 2008
Metafory wokół nas

Żeglowanie po internecie z Netscape Navigatorem

Używaliśmy kiedyś określeń: autostrada informacyjna, infostrada, superinfostrada. Kiedyś, czyli gdzieś tak w I połowie lat 90-tych ubiegłego wieku, kiedy to internet postrzegany był wciąż jako ciekawa i obiecująca nowinka. Określenia te miały amerykańskie korzenie ("superhighway" i podobne). Nawiązywały do metafory autostrady - po której informacje miały gnać przed siebie z zawrotną prędkością, we wszystkich kierunkach. U nas brzmiało to szczególnie atrakcyjnie - jako że o takich "hajłejach" marzyliśmy całkiem realnie (właściwie to dalej marzymy).
No ale potem, kiedy internet rozpełzł się po świecie, tamta metafora odeszła w cień. Wtedy zeszliśmy ze stałego lądu, i wpłynęliśmy na szerokie wody. Na Ocean. Zaczęliśmy "żeglować", "nawigować" (kto używał przeglądarki Netscape Navigator, zwanej u nas Netszkapą, pamięta pewnie jej logo z kołem sterowym); "surfować" itp. Nawet piraci nam z tych mórz przypłynęli.
Przypomniało mi się to, bo zaglądając bez konkretnego celu tu i tam (może nurkując, skoro to ocean?) natrafiłam na ciekawy blog Metaphor Observatory, czyli miejsce, w którym na bieżąco wyłuskiwane są i opisywane metafory dominujące aktualnie w mediach. Co roku pojawia się tu także zestawienie czołowej dziesiątki metafor, taka "lista przebojów" świata mediów. Autor bloga, John D. Casnig, prowadzi również obszerniejszą stronę na ten sam temat. Jest tu coś np. o metaforze wojny w polityce i ogólnie w sferze publicznej, albo o słowach dominujących w czasie niedawnej kampanii wyborczej w USA (odnoszących się do m.in. wojny, pojedynku bokserskiego, wyścigu).
Strona jest kanadyjska, koncentruje się na mediach angielskojęzycznych, ale myślę, że to w niczym nie przeszkadza. Metafory są uniwersalne, nietrudno w opisie naszego świata polityki (i nie tylko) znaleźć takie same określenia. Szukajcie w gazetach, a znajdziecie.
sobota, 08 listopada 2008
Znalezione w jaskiniach

Malowidło z Lascaux, foto: Hans Hins

Odkrywano je przez przypadek. Kogoś zaintrygowała dziura w ziemi, ciekawskie dziecko wcisnęło się w skalną szczelinę, pies coś wywęszył, nurek zobaczył przejście do podwodnej jaskini. A tam, w czeluściach, ci przypadkowi odkrywcy zobaczyli dziwności: jakieś rozchwiane, kłębiące się, galopujące po ścianach jaskini zwierzęta, konie, jelenie, byki, bizony, kozły, niedźwiedzie...
Tak było z odkryciem Altamiry z malowidłami sprzed 15 tysięcy lat. Badał ją w 1879 roku prawnik (i zarazem pasjonat geologii i historii) Marcelino Sanz de Sautuola. Jego ciekawska, 9-letnia córka Maria przecisnęła się dalej i jako pierwsza ujrzała niezwykłą galerię, stworzoną przez ludzi należących do tzw. kultury magdaleńskiej.
W podobny sposób odkryto najsławniejszą jaskinię - Lascaux. Był wrzesień 1940, czterech chłopców i pies Robot włóczyło się po lesie - szli tropem starej legendy mówiącej o ciągnącym się gdzieś tam tunelu. Pies zaczął grzebać w jakimś dole, ludzka załoga poszła jego tropem (myśląc że to ów tunel), poszerzyli dziurę, weszli i oto znaleźli się w skalnej komnacie, na której ścianach szarżowały byki - streszcza jedną z wersji tej opowieści Save Lascaux. Odkryli (no właściwie - pies odkrył) malowidła liczące sobie 17 tysięcy lat; wyobrażenia zwierząt odmalowane w odcieniach brązu, czerwieni, czerni, żółci; służące - czemu? Praktykom magicznym, religijnym obrzędom - jak głoszą teorie?
Albo takie znalezisko z południa Francji (10 km od Marsylii): grota Cosquer. Wejście do niej znajduje się obecnie 37 metrów poniżej poziomu morza, odkrył je nurek Henri Cosquer, który zapuścił się tam w 1985 roku. Na ścianach groty (w komorach znajdujących się powyżej lustra wody) znaleziono ok 150 malowideł i rytów naskalnych. Prócz wizerunków zwierząt jest tu sporo (naliczono się 55) zarysów ludzkich dłoni - w tym wiele niekompletnych, z brakującymi palcami (przykłady można zobaczyć w tekście Andrzeja M. Kobosa). Podobnych odbitek i zarysów dłoni znaleziono jeszcze więcej we francuskiej jaskini Gargas (to cenna uwaga z komentarza poniżej, od Antiquitates). I też dłoni bez kompletu palców - na tym rysunku widać, jak bardzo niekompletnych (prób wyjaśnienia tego osobliwego zjawiska jest wiele: choroba; rytualne okaleczenie; a nawet - podwinięcie palca).

Ile jeszcze takich galerii prehistorycznej sztuki tkwi pod ziemią i czeka na odkrycie? Ile malowideł bezimiennych twórców, po których jedyny ślad to odcisk dłoni przyłożonej tysiące lat temu do skały?
Pewnie dużo. Warto chodzić z psem do lasu.
sobota, 25 października 2008
Fotografie, które zmieniły świat

Burza lodowa w Genewie, fot. Jean-Pierre Scherrer

Człowiek na Księżycu, grzyb atomowy nad Nagasaki; otoczony płomieniami mnich buddyjski, strażacy wieszający flagę na gruzach WTC - takie m.in. znane i wielokroć powielane fotografie wiszą w serwisie Photos That Changed The World. Dotyczą zwłaszcza tych mrocznych wydarzeń i zjawisk - jak scena linczu z amerykańskiego Południa; "Napalm Girl" - poparzona dziewczynka ze spalonej napalmem wietnamskiej wioski czy współczesny obrazek z głodującej Afryki: małe dziecko i czekający opodal sęp.
Jest i słynny portret Che Guevary, żołnierz wieszający radziecką flagę na zdobytym berlińskim Reichstagu, pierwsze zdjęcie rentgenowskie, zdjęcie "potwora z Loch Ness" (czy raczej czegoś, co uchodzi za wizerunek potwora); Ziemia widziana z Kosmosu (zdjęcie z 1968 roku).
Czy te zdjęcia rzeczywiście "zmieniły świat? Czy może raczej utrwaliły przełomowe momenty (szczególnie te ważne z amerykańskiej perspektywy), zastygły, stały się symbolami minionych epok i ważnych wydarzeń.
Choć nie wszystkie. "Clearly this photo didn’t change the world but I decided to accept it because its such an amazing shot" - tłumaczy się autor serwisu pod fotografią przedstawiającą obrośnięty lodem bulwar z zalodzonymi samochodami. To uwieczniony na zdjęciach efekt burzy lodowej, która rozszalała się w Genewie w 2005 roku (a jak zmieniła krajobraz miasta i wszystko co napotkała na swojej drodze, można zobaczyć w galerii Jean-Pierre Scherrera).
sobota, 18 października 2008
Jakimi autami jeżdżą wyborcy?




Serwis Newsmeat

"Nienaukowe badania zależności pomiędzy samochodami a preferencjami politycznymi siedzących za ich kierownicami Amerykanów" - tak streszcza swój podstawowy cel serwis Political Bumper. Dane do badań zbierają ochotnicy, liczący auta z naklejkami zdradzającymi poglądy polityczne kierowców - czyli te deklarujące przedwyborczą miłość do Obamy lub McCaina. Rejestrują też marki aut - z tych dwóch typów danych powstają rozmaite zestawienia - wskazujące, że np. Toyoty i Hondy jakoś bardziej popularne są wśród demokratów, a Jeepy Cherokee - wśród republikanów (japońskie kontra swojskie amerykańskie? Wnioski zostawiam wykwalifikowanym penetratorom amerykańskiej jaźni, czyli psychoanalitykom).
Inny internetowy wynalazek związany z wyborami w USA to Newsmeat. Tym razem przedmiot badań jest poważniejszy i liczony w twardej walucie: sumują tu mianowicie i pokazują, ile kto dał na kampanię wyborczą, teraz i w przeszłości. Pokazują to w zestawieniach i na mapie (niebieskie plamy - czyli darczyńcy demokratów - przeważają na zachodnim i wschodnim wybrzeżu USA; czerwone - republikańskie - na południu).
Na osobnej półeczce spoczywają tu "piękni i bogaci", czyli gwiazdki ekranu, miliarderzy, politycy, przedsiębiorcy. Można sobie postudiować, komu sypnął groszem Woody Allen czy George Clooney (sypnął demokratom); ile dał Bill Gates (chce być pośrodku: daje i demokratom, i republikanom). Generalnie, gwiazdy estrady i kina stawiają na demokratów, a np. miliarderzy dopieszczają finasowo (w różnych proporcjach) obie strony.
sobota, 11 października 2008
Dziwne zdjęcia

C. Chase Taylor (Utility Fixtures)

Taka kolekcja zdjęć "zaskakujących" - ze względu na ujęcie, a czasem temat: File: A Collection of Unexpected Photography.
Wśród nich: opuszczony, surrealistyczny kompleks hotelowy w San-Zhr na Tajwanie, na zdjęciach Craiga Fergusona.
Albo seria "niespodziewanych ujęć" z natury: Waterdrop Macros Briana Valentine'a, czyli kwiaty widziane przez krople wody.
Nocne zdjęcia lotnicze Jasona Hawkesa: Night Aerial Photography. Na nich rozświetlone miasta, świetlne węże tworzone przez jadące samochody, stadiony w blasku jupiterów.
Albo coś takiego jak Utility Fixtures C. Chase Taylora: seria zdjęć, na których występują różnego rodzaju instalacje, plątaniny rur, kolanka, liczniki uwieszone jak nietoperze pod sufitem i inne podobne obiekty, występujące wszędzie, acz rzadko przykuwające czyjąś uwagę.
środa, 24 września 2008
Polska na archiwalnych mapach

Dla tych, którzy lubią podróże po starych mapach: Archiwum Map Wojskowego Instytutu Geograficznego 1919 - 1939. Miejsce, gdzie można znaleźć wielkie, zeskanowane płachty z zarysami dawnego świata, niektóre „wyłącznie do użytku służbowego” albo wydania „tymczasowe poufne” (jak ta mapa Sztabu Generalnego WP: ZSRR i Rumunia).
Pozwiedzałam krainę z losowo wybranej mapy WIG z z 1923 roku (bazującej na rosyjskiej z r. 1917). Nie odmówię sobie przyjemności zacytowania paru wypatrzonych na niej nazw: Sokowiszcze, Pieskowatki, Wiercieje, Szweple, Moisiejenki, Małe-Dawidki (obok Wielkich), Otwałki, Apanasionki... Legenda na dole też ciekawa, z oznaczeniami - na przykład - tramwaju konnego, „kolei jednotorowej z przygotowaną nawierzchnią na drugi tor”, „szosy państwowej (obok gubernianej, obwodowej, wojskowej i prywatnej), gościńca krajowego, drogi wiejskiej bez rowów bocznych i z rowami. A także z „drogą do użytku w zimie”.
Na dalszą wycieczkę można wskoczyć do innego składowiska map, dotyczącego Zachodniej Polski. Albo do czerpiącego obficie z obu tych źródeł Mapstera (w której można je wyszukiwać według miejscowości)
No to ruszajcie, Apanasionki czekają :-)

Tagi: historia
16:57, dogin
Link Komentarze (1) »